To samo miejsce, inna dziewczyna. Wrocław i ja

In Podróże, Polska, Przekrój

Czasami jestem w miejscu, w którym chciałabym zatrzymać czas. Czasami wracam do miejsca, gdzie chciałabym ten czas cofnąć. Obie rzeczy są niemożliwe do zrobienia. Ale czasami to miejsce cofa w przeszłość mnie. Porywa z nurtem bez pytania o zgodę, rzuca na karuzelę wspomnień i jedziemy tak razem, bez biletu i bez trzymanki, w podróż, na którą nie można mieć planu. Moja ciepła skorupka wtedy pęka, płuca łapczywie wypełniają się powietrzem, którego znajomy zapach przychodzi do mnie już tylko w snach. A ja, choć stoję na krawędzi najwyższego budynku na Ziemi, nie drżę i nie czuję strachu. Jestem Małgorzatą, od stóp do głów wysmarowaną magicznym kremem Azazella. Za chwilę odmłodnieję o 10 lat, a może nawet stanę się niewidzialna.

Idę ulicą, którą wiem, że kiedyś już szłam. Na pewno kiedyś już tutaj byłam. Nie potrafię sobie jednak przypomnieć po co i kiedy. W głowie pojawiają się pojedyncze stop klatki. Znikają jednak zbyt szybko, bym mogła się im przyjrzeć.

Nie znoszę tego uczucia, deja vu, słowa na końcu języka i pytania ‘czy my się skądś znamy?’. Mam chyba po prostu zbyt szybkie oczy! Neurony nie nadążają przenosić informacji; w mózgu jak w biurze rachunkowym przed zamknięciem roku – spokojnie, wszystko wróci na swoje miejsce, proszę tylko wziąć numerek i usiąść, może to zająć dłużej, niż oczekiwano.

Kiedy mijam znajomy  budynek – a cały precedens trwa może 15 sekund, upływa jednak wystarczająco dużo czasu, żebym w tym miejscu zakotwiczyła na dłużej. Zarzucam hak, i choć stopami brnę do przodu, głową jestem gdzieś daleko w tyle.

I wtedy strzela we mnie piorun, nade mną zapala się żarówka, w ośrodek pamięci trafia strzała amora przypomnienia.

Kiedyś już tu byłam!

Tak wiele dróg prowadzi mnie nie wiem gdzie

Jest październik 2011 roku. Od kilku tygodni mieszkam we Wrocławiu i szukam swojego miejsca. Ląduję na jakiejś przypadkowej studenckiej imprezie, w białym bloku, do którego jedziemy tramwajem, jak zwykle bez biletu. Wycieczka z adrenaliną na drugi koniec miasta sponsorowana przez mpk Wrocław. Zapamiętuję budynek, bo do mieszkania wchodzi się przez balkon, choć może profesjonalnie inaczej się to nazywa. Balkon ma szerokość całego budynku i dzielony jest ze wszystkimi mieszkańcami piętra, którzy w ten sam sposób wchodzą do swoich mieszkań. Przez chwilę na nim stoimy, ale ponieważ jest mi zimno, a w tym czasie nie dbam o ciepłe ubrania, postanawiam spędzić resztę wieczoru w kuchni. Pomiędzy puszkami piwa i słonymi paluszkami na blacie stoi stare, srebrne radio. Jest wcześnie, nie jesteśmy więc jeszcze na tyle pijani, żeby śmiać się w głos czy przekrzykiwać nawzajem, dlatego doskonale docierają do mnie słowa granej piosenki. I choć słyszę ten utwór po raz pierwszy w życiu, mam wrażenie, że skądś już go znam. Wychodzę na balkon, odpalam papierosa. Wrocław i ja.

