Przekrój jesieni 2018

In Przekrój

Być może przychodzi to z wiekiem, a może to jej urok, ale nie użalam się bardzo mocno nad końcem ciepła, długich dni czy choćby budzeniem się w świetle neonów siedziby Polskiego Radia zamiast pod porannym śpiewem ptaków (w przypadku Mokotowa i tak na ogół były to paskudzące od świtu balkon gołębie, także zerowa strata). Przecież to nie pierwsza ani ostatnia jesień życia, chociaż ponoć z tym drugim nigdy nie wiadomo. Dobrze jednak, że Jezus urodził się w grudniu organizując ludziom całkiem zajmujące zajęcie przez kolejne tysiące lat – prezenty świąteczne. Jest tydzień do  EDIT: dzień wigilii, a o tejże wigilii wiedziałam już nawet rok temu. Myślicie, że pomimo tego  jestem jakkolwiek bardziej przygotowana? /śmiech

Co wydarzyło się tej jesieni? O czym chcę zawsze pamiętać, a co puścić w niepamięć? I czy wyciągnęłam z tego czasu jakieś wnioski?

#friendswillbefriends

Podczas kiedy cały świat upaja się miłością, pisze piosenki o miłości, zabija się z miłości, szuka miłości i robi wszystko, co tylko przychodzi do głowy wokół miłości, ja pragnę poświęcić pierwszy akapit PRZYJAŹNI. Co prawda nie mam słów, a i brakłoby znaków na tej stronie żeby napisać jakie NAJLEPSZE przyjaciółki mam sama, ale żeby choć odrobinę się z wami podzielić tym dobrem i być może trochę nawet zarazić (a na pewno rozśmieszyć), prezentuję aż 3 filmy z moimi najlepszymi pod słońcem dziewczynami (już kończę słodzić)!

Najpierw rozniosłyśmy Warszawę na kawałki. Powiedzenie: „działo się” jest tu co najmniej pobłażliwe. Bo jak opisać weekend piania ze śmiechu, kałuży łez i jeszcze większej ilości wlanego w siebie alkoholu, milionów wydanych monet (głównie jednej z nas – tak się trzeba w życiu ustawiać), spacerów w bucie bez podeszwy, imprezy na cześć Beaty Kozidrak, a to wszystko okraszone wspólnymi tatuażami? Jeśli ktoś z was uważa, że w Kac Vegas to dopiero była akcja – bitch, please, to miasto widziało dużo, dużo więcej. Część publiczna poniżej dla was, część prywatna – niech będzie tam, gdzie jest.

Kraków na weekend (więcej możecie zobaczyć tutaj), to zawsze dobry pomysł. Zapowiadało się z resztą dosyć spokojnie, nawet obkupiłyśmy się w kilka książek (które dla równowagi również na miejscu przeczytałyśmy), ale jak w Dzień Niepodległości, 100 lecie Niepodległości, nie wypić zdrowia królów na Wawelu? Jeśli to nie jest patriotyzm, to ja nie wiem, co jest.

Był jeszcze jeden reunion. Najlepszy, i zarazem najcięższy. Reunion tzn międzynarodowy. Ale żeby mieć z górki, najpierw na ten cholerny szczyt trzeba się wspiąć i czasem nie bywa łatwo. Nasz zagraniczny reunion, który miał być najlepszą produkcją filmową tego roku (Paulina przywitała nas transparentem z Krawczykiem, czy możecie wyobrazić sobie piękniejsze przywitanie na lotnisku?? Bo ja nie) zakończyła się stratą sprzętu, a nasz dzień drugi wyglądał właśnie tak:

Każde łzy muszą jednak kiedyś wyschnąć, jak pisał Coelho, wobec czego bilans wyjazdu i tak jest mocno dodatni. Friends will be friends!

Sumując:

  • straty: trochę elektroniki, ubrania i dobry nastrój
  • zyski: maraton filmów Disneya na najwygodniejszej kanapie z dziewczynami, których każdy mi zazdrości
  • lekcja do zapamiętania: Nie zostawiajcie rzeczy w samochodach!

Nie może być jednak tak, że ktoś przeszkodzi nam w tym, co lubimy najbardziej, czyli bece do kwadratu we własnym towarzystwie, wobec czego przypadkowo powstał kolejny film! Wiem, jak bardzo lubicie je oglądać.

w drodze

Czytam sobie tego „Turystę Polskiego w ZSRR”, gdzie (to nie spojlery) w czasach p.n.i. (przed naszym internetem – przyp.red.) z łatwością można było popłynąć parostatkiem wyobraźni i w pięć minut opowiedzieć, gdzie to się nie było. Oczywiście na niby, ale kto wtedy mógłby to sprawdzić? Z blogami tak łatwo już nie jest, no bo jak? Bez zdjęć? Dopóki więc jestem pełnoetatową biurwą (ale słodki koniec powoli wyłania się na horyzoncie życia i czuję, że będzie to mój prywatny początek Ery Wodnika) muszę zadowalać się wyjazdami na pół gwizdka, ale wtedy hulaj dusza i nawet gelato za 10 euro we Florencji nie jest mnie w stanie od siebie odstraszyć. Dowiedziałam się także, że spaghetti bolognese wcale nie pochodzi z Bolonii.

Nie wiem, jak mogłam żyć 26 lat nie odwiedzając Portugalii. Nie idźcie w tę stronę i nie popełniajcie tego błędu. Jechać na zachód i nie porównywać miast, jedzenia i języka do wszystkiego, co włoskie? W Portugalii nie będziecie mieć tego problemu. Portugalia > Hiszpania, Porto >>>>>> Lizbona.

