Życie jak w Madrycie

In Podróże

Nie będę ściemniać, że taka ze mnie ambitna i aspirująca blogerka, a przed każdym wyjazdem czytam tomiszcza historii, reportaży i dokumentów, żeby nie wyjść na ignorantkę w podróży. Tak jak każdy czasem oszukuje z dietą i podjada na boku, tak i ja mam ochotę pojechać gdzieś tylko po to, żeby nie musieć robić nic (jeśli czyta to moja managerka- mam na myśli czas po szkoleniu, oczywiście!). Okazuje się, że jest to nawet a) przyjemne- bieganie od punktu A do B, żeby zobaczyć coś ważnego jednak nie jest obowiązkowe i można bez tego żyć; b) pożyteczne- nie czuję presji mijającego czasu, mam więc więcej luzu i mogę się lepiej porozglądać, ergo na spokojnie zrobić kilka lepszych zdjęć; c)męczące- jednak muszę się jeszcze wiele nauczyć, aby przestać ciągle łazić, bo bywały dni, gdzie dobijałam 30 km dziennie. Miałam więc jak widzicie, sporo czasu, aby poprzyglądać się jakie jest to #życiejakwmadrycie

Próbuję sklecić kilka zdań z sensem, które nie będą też patetyczne i pisane na siłę, ale ciężko mi idzie, kiedy zasób słownictwa mam, jaki mam. Nie chcę też kolejny raz porównywać jednego miejsca do drugiego (to moja zmora, w każdym wpisie na tym blogu piszę, że A jest podobne do B!), ale łatwo mi jest stąd zacząć. Madryt to dla mnie nowocześniejszy, czyściejszy i mniej zatłoczony (przynajmiej w maju) Rzym. Pełne restauracje, kawa po euro, a lampka wina po 2, emeryci, którzy wiodą życie towarzyskie, tolerancja. I jak na samotnie szwędającą się po ulicach dziewczynę muszę przyznać, że czułam się tam na maksa bezpiecznie (w przeciwieństwie do Barcelony, na przykład). Każda dzielnica, którą odwiedziłam żyła swoim życiem, była mniej lub bardziej turystyczna, miała coś do zaoferowania, więc błądzenie bez mapy (używałam tylko, żeby znaleźć coś wege do jedzenia, co było z resztą banalnie proste) poleca się w Madrycie.

Madryt będę wspominać zajebiśćie, bo:
-najadłam się po uszy pysznego jedzenia (sezon na pomidory, smażone ostre papryczki i grillowane szparagi śnią mi sie do dzisiaj, ale i tak nic nie przebije wegańskiej fety, która była NIE-DO-ODRÓŻNIENIA od tej mlecznej);
-to moja druga w życiu delegacja służbowa i była zdecydowanie bardziej trafiona od pierwszej (Belgia w kwietniu), a cóż mogę powiedzieć, apetyt rośnie w miarę jedzenia;
-poznałam fajnych ludzi na couchsurfingu (ale to żadna nowość);
-zrobiłam kilka rzeczy, których normalnie nie robię, np. impreza do rana w Teatro Kapital (7 pięter, ogień, dym, kardashianki, a w tym ja w dżinsach i w kowbojkach);
-załapałam się na finał Ligi Mistrzów Real Madryt vs. Liverpool!

Tutaj niestety Madryt i kibice Realu dostają jedynie 3 z plusem, bo reakacje po wygranym meczu owszem były, ale nie tak wyobrażałam sobie ten mecz. Jestem jednak pewna, że dla nich to po prostu nic nowego, są przyzwyczajeni do wygrywania, tak jak my- do przegrywania. A poza tym w mieśćie działa jeszcze jeden dobry klub (tak słyszałam, nie znam się) Atletico Madrid. I ponoć teraz, w najbliższej przyszłośći, Real stoczy mecz z Atletico o puchar czegośtam (Europy? Jest tu jakiś kibic?) i to dopiero ma być mecz o wszystko! 3 razy zmieniałam bar, żeby pogdlądać reakcje, i za każdym razem Real strzelał gola (w sumie 3). Przypadek?

