Weganka w podróży. 5 sposobów, aby nie zwariować.

In Cały ten Weganizm

Minęły już dla mnie czasy, kiedy jadąc w nowe miejsce lubiłam być zaskakiwana różnorodnością kuchni. Od ponad roku do wszystkich moich podróży poza sprawdzeniem co robić, gdzie iść, co zobaczyć, dołączyło jeszcze „gdzie i co zjeść”. O ile w przypadku dużych miast nie ma problemu ze znalezieniem czegokolwiek będąc na miejscu, tak w małych miasteczkach czy krajach, gdzie dieta wegańska nie jest zbyt popularna, może być to już wyzwaniem. Jak radzę sobie jako weganka w podróży?

1.Wiedza, wiedza, wiedza!

Zanim wyruszam w podróż, robię szybki research. Google ma zawsze odpowiedź, ale od jakiegoś czasu zdaję się głównie na aplikację Happy Cow. Mogę użyć filtrów dla miejsc całkowicie wegetariańskich czy wegańskich oraz lokali z wegańskimi opcjami. Pamiętajcie jednak, że nie każdy rozumie to w ten sam sposób. W wielu restauracjach azjatyckich opcje vegan friendly przygotowywane są często na bazie sosu rybnego. Jak nie dać się złapać?

hap

2.Podstawowe słówka w lokalnym języku.

To jest klucz, bo nie zawsze jest możliwość dogadania się w języku angielskim, a nawet jeśli, to nie każdy musi znać terminy z branży gastro. Dla niektórych kultur mięso to najczęściej wołowina, wieprzowina, natomiast kurczak traktowany jest w innej kategorii. Wystarczy przed wyjazdem napisać lub wydrukować sobie (opcja dla leniwych) kilka zdań i mieć je zawsze pod ręką.

3.Nocleg + kuchnia

Pewnie nie tego spodziewaliście się po blogerce, która pisze wegańskie przewodniki, jednak prawda jest taka, że nie przepadam za jedzeniem na mieście. Lubię, cieszę się, kiedy mam możliwość, jednak jeśli tylko pojawia się okazja, aby tego uniknąć, zdecydowanie wybieram to drugie. Powodów jest kilka: dania, które przygotowuję sama są raczej proste i lekkie, mam kontrolę nad ilością soli czy oleju, które lądują na moim talerzu i oczywiście jest to na dłuższą metę oszczędność. Przy wybieraniu noclegu sprawdzam więc, czy mam dostęp do kuchni. W hostelach nie ma z tym problemu (mówiłam już, że kocham hostele?), czy podczas kiedy wynajmujemy całe mieszkania dla siebie. W hotelach może być z tym gorzej, jednak warto przed wyborem dowiedzieć się, czy będziecie mieć chociaż możliwość skorzystania z wegańskiego śniadania. Coraz więcej hoteli ma takie w ofertach, zawsze jednak warto się upewnić.

4.Prowiant

Pamiętacie za dzieciaka, jak mama pakowała wam do plecaka prowiant na wycieczkę? U mnie najczęściej były to kanapki, sok i jabłko, czasem jakiś suchy wafelek (nie cierpiałam za to mojej mamy, a ta wychodziła z założenia, że czekolada się roztopi a chrupki narobią bałaganu. Raczej zero prozdrowotnych pobudek:) ). Prowiant jest moim przyjacielem codziennie, także kiedy idę do pracy, a podczas wyjazdów po prostu zawsze. Co ląduje u mnie w plecaku? Zawsze banany (zawsze są mega zgniecione i czarne), jakieś ciastka owsiane albo amarantusowe, suszone warzywa i orzechy. O uzupełnianie zupełnie się nie martwię, bo te rzeczy można dostać praktycznie wszędzie.

5.A najtrudniejsze to…

To nie dać się złamać. Przyznałam wam się już, że wymiękłam na Sycylii i skusiłam się na mlecznego loda. Nic w tym strasznego, nie mam wyrzutów sumienia, jednak przyjemność, która trwała minutę (bo mniej więcej tyle zajęło mi skonsumowanie) nie jest warta łamania swoich postanowień. Oczy nadal mi się świecą, kiedy widzę te wszystkie cudownie czekoladowe ciastka czy słodycze (alfa amylaza), jednak walczę ze sobą, aby nie ulegać chwilowym zachciankom. Może nie spróbuję nigdy prawdziwego gulaszu na Węgrzech czy tradycyjnej kuchni ukraińskiej, ale kompletnie nie ma to dla mnie znaczenia.

weganka w podrozy.

  • Fajny tekst, ciekawe rady :] Pozdrawiam i zapraszam na http://www.wpuszczonawmaliny.blogspot.com

  • Ciekawy wpis i świetne wskazówki ogólnie dla osób przestrzegających jakiejś diety i nie tylko 🙂

  • Ja też zawsze jadę ze swoim pudełkiem – kanapki z ulubionymi dodatkami, domowe ciastka ze znanym mi składem, orzechy czy suszone owoce to podstawa 😉
    Znajomi czasem się podśmiewują, ale jak przychodzi co do czego to wyciągają ręce „masz jeszcze?”

    • To tez dobry sposob, bo bedac na miejscu kiedy dopadnie nas ochota na cos malego do schrupania, nie musimy latac po sklepach i tracic czas szukajac.

  • Oj pamiętam, jak mama szykowała taki prowiant. Dobrze, że istnieje aplikacja, która ułatwi Tobie znalezienie miejsc z potrawami wegańskimi.

  • Do niedawna nie wyobrażałam sobie zabierać ze sobą czegoś innego niż kanapki. Na szczęście poznałam magię pudełek i teraz biorę wszystko, na co mam ochotę 🙂 A jeżeli mam dostęp do lodówki, to już w ogóle można zaszaleć 😉
    A co do loda – czasem warto się skusić i skosztować, ale u mnie przeważnie wywołuje to chęć na więcej. Ciężko jest z czegoś zrezygnować wiec jeżeli już mi się uda i trwa to jakiś czas, staram się do poprzednich nawyków nie wracać.

    • Zgodze sie, chociaz jak bylam mala to nie lubilam swoich chlebakow 🙂
      Juz wiem, ze nie warto, bo euforia trwa zbyt krotko a chwile po skonczeniu mysle sobie, ze to wcale nie bylo takie dobre, jak myslalam. Ale musze sie sama o tym przekonac na wlasnej skorze.

  • Nie jestem wprawdzie weganką, ale pudełka i u nas królują podczas każdej podróży 🙂

  • Ola

    Szacun!
    Teraz mi głupio, że proponowałam jakieś knajpy z mięsem 😀

    • Buahahah 😀 E, o ile nie trafia to do mojego zoladka, to luz 😀

  • Piękne zdjęcia i ciekawe informacje.

  • Piękne zdjęcia, jedzenie aż się prosi by schrupać… Podoba mi się, że dajesz odpowiedzi na pytania – ‚jak znaleźć..’ Super!

  • Też jeśli mam wybór, to wole sama szykować sobie jedzenie. Na co dzień jem lekko i zdrowo, więc podróżując zwłaszcza po Polsce mam spore problemy jeśli chodzi o żywność.

    • Wiem doskonale! Te wszystkie przydrozne restauracje i zajazdy maja zawsze to samo menu: schabowe, flaki i filety z kurczakow, czy to sie kiedys zmieni?

  • Przydatny wpis. W moim przypadku najlepiej sprawdza się jednak własny prowiant, na tyle, na ile to możliwe. Nie jestem wprawdzie weganką, ale staram się wprowadzić bardzo zdrową dietę, a kiedy jestem głodna i nie mam nic ‚koszernego’ przy sobie, na 100% skuszę się na jakieś słodkie/słone dziadostwo.

    • Wiadomo, nie ma co sie katowac 🙂 Braknie mi palcow w obu dloniach i stopach ile razy jadlam na sniadania ciastka i chrupki na obiad :p

  • Mimo, że nie jestem weganką ani wegetarianką to dobry resarch przed wyjazdem jest na wagę złota! Szczególnie jeśli chodzi o kwestie żywieniowe.

  • Opcja nocleg + kuchnia moja ulubiona! Ale ja bardzo lubię jadać na mieście i na wyjazdach zawsze szukam do tego okazji… Zwykle znajdujemy coś dla siebie – surówki, pieczone ziemniaki, zupy-kremy bez śmietany (często takie są), dania azjatyckie z tofu (lub np. wymieniamy kotleta na kilka surówek lub grillowane warzywa – praktycznie wszędzie dostępne, prosimy o pierogi bez skwarek, etc.). Czasem restauracje same wychodzą nam na przeciw i na szybko szykują pełnowartościowe wegańskie dania i to jest super. Z lodami też nie ma problemu – kilka smaków sorbetów zawsze się znajdzie. No i zawsze przed wyjazdem robię spis knajp vegan friendly 🙂

    Inna zupełnie sprawa to hotele, w których zdarza nam się bywać służbowo – wtedy nie od nas zależy zakwaterowanie i śpimy tam, gdzie mamy zarezerwowany nocleg. Zwykle dzwonię na dwa dni wcześniej i uprzedzam, że jesteśmy vegan i pytam o możliwość śniadań. Oczywiście zawsze mówią że nie ma problemu, a potem… eh. Ostatnio w Puławach na śniadanie dostaliśmy, uwaga, chleb (czerstwy), pomarańcze i jeszcze jakiś jeden owoc, już nie pamiętam – na dwie osoby talerzyk chleba i chyba 3 sztuki owoców. 😀 Było to pełnowartościowe śniadanie, za które nasi klienci wynajmując pokój dla nas zapłacili 25 czy 30 zł od osoby. <3 Na zawsze pozostanie w naszej pamięci. 😉

    • Na szczescie Ty z tych, ktorzy obroca to w zart 🙂 Mnie ostatnio kelner zapytal, czy kanapka z pasztetem bedzie ok… Czasem martwi mnie poziom wiedzy osob, ktorzy pracuja w gastronomii. Od razu widac, kto z pasji a kto z przymusu 🙂

  • Ooo, wpis w sam raz dla mnie! Właśnie dzisiaj wieczorem jadę do Wiednia, więc się przyda 😀

  • Mega ciekawy post! Nie jestem weganką, ale zdrowo się odżywiam i naprawdę trudno odnaleźć się w podróży w kwestii żywienia.. Gorąco pozdrawiam!:)

  • Czyli nie tylko ja mam ten problem 😉 U mnie jest łatwiej, bo nie jestem weganką, tylko wegetarianką, ale podobnie mam w przypadku podróży – wśród riserczu bardzo ważne miejsce zajmuje kategoria „knajpy, gdzie podają bezmięsne dania”. Mimo postępu i innych pozytywnych zjawisk związanych z postrzeganiem wegetarian, problemy ze znalezieniem czegoś sensownego ciągle się zdarzają. Zjedzenie w Brukseli frytek cruelty-free okazało się niemożliwe 😉

  • Natalia

    Aaa, dzięki Ci za HappyCow, nie słyszałam nigdy o tym, ale już czuję że się polubimy. Szykuje się na podróż do Azji i niby piszą, że raj dla wegetarian/wegan, ale z drugiej strony tak jak piszesz – tam kurczak to nie mięso. Fajnie, że działa taka apka. No i liczę na więcej poradników wege ze świata!

Scroll Up
Inline
Inline