Przekrój zimy (może już sobie pójdzie?)

In Przekrój

Czy jak zakończę zimę na blogu, to ta prawdziwa też już sobie pójdzie? Czy czekanie do marca, marzanny i te sprawy mają jednak sens i na nic zda się wyrywanie niczym Denis Urubko z bazy pod K2? Strasznie podoba mi się ta unowocześniona forma Filipa z konopii, bo czy ktoś dziś w ogóle wie, kim był Filip i co robił pomiędzy konopiami? Czy Konopie to miejscowość, z której Filip kiedyś się wyrwał? Widzicie sami ile utrudnień. Kiedy nikt już nie pamięta bólu brzucha po wigilii, ja wjeżdżam ze świątecznymi zdjęciami. Tym samym zamykam już całoroczny przekrój 2017, możecie zamawiać roczną prenumeratę, jeśli ominęły was poprzednie wydania (albo klikajcie tutaj).


Nie była to zima stulecia ani pod względem przepowiedni meteorologicznych, ani jakichś nadzwyczajnych aktywności, o których mogłabym się rozpisywać. Jestem prostym człowiekiem- zimno mi, to opatulam się kocem, jestem głodna, to jem, a jak wracam z pracy i jest ciemno, to idę spać i nie wstaję, aż… zadzwoni budzik (chciałabym w to miejsce wstawić wiele ciekawych rzeczy, które robią żony Hollywood, ale sami wiecie, jak jest). Pomimo tych wszystkich przeciwności losu udało mi się nawet wybrać na trzy wycieczki: Wiedeń, Praga i Berlin, czyli europejskie trio, do którego zawsze jest za daleko (14h autobusem z Warszawy- przyp.red.). Z Berlina przywiozłam głównie gigabajty kilogramów w biodrach, stąd relacji na blogu nie będzie. A pozostając w temacie zapasów (tłuszczu) na zimę, zacznę od świąt.

JAK ZAWSZE były bez śniegu, JAK ZAWSZE jedzenia było za dużo, JAK ZAWSZE święta, święta i po świętach. Chciałabym być czasem znowu malutką dziewczynką, która dostaje niespodzianki i są one  trafione, ale w sumie to cieszę się, kiedy na początku grudnia dostaję sms-y o treści „co chcesz pod choinkę?”. Lepsza trafiona książka, niż nietrafiona. Przed zawałem uratował mnie jedynie fakt, że zdążyłam przeczytać rozdział Masłowskiej o Kuchennych Rewolucjach, zanim na zawsze zostawiłam ją w pociągu. Spieszmy się czytać książki, tak łatwo jest je zgubić.

Mieszkanie nad Morzem Północnym ma swój urok i miałam okazję się o tym kolejny raz przekonać po powrocie z Kuby. Poza przesiadką w Meksyku, załapaliśmy się jeszcze na dzień w Amsterdamie, a właściwie 20 km dalej na północ w Zandvoort aan Zee. Mieszkałam tam w 2014 i 2015 roku i za nic w świecie nie chciałabym dłużej. Jeden dzień zdecydowanie wystarczył.
(Wiem, że nie widać, ale tam jest właśnie morze)

I mówię tak, pomimo tego, że zima w Warszawie do najładniejszych nie należy!

Jest marzec, a ja do końca grudnia miałam opublikować portfolio. Robię wiele ładnych stron interetowych. Tak się składa, że akurat nie sobie. Chcę wyrwać się z korporacji i zostać światowej sławy fotografem freelancerem, ale nie mam czasu na selekcję zdjęć. Ale jak już odpalę to portfolio, to będzie w nim na przykład tak:

Ktoś chciałby przyjść na staż do Mariny Furdyny (TEJ Mariny Furdyny!)? Chodźcie, będzie fajnie. Płacę w jedzeniu z instagrama @sergiogiannone

Pisałam wyżej, że chciałabym czasami dostawać super niespodzianki. Całkowicie zgadzam się z teorią, że robiąc coś dla kogoś, tak naprawdę pokazujemy co sami chcielibyśmy dostawać, nie wiem czy tylko mi się tak wydaje, czy Włosi są po prostu bardzo oporni na takie sugestie. Gdybym miała kiedyś pisać CV związkowe, to przy imieniu i nazwisku stanąłby zasłużony certyfikat „perfect girlfriend”. Jak zaskoczyć solenizanta, którego głównym zainteresowaniem jest jedzenie? Wyjazdem do wegańskiego raju, do Berlina! Wiem, że w Warszawie mamy ogromny wybór i sushi z Edamame, burgery z Krowy czy tort czekoladowy z Lokalu to błogosławieństwo i kwintesencja szczęścia, ale nikt mi nie powie, że u nas jest Zachód, kiedy w Berlinie są WEGAŃSKIE SUPERMARKETY. Takie, w których w zamrażarkach są „krewetki” na grilla, wybór „sera” większy od całej puli produktów Mlekovity, a wszystkie ciastka, wafelki i słodycze mogę pokować do koszyka bez czytania składu! Tak jak widzicie, wyjazdy był prezentem tylko i wyłącznie dla Sergio. (NOT)