Żeby nie było tak kolorowo (chociaż Ola z @Chasingcolors bardzo by to poparła): Madryt nawalił pogodą (musiałam kupić kurtkę i bluzę), targiem staroci El Rastro, który targiem staroci jest już praktycznie tylko z nazwy, zakazem robienia zdjęć obrazom Picassa w muzem narodowym Reina Sofia (i kto mi teraz uwierzy, że widziałam je naprawdę???!) i oliwkami w occie. Overall, 9/10.

I gdyby przyszło wam kiedyś na myśl, dlaczego nie robię nigdy zdjęć w nocy (chociaż bardzo bym chciała), odpowiedź:


bo ISO u mnie zawsze leży!

  • Mam mega duży sentyment do Madrytu <3
    Byłaś w 100 Montaditos?
    Kapital tylko za pierwszym razem robi wrażenie.

    • a to jakiś kolejny klub? bo jeśli tak, to oczywiście, że nie 😀 do Kapitala poszłam z grzeczności (Csurfing), a fakt, że nad ranem nawet mi się podobało, to skutek uboczny alkoholu 😀

  • u mnie iso nie leży, ale kompletnie nie umiem się odnaleźć w ciemnościach – chyba że jest jakieś zajebiste sztuczne światło. w ogóle rzeczy typu: odbicia oświetlonych budynków w wodzie mnie nie biorą, na samą myśl że miałabym po to sterczeć ze statywem, dostaję mdłości 😀 no dobra, przesadzam. ale i tak.

    eeeej ja też się nie przygotowuję jak szalona do każdego wyjazdu – tylko do wybranych miejsc, o których wiem że mają na tyle skomplikowaną historię, że lepiej się czuję wiedząc o co chodzi. nawiasem mówiąc, o Hiszpanii polecam „ludzi z placu słońca” – połkniesz w jeden wieczór i zdziwisz sie (ja się mega zdziwiłam), jak mało Polacy wiedzą o Hiszpanii. to nie jest tak, że to od zawsze był bogaty zachodni kraj pełen wesołych ludzi.

    • Widzę, że napisałaś miesiąc temu. Upsi. W głowie odpisałam Ci już ze trzy razy, ale tak jak wyobrażam sobie, że jestem bajecznie bogata, tak w rzeczywistości mam cyklicznie pod koniec miesiąca wielkie zdziwko. Wybacz.

      No tak, długie naświetlanie to zupełnie nie moja bajka, ale fajnie byłoby czasem przywieźć zdjęcie z nocnego miasta. Muszę zmienić system, bezlustra pod tym względem jednak leżą. I też nie ma opcji na długie naświetlanie, znam te mdłości 😀

      Książeczka już wypożyczona!

  • Z tym porównywaniem, z zaczynaniem od porównywania, totalnie rozumiem i mam bardzo podobnie. I tak właśnie też jak spojrzałam sobie na obrazki u Ciebie – ja w Madrycie byłam dawno temu i jedyne co pamiętam to wesołego ziutka, który zawoził nas na lotnisko i wciąż unoszący się zapach marysi – no to właśnie tak patrzę, że faktycznie taki Rzym nieco…

    a co do iso/ciemności, kontynuując lekko wypowiedź Eli – foto to światło, zawsze sobie to powtarzam ;-)) nie ma światła, nie ma fajnego kadru, nada!

    • Mało hiszpański jest ten Madryt według mnie szczerze mówiąc. I ludzie jakoś średnio temperamentni (wyobraź sobie, że po tym meczu to przegrani Anglicy bawili się lepiej, niż zwycięzcy Hiszpanie! wtf????)
      Tak, ja też kocham światełko i nawet cieszę się, kiedy wieczorem mogę już odłożyć aparat i iść na miasto wolna, ale są chwile, gdzie chcesz w nocy coś obfotografować i co wtedy?

Scroll Up
Inline
Inline