Wegański (mini) przewodnik po Bułgarii. Pojedlimy, że ho ho!

In Bulgaria, Cały ten Weganizm

Jest pewien powód, dla którego odwlekałam dzisiejszy wegański przewodnik. Z Bułgarii wróciłam w końcu w styczniu, mamy marzec, jak widzicie można na mnie polegać jeśli chodzi o deadline-y. Przyznam się- ja po prostu nie potrafię robić dobrych zdjęć jedzeniu. Cofam wszelkie obelgi wypowiadane pod nosem na temat fotografów jedzenia, instagramowych śniadaniowych guru i w ogóle wszystkich, którzy po prostu potrafią to ładniej ująć. Jak wy to robicie, kiedy jedzenie wjeżdża na stół? Ja daję 5 do 10 sekund na fotę i już muszę jeść. Może następnym razem powinnam zamówić wszystkie dania na raz? Albo w ogóle zamówić wszystko, co się da, to dopiero byłaby kompozycja! Kto jest za, niech da znać, prześlę na priv numer konta.


Jeśli już w 2013 półki holenderskich supermarketów uginały się od wegańskiego jedzenia, do Polski przyszło to trochę później i mniej więcej własnie teraz mamