Przekrój wiosny (lata właściwie)

In Przekrój

W tym roku miałam okazję posmakować wiosny na trzech różnych szerokościach geograficznych i powiem Wam, że nigdzie nie była ona tak I-DE-AL-NA jak u nas! Pomimo nienajczystszego powietrza w Warszawie, od kwietnia czuć było następująco: bez (mam przed blokiem kilka pokaźnych krzewów i zapach niósł się aż na 5-te piętro), po nim akacje (jeśli tak jak ja nie możecie przejść obojętnie obok drzewa bez wsadzenia nosa w kwiaty, to polecam Wam za rok ulicę Naruszewicza i Jana Bytnara Rudego na Wierzbnie- całe obsadzone akacjami. I kiedy już pomyślałam, że to koniec, bo słońce mocno przypaliło liście kasztanów i mamy po prostu zwykłe lato, zakwitła lipa, a do mojego ogromnego nosa wpadały cząsteczki tego słodkiego zapachu i po raz pierwszy nie żałowałam, że mam nos jak Chopin.


“Drodzy fanatycy Komet”

Miałam 18 lat kiedy pierwszy raz usłyszałam piosenkę ”Warszawa i ja” i  wiedziałam już, że stanę kiedyś na warszawskim balkonie i zapalę papierosa. Komety to mój back in time do nastoletniego życia we Wrocławiu, mieszania Amareny z oranżadą pomarańczową i szczegółami z życia, o których nie wypada tu pisać. Zawsze więc idę na ich koncerty, które są jakby osadzone w czasie, przesiąknięte papierosowym dymem w czerwonym świetle reflektorów punkowych barów.

Czymże byłoby życie bez wizyty na wsi?

Ktoś w ogóle jeszcze pamięta smak wielkanocnego makowca? Bo jak nie, to szybka przypominajka:

TAJEMNICA POLISZYNELA, CZYLI JAK POLUBIĆ PRACĘ W KORPORACJI

Jeśli znacie kogoś, kto zmienia dziewczyny, jak rękawiczki, to ja dokładnie w takim samym tempie zmieniam pracę. Mój życiowy rekord to 11 miesięcy w jednej firmie, a ilość miejsc, w których pracowałam, nie mieści się już na palcach obu rąk. Mam raczej niedorosłe podejście do pracy (do czego nie namawiam, ale wierzcie mi, świat się nie zawali) – to nie ona ma dyktować rytm w życiu i wyznaczać kiedy pojadę na wakacje. Mam wystarczająco dużo oleju w głowie żeby jednak pójść na ustępstwa, ale zasada jest prosta – kiedy wstawanie będzie męczarnią, po prostu odpuszczam. Czy sposób na usidlenie cygańskiej duszy to firmowe delegacje? W moim przypadku się sprawdza. Nigdy w życiu sama nie wybrałabym się w marcu do Belgii (po dwóch latach w Holandii wiem doskonale, że jeśli jechać w te strony, to tylko w mocno letnim okresie), ale nie było tak źle, i przywiozłam nawet świetne łupy z antwerpskich second handow. Tutaj znajdziecie link do relacji.

Natomiast Madryt to był strzał w dziesiątkę. Spędzając większość urlopu we Włoszech, na Hiszpanię nigdy nie było czasu, a Barcelona średnio mi się podobała. Dziś już wiem, że życie jak w Madrycie jest po prostu fajne, a miasto zostaje jednym z moich ulubionych w Europie.

MIŁOŚĆ W ZAKOPANEM

Obawy przed panieńskim wśród rodowitych Ślazaczek nie opuszczały mnie do końca. Pomimo tego, że z panną młodą znamy się od wielu lat i to od każdej strony (a nasza przyjaźń cementowana jest odpowiednią ilością alkoholu) bałam się, że po prostu… nie dotrzymam tempa. Nasze początki to wakacje 6, 5 lat wstecz i sezonowa praca nad morzem). Życzę wszystkim dziewczynom, aby ich panieńskie były tak mocarne jak Oli!

RUMUŃSKIE OBRAZKI

Mocno rozciągnięta w czasie relacja z Rumunii częściowo jest już na blogu, następny przystanek to Transylwania (jest tak piękna, jak mówią)!

TYMCZASEM…

Tymczasem bierzcie i jedzcie wszyscy… sezonowe przepyszne jedzenie!

  • L.

    DAWAĆ MNIE TE PIEROGI!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
    hehe widze ze nie chwalilas sie panami goralami :d
    te zdjecia z madrytu sa super, jade. najpiekniejsze to te z budynkami, na ktore tak slicznie pada swiatelko.

  • Ile się u Ciebie działo przez te kilka miesięcy. Świetnie pokazało, bardzo przyjemnie się oglądało 🙂

    • Dziś jest dokładnie środek 2018 roku, który pędzi tak niesamowicie szybko, że sama dziwie się, kiedy znajduję na cokolwiek czas.

  • “Bardzo przyjemnie klika się ‚rec’, ale oglądanie takiej ilości jest już prawie samobójstwem” znam to za dobrze.
    3 minuty? TRZYMAM KCIUKI. DASZ RADE!! <3

Scroll Up
Inline
Inline