Czeskie Brno – hmm, jest ok, ale jak już jedziesz do Czech, to przejedź tę godzinę więcej i zwyczajnie zawieź się do Pragi. Chociaż nie mogę powiedzieć, że to brzydkie miasto, a wegańskich restauracji jest tam od groma (w tym bar z donutami o smakach marzeń), to jest tam po prostu nudno. Ładnie, smacznie, ale pół dnia i możesz sam kierować azjatyckich turystów na zamek.

No i obowiązkowe psie wakacje nad morzem! Robimy sobie co roku maraton trójmiejski, gdzie małe łapki wybiegają się za wsze czasy, a piasek zza uszu wyczesujemy jeszcze przez tydzień.

w domu

Kiedy mówię, że jadę do domu, to zawsze jest to do domu rodzinnego. Nie przejdzie mi przez gardło słowo „dom” na określenie kolejnego wynajmowanego mieszkania, nikt mi też nie wciśnie kitu, że ,,to ludzie tworzą dom”, czy ,,dom jest tam, gdzie miłość”. To takie życie na pół gwizdka, mocno pobieżne. Nie wiem, kto zamiata mi schody na klatce, ale kiedy komuś upadnie tam papierek, to nie zniknie, aż nad ranem pojawi się pani sprzątaczka. Kiedy jadę windą z sąsiadem z drzwi obok, przez 5 pięter milczymy. Jestem w zupełności uzależniona od kogoś – nawet nie wiem, od kogo. Kiedy jednej rodzinie w bloku pęka rura z ciepłą wodą, automatycznie ciepłej wody nie mam też ja i tak dalej… Jedni nazwą to wygodą, przecież nie musisz martwić się o opał na zimę, ani zamiatać tych schodów. Ale mi mocno tego brakuje. Wiem, że nic nie należy tam do mnie, pewnie też dlatego nie przywiązuję do tego większej uwagi i jest mi obojętne kto mieszka obok, kto rzucił ten paragon na schody i zupełnie nie obchodzi mnie, że śmieciarze dziś nie przyjechali i śmietnik jest pełen. Ja swój worek przecież wyniosłam.

Na ogół pisząc swój prywaty Przekrój, dużo łatwiej jest mi świdrować po tematach. Dzisiaj mam wrażenie, że wrzesień to tak odległa przeszłość i w mojej głowie zaszufladkował się już mniej więcej tam, gdzie zeszłoroczny śnieg, dlatego nie dość, że pisanie idzie mi moooocnoo opooornieee, to zwyczajnie nie pamiętam, co robiłam! Pewnie jednak nie było to na tyle ważne, żeby jeszcze to opisywać, dlatego na koniec zostawiam zdjęcia bez kategorii, pewnie i tak nie chce się już wam czytać z objedzenia.

A na blogu już za rok:  OCEAN!

  • to ja dołączam do grona osób, które zazdroszczą Ci Twoich dziewczyn! a tak na poważnie to po prostu pięknie się patrzy na Waszą przyjaźń i mimo, że sama mam kilka bliskich osób i jedną cudowną przyjaciółkę, której nie zamieniłabym na nikogo innego, to każde Wasze spotkanie jest przyjemne dla oka – proszę na przyszły rok o więcej takiego przyjacielskiego kontentu!

    no i moje niezawodne oko dobrze wychwyciło, że jedna z koleżanek jest modelką 😀 nie wiem, o co chodziło z tymi talerzami na łóżku, ale chciałabym wiedzieć, co sobie dziewczęta wytatuowały na rękach? 😀

    ja już usycham z braku wyjazdów, właśnie policzyłam 4 miesiące, a najbliższy dopiero w marcu i nie wiem, czy uda się gdzieś wcześniej, bo na ten marcowy trzeba jeszcze zaoszczędzić z milion dolców żeby zrobić coś więcej niż wyjść z lotniska (optymistycznie zakładając, że się wyjdzie), jak żyć WTF 😀

    • Dziewczyny mi się trafiły, nie ma co! I nie wierzę, kiedy ktoś mówi, że nie ma przyjaciół, bo ich nie potrzebuje – ewidentnie jesteśmy gatunkiem stadnym. Nasze tatuaże – nie pytaj! 😀 najpierw był pomysł na księżyc i trzy gwiazdki, ale nie musisz nawet mocno się skupić, żeby domyślić się, z czym może się to kojarzyć… 😀 Został więc po prostu trójkąt – fakt, że każdej z nas „wyszedł” inny w sumie nam się teraz podoba.
      Wasze wyjazdy może i rzadkie, ale za to konkretne i może w tym wasza moc – rzadziej, a lepiej. Mniej fot, a lepsze 😉 Ale teraz to musisz mi powiedzieć, gdzie jedziecie!

      • no dobra, dzisiaj dostałam oficjalnie urlop po ciężkich walkach, a wczoraj wizę, więc mogę napisać, że lecimy do USA 😀
        no i im rzadziej wyjazdy, tym więcej czasu na pracę = więcej $$$ = więcej tripów w przyszłości… nic w przyrodzie nie ginie i wszystko do czasu ;))

  • pieseł i królikeł wygrywają w kategorii „najsłodsze zdjęcie roku”, wygrasz nim instagramy! <3

    • To był trzyletni proces… Nie pytaj ile kosztowało to futra..

Scroll Up
Inline
Inline