Porto i Lizbona – wegański przewodnik kulinarny

In Cały ten Weganizm, Podróże, Portugalia

No dobra, kłamałam, kiedy mówiłam, że to koniec wpisów z Portugalii. Najlepsze bowiem, zostawiłam sobie na koniec. Co mogą jeść weganie w kraju, gdzie nawet w sklepikach wielkości Żabki wiszą połacie suszonego dorsza? Okazuje się, że nawet portugalskie klasyki o jakich się kolonizatorom nie śniło! I pewnie dla wielu z was jest to nie do wyobrażenia, aby w takim miejscu jak Portugalia darować sobie świeże owoce morza (a dokładniej: oceanu), smażone kulki z dorsza, nad kórymi rozpływał się Robert Makłowicz, malutkie i chrupiące sardynki, czy portugalskie dobro narodowe, pastel de nata, ale powiem szczerze – nie głodowaliśmy.

wegańskie opcje w portugalii – porto

Opcji jest wiele, a Happy Cow pęka w szwach. Jeśli jednak to samo nie dzieje się z waszym portfelem (bo na przykład za miesiąc są święta, albo zwyczajnie macie za mało hajsu na stołowanie się tylko i wyłącznie na mieście), możecie wyżywić się po swojemu. Jak? W najstarszy ludzkości znany sposób – zaopatrzyć się na targu! Przepiękny budynek Mercado de Bolhao przynajmniej w listopadzie był jeszcze pod gruntownym remontem, a sam bazar został przeniesiony kilkadziesiąt metrów dalej, jednak wybór jest spory. O tej porze roku w Warszawie mogę sobie jedynie pomarzyć o pachnącym latem pomidorem, podczas kiedy w Porto nikt nie wydawal się specjalnie zainteresowany ich obecnością.

W listopadzie również nie da się przejść obojętnie obok sprzedawców z pieczonymi kasztanami i nie wiem, jak mogłam żyć 25 lat bez ich smaku!

All you can eat to moje drugie imię (nie wiecie jak cieszę się, że czasy udawania przed chłopakami, że jem tak malutko, mam już za sobą). Dziś bywa, że to ja dojadam po Sergio i nie zdziwię się, jeśli na starość zamienimy się w całkiem typową parę: gruba pani z wychudzonym, szczypiorkowatym mężem. Po tej spokojniejszej i pękającej w winie stronie Porto, w dzielnicy Vila Nove de Gaia, w cenie 8 euro możecie do woli dokładać z codziennie zmieniającego się bufetu restauracji Da Terra. Sprawdzone info – codziennie są nowe potrawy. Samo miejsce jest także przyjemne. Mercado Bom Sucesso to hala w stylu Hali Koszyki, gdzie po obiedzie możecie też napić się lokelnego piwa, oczywiście wina, czy znaleźć deser. Widziałam też wegańskie, ale po takim bufecie nie było już o tym mowy.

Będąc po tej samej stronie Douru, na popołudniową kawę polecam wstąpić tylko i wyłącznie do 7g Roasters. Nie jestem kawoszem – smakoszem i jeśli ktoś poda mi Wosebę, w momencie, w którym będę czuła potrzebę napicia się kawy, to ogłoszę ją wartą każdych pieniędzy. 7g Roasters, kawiarnia i palarnia ziaren w jednym to jednak idealne miejsce dla kawiarskich somelierów. W menu poza kawami z całego świata znajduje się także degustacja kaw, a ja wróciłam do domu jako szczęśliwa posiadaczka NAJLEPSZEGO KAWOWEGO KUBKA EVER!

Kiedy w sobotę zalewam sobie kawę (bywa, że i Wosebę) w tym właśnie kubku, mam wrażenie, że stoję na werandzie swojego drewnianego domu na Alasce, z którego widzę pozdrawiające mnie wilki i łosie, dookoła panuje piękna zima, a ja, trzymając dwiema rękami swój kubek, kocham życie. Gdyby jakaś firma szukała gotowego scenariusza na reklamę, to wyślijscie ich do mnie. Mam też namiary na kubki, jakby co.

W całym swoim przed-wegańskim życiem prawdziwego burgera zjadłam dosłownie raz (nie wliczam w to jakichś setek cheesburgerów z maca) i po dziś dzień nie jestem wielką fanką kotleta w bułce, którego nie bardzo wiem jak ugryźć, żeby sos nie spływał mi po łokciach. Jestem jednak mniejszością w naszym domowym budżecie, wobec czego często zostaję przegłosowana i ląduję z łokciami w sosie. Black Mamba to nie jest miejsce, do którego pójdziecie na romantyczną kolację. To metalowy, czarny bar, który oprócz walki o prawa zwierząt sprzedaje też metalowe vinyle, które grają sobie w tle. Ale jedzenie całkiem przyjemne.

wegańskie opcje w portugalii – lizbona

I tu zaczyna się robić dobrze. Miasto, które mnie raczej zniechęciło, ma w swoim rękawie bardzo mocne kulinarne karty, a my, świeżo po wypłacie, zamierzaliśmy grać w tę lizbońską ruletkę z pokerową twarzą (nie łączyć z Lady Gagą).

wegańskie opcje w portugalii

Co może być bardziej instagramowego niż instagramowe jedzenie? Instagramowe jedzenie i instagramowe rośliny! A najlepiej – wszystko razem. O, Botanista! O Botanista wie jak podawać swoje jedzenie tak, żeby zanim wylądowało w żołądku, zostało z pewnością obfotografowane. Czy to przypadek, czy pomysł projektanta wnętrza, że nad stołami wiszą lampy, które można swobodnie poruszać, żeby złapać idealne światło? Nie wiem, ale tę rundę z pewnością pregrywamy i wpadamy po uszy – przystawka, zupa, danie główne i deser, każde dostaje mocne 10/10.