Październik 2021

W ogóle miało mnie tu nie być, a już z pewnością nie jest to dobry czas na szukanie sobie rozrywek. Jednak ptaki przypadków znów obsiadły mi ramiona, a ich nieznośna ciężkość bytu daje o sobie znać. Kiedy przechodzę pod znajomym białym blokiem w ostatni wieczór przed wylotem, dostaję powiadomienie na Facebooku: o tej porze 10 lat temu byłam na koncercie Komet. Coraz więcej rzeczy z przeszłosći ulatuje mi z głowy, ale ten dzień pamiętam wyraźnie – żółty plakat na drzwiach (który z resztą później zerwałam, żeby zabrać ze sobą do domu), klub pełen dymu i gości w kurtkach typu harrington z podeszwą w czerwoną kratę, na punkcie których mam później obsesję (kurtek, nie typów). Poszłam na koncert sama, bo moi ówcześni znajomi nie uważali tego typu muzyki za wystarczjąco rozrywkową. Z całego repertuaru znałam tylko jedną piosenkę – tę o staniu na balkonie z papierosem.

kto by o tym myślał w takiej chwili jak ta

Idę dalej i pochłonięta rozmową zapominam, że kilka dni temu rzuciła mi się w oczy jesienna trasa koncertowa Komet. Po wyprowadzce z kraju przestałam śledzić większość miejsc i wydarzeń, żeby bolało trochę mniej, dlatego nie zwróciłam uwagi na daty koncertów. Sięgam jednak po telefon i kilka sekund później boli, i to podwójnie. Grają we Wrocławiu jutro wieczorem. Kurwa.

Jest grubo po północy kiedy decyduję, że wracam jutro normalnie do domu. Sprawdziłam wszystkie możliwe opcje lotów – żadna firma nie ma mi nic sensownego do zaoferowania, z resztą w Warszawie widziałam Komety cztery, czy nawet pięć razy. Mam prawie 30 lat i jestem dumna, że w końcu myślę racjonalnie. Wstaję o świcie, upewniam się, że mam paszport i odprawiony bilet, po czym zamawiam taksówkę na lotnisko. Jedziemy przez senne miasto. W połowie drogi każę kierowcy zawracać.

Wieczorem znów idę do klubu pełnego dymu i gości w kurtkach na czerownej podeszwie. Idę sama i tym razem znam na pamięć wszystkie piosenki. Śpiewam je na cały głos, tańczę w pierwszym rzędzie. Jestem niewidzialna.

Teraz, kiedy swobodnie oddychasz, na nowo odkrywasz siebie

Po co to robię? Wysoki sądzie, bo żyję dla takich momentów! Momentów wyjścia z cienia samej siebie. Powrotu do źródeł. O d m ł o d z e n i a. Co do twojego życia, pisze Marek Aureliusz, zastanów się jakie ono jest. Bo jest to wiatr. Ale nie jest to wiatr stały.

“(…) life, consider what it is; a wind; not one constant wind either, but every moment of an hour let out, and sucked in again.“
.

Wobec czego kiedy samolot odlatuje bez mnie, a mnie nazajutrz czeka dzień w drodze do domu z drugiego krańca kraju,  gdzieś w głębi czuję, jakbym wygrała na loterii. Wygrałam cały, długi słoneczny dzień tylko dla siebie. Widzisz, czasie? Tym razem to ja przechytrzyłam ciebie. Posmarowałam się magiczną maścią diabła, kiedy nie patrzyłeś.

Wiele lat temu, pewnien chłopak zapytał mnie co mi daje muzyka, a ja nie potrafiłam na to pytanie odpowiedzieć. Dzisiaj już wiem, że muzyka zatrzymuje czas. Zabiera nas w miejsca, do których tęsknimy i pokazuje prawdę o nas.

ty i twój cień

przez jeszcze jeden dzień

zostaliście sami

tylko ty i twój cień

miesiące burz zamknęłaś już na klucz

i zostaliście sami

tylko ty i twój cień

teraz kiedy swobodniej oddychasz

na nowo odkrywasz siebie

znowu złota polska jesień

i wydaje się że jest tak jak przedtem


Zdjęcie tytułowe : @treppenwitze

Tytuły rozdziałów oraz cytat na końcu wpisu pochodzą z tekstów piosenek Komet
Scroll Up
Inline
Inline