Gdyby Berlin nie był tylko taki wielki, to chciałabym tam mieszkać. Lumpeksy i targi staroci to życie, a lumpeksy butiki vintage z wyselekcjonowanymi perełkami to paradise. Euro tak drogie, a złotówek tak mało, ale przywiozłam co nie co i dzięki temu moja berlińska stylówka była już w 100% z odzysku. Nie wiem ile w sumie wydałam na to, co mam tutaj na sobie, ale nie jest to więcej niż 60 euro. Są metki, jest porządny jeans, a nawet kaszmir. Polsat, polecam się na SH Queen, a jeśli ktoś potrzebuje wskazówek jak, gdzie i kiedy szukać, to piszcie!

Mam nadzieję, że nadrobiliście już niedopuszczalne zaległości i przeszliście na jasną stronę mocy, ergo obejrzeliście The Room. Wtedy byłam jeszcze przed The Disaster Artist (najlepsze walentymki ever!) dziś, będąc po, nadal uważam, że Tommy to zajebiście wytrwały gość i całkowicie sobie zasłużył na światową sławę. A wiecie co w tym wszystkim jest najlepsze? Że powstał jeszcze jeden film z obojgiem Wiseau i Sestero! Moja wewnętrzna artystka tragiczna jest już gotowa:

(@nieśmigielska, właśnie tak byłabym przebrana na Twojej karnawałowej domówce, gdybym tylko dojechała 🙁  )

No koniec specjalnie dla stałych czytelników bloga, rebus (nagród nie przewidziałam, ale mogę się jeszcze zastanowić). Jakie są moje dwie ulubione aktywności (prezentuje Kora)?

1.

2.

Last but not least– nowe video na kanale yt! I będzie więcej!

  • co do rebusa: pokazywanie tatuażu na nadgarstku?

    hehe. hehe!

    ech, ten sergiowy instagram. właśnie jestem po gastrofazie, na ktorej wjechało mi opakowanie wafli ryżowych, sera w plastrac i chrupek kukurydzianych – a i tak by wjechało wszystko ze zdjęć.
    ps: w Twoje gigabajty na udach nie wierze!

    no i cóż, miałam nadzieję, że ten temat nie wyplynie, ale wypłynął. muszę coś wyznać: obejrzeliśmy 20 minut the room i wyłączyliśmy komputer. czego nie zrozumiałam? 🙁
    specjalnie wróciłam do Twojego wpisu i okej, kumam tupet i marzenia mojego ziomka z poznania, ale czemu musi się to odbywac kosztem mojego czasu? mają dwie godziny na kiepskie porno, a dwie godziny na zdrowy sen, wybieram to drugie.
    please don’t hate me, może jeszcze się nawrócę!

    • Nie zgadlas, nie masz juz szansy. To nie jeden z dziesieciu.

      Poza tym nie moge pisac o niczym innym kiedy widze jak brzydko sie wyrazasz!!!!!!! Ej, ja wiem, ze ten film jest slaby, a porno, no coz, tez nie porywa, ale to przeciez MOZNA PRZEWIJAC! I o tym tez pisalam! To jedyny sposob, ale poza tym, ze oczywiscie daje ci raka oczu, to sklada wszystko do kupy, jest brakujacym elementem. W disaster artist James Franco, wierz mi, nie odstrasza^^

      • no to startuję poza konkursem: jeśli pokazuje kora, to chyba w pierwszym chodzi o wąchanie ręki.

        a jak przewinę porno to ile zostanie? 😀 no dam jeszcze szansę. a może mogę przejsc od razu do disaster artist?

        • O JEDZENIE I SPANIE!!!!!!!!111

          Się zdziwisz ile tam jest jeszcze (nigdy niedkończonych) wątków! I nie, nie polecam oglądania TDA jeszcze, bo wtedy właśnie odkrywasz sens the room’u!

  • Jak zawsze z przyjemnością poczytałam, pośmiałam się i pooglądałam 🙂

  • Muszę teraz czytać Twoje wpisy w tramwaju, bo #powaznerobo #prywataniewypada. Dlaczego ???!! 🙁
    Berlin Berlinem, ale musimy iść do lumpa w Wawie, bo taka zima i ja nie mam w czym chodzić!
    Weź zrób to portfolio.

  • Ty jesteś dla mnie taką dziewczyną z Pragi, ale Twoja modelka z portfolio niestety Cię w moim umyśle pobiła. Ta sesja wyszła tak dobrze, że tylko czekać, aż kolejki będą się do Ciebie ustawiać.
    Jak tak obserwuje ten kulinarny kanał, to Ci zazdroszczę tych pyszności i zastanawiam się, jaki jest Twój sekret na fogurę. Bo przy tych smakołykach to ja bym była szersza niż wyższa. 🙂

    Odpowedź w konkursie to jedzenie i leżenie. 😉 Powiedz, że zgadłam!

    • Widzisz, zamysl byl stylowka na chlopczyce, a zdjecia na Powislu, ale na Prage juz nie daleko 😉
      Anka i ja mamy w sumie bardzo podobny styl, a ubrania powyzej to mieszanka naszych wspolnych szaf 😀

      Pysznosci pysznosciami, ale wiesz, ze jem(y) wszystko zimne? To nie takie hop siup ustawic dobrze lyzke czy inna gruszke :p

      • Na Powiślu? Chyba w jakieś bramie, co? Stylówkowo miałam nosa.
        Zimne jedzenie niestety i ja znam, choć głównie to restauracyjne, bo przecież trzeba najpierw wszystko obfotografować. 😉

  • Zu

    Czekam na portfolio!
    Pisałam już na insta, ale te Twoje portrety są super.
    No i jedzenie. Bardzo elegancko.
    The Disaster Artist jeszcze nie widziałam, ale biorąc pod uwagę, że jak pójdę do kina częściej niż raz na dwa-trzy miesiące to już jest sukces, to raczej nieprędko mi się uda nadrobić 🙁 Ale obejrzę na pewno! The Room widziałam, więc jestem ciekawa.
    Prawilny film! Od razu przypomina mi się Szwajcaria i lato. Szczególnie ostatnie ujęcie z Monterux i pływanie w jeziorze wyglądają elegancko.

    • U mnie robienie strony portfolio wiaze sie z magiczna nadzieja na to, ze nagle ludzie sami zaczna sie do mnie zwracac i oferowac mi super ciekawe prace w kazdym zakatku swiata- ja tak bardzo nie potrafie sie reklamowac i ”bic” o klienta! Naprawde licze na jakas gwiazdke z nieba w tym temacie, stad tez tak zwlekam ze strona www. Jestem najmniej zmotywowana osoba na swiecie (nawet Tommy Wiseau juz na mnie nie dziala). Disaster artist zajebisty, momentami jest ci smutno jak sobie pomyslisz, ze to biograficzny, ale overall strasznie dobra komedia i gra aktorska (plus tylek Jamesa Franco 10/10)

  • Jakbym miała Cię gdzieś tak „zobaczyć” to nie wiem czemu ale myślę, że właśnie w Berlinie!
    Ej w ogóle to jedzenie…… mniam, tarta z cukinią i batatem jezusmaria, wygląda jak piękne kwiecie!
    Czekam na portfolio!
    I Zandvoort „nad morzem” – to jedno z niewielu miejsc jakie widziałam w Holandii!

    • Wasnie chcialabym sie kojarzyc z Wloszkami, ale z tymi blond pasemkami i w meskich spodniach moge niestety o tym zapomniec :p
      Gdybym miala takie foteczki jak Ty, to nie zwlekalabym tak dlugo, wierz mi 😉 ale przyjdzie czas (kiedys)

      o rany, kiedy tam bylas i w sumie po co? jedna z najbrzydszych plaz jakie w zyciu widzialam, jedynie piekne sa wydmy obok.

  • czy wy w tej warszawie macie jakieś kółko chudych koleżanek, w którym się obracacie czy o co chodzi z tymi wszystkimi chudymi postaciami na twoim blogu? 😉

    a co do tommy’ego – ja nie włączyłam w ogóle, bo w kwestiach poklepywania po plecach każdego, któremu się wydaje, że jak się chce, to można, to jestem bardzo sceptyczna.
    wspaniałe siostry godlewskie też myślą, że są fajne i jak się uprą to będzie mówić o nich cały świat, ale to robi światu jedynie krzywdę.
    imho ludziom nie powinno się dawać wierzyć, że nie ma rzeczy niemożliwych.

    • w Warszawie zycie jest tak drogie, ze juz na jedzenie nie wystarcza 😛

      ee, to nie jest tak. nie sadze, ze te laski za 10 lat nadal zajebiscie mocno beda wierzyly, ze sa piosenkarkami (czy kim tam planuja byc). marzenie, ktore cie nie opuszcza, a chwilowe widzimisie bo plyne na fali, to roznica, przeciez widac, co jest robione pod publiczke, a co z serca (jak Tommy, ale nie widzialas, to nie wiesz). co z tego, ze film jest zly. Coelho tez, a jednak pisze.

  • Aga

    Robisz niesamowicie klimatyczne zdjęcia. Jedyne w swoim rodzaju. Podziwiam. Jestem absolutnie nimi zachwycona. Pozdrawiam bardzo serdecznie. :)))

Scroll Up