Minęły już czasy, kiedy płakałam nad regionalnym daniem, w którym jest parmezan, a ja tak bardzo chciałabym je zjeść. Teraz zwyczajnie albo odpuszczam, albo jem i nie histeryzuję, w końcu nie mam tego na co dzień. I w momencie, kiedy zadowoliłabym się pizzą bez sera, albo zjadła kolejnego burgera, odkrywam Ao 26 – Vegan Food Project. Poza dziennym menu restauracja serwuje także zweganizowane portugalskie klasyki. No, może poza suszonym dorszem. Ale taka francesinha, czyli bułka z masłem i tłustą kiełbasą,  jest już w waszym zasięgu. W Ao 26 są to mocno przyprawione i ociekające tłuszczem kawałki sejtanu. Ja jestem na nie, ale dla tęskniących za mięsem będzie to z pewnością smakołyk. Za to desery – kolejna dycha dla Lizbony!

wegańskie opcje w portugalii wegańskie opcje w portugalii

wegańskie opcje w portugalii

Jeśli macie resztki skrupułów wobec swojej sylwetki, z pewością powinniście zajrzeć do Bowl. To super zdrowa, pełna superfoods śniadaniowa kawiarnia, gdzie w sumie przepłacicie za tosty z masłem migdałowym, ale czy w domu chciałoby wam się je robić z karmelizowanym bananem i jadalnymi kwiatami? Plus zdjęcia na instagram (na pewno nie mojego chłopaka anymore) robią się same.

wegańskie opcje w portugalii

Jeśli zgłodniejecie w drodze z jednego miradouro do drugiego, macie dwie opcje:  sieć piekarni A Padaria Portugesa – nie mam zdjęć, bo jadłam gorące prosto z pieca bułki z ich dżemem, albo jesteście szczęściarzami i właśnie mijacie The Saj Bakery. Ich proste kanapki to coś na wzór chlebka arabskiego, przygotowywane przez przepiękną Libankę według, jak twierdzi, oryginalnej libańskiej receptury. 

wegańskie opcje w portugalii wegańskie opcje w portugalii

Ostatnie, ale nie ze względu na smaki czy jakość, miejsce to Jardim das Cerejas II. Tak jak jedzenie u Krysznowców na Woodstocku zawsze jest pyszne (nigdy nic mi po nim nie było), tak samo u Hindusów, w końcu to te same kierunki. Jardim jest super, bo jest w samiutkim centrum miasta i oferuje bufet all you can eat. 

I teraz każdy, kto pomimo ślinotoku, dotarł na sam koniec, zrobi wielkie „wow”, bo… Przyznaję, że spróbowałam niewegańskich pastel de nata, ale (i być może to wyda się wiekszym zaskoczeniem), po połowie poddałam się i nie byłam w stanie tego przejeść. Na mnie, zakochanej w cieście, drożdżach i glutenie, takie cieniutkie ciasto po brzegi wypełnione budyniem nie robi żadnego wrażenia i zupełnie nie są to moje smaki. Mogę łamać weganizm, ale musi to być przynajmniej tak dobre jak gorące drożdżówki z orzechami z krakowskiego Zaczynu.  Na szczęście w Portugalii wybór był tak spory, że w zupełności nie miałam potrzeby zanosić się płaczem. To był już naprawdę ostatni odcinek z Portugalii.

wegańskie opcje w portugalii

  • czytam pierwszy akapit i pomyślałam od razu o Hiszpanii – jak żyją tam weganie skoro zewsząd patrzą na ciebie wysuszone świńskie nogi? 😉 w tym kraju, gdzie wielbi się jamon serrano a owoce morze rozpływają się w ustach, ciężko przejść na stronę wege.

    a może właśnie nie i też wystarczy się tylko dobrze rozejrzeć? 😉 przyznaję, nie próbowałam, bo hiszpanię kocham razem z wszystkimi jej mięskami 😀

    pastel de nata! nie dałaś rady? 😀 przecież to takie małe pycie coś! 😀

    • Nigdy nie pomyślałam o jamon w ten sposób, ale to są RZECZYWIŚCIE wysuszone świńskie nogi. O Boże, to dopiero robi wrażenie. Po takim obrocie spraw tym bardziej nie tknęłabym już tego typu rzeczy, fujka.

      Dla mnie w tym ciastku jest za dużo budyniu, a za mało glutenu 😀

  • „Kiedy w sobotę zalewam sobie kawę (bywa, że i Wosebę) w tym właśnie kubku, mam wrażenie, że stoję na werandzie swojego drewnianego domu na Alasce, z którego widzę pozdrawiające mnie wilki i łosie, dookoła panuje piękna zima, a ja, trzymając dwiema rękami swój kubek, kocham życie.”

    Ty wiesz co, Marina? Ostatnio jesteś chyba moją ulubioną blogerką, uwielbiam Twoje teksty. LOVELOVEMILION! <3 🙂

    • WOW!
      Dla takich komentarzy chce się pisać! Dzięki ziomuś! Love back! <3

Scroll Up
Inline
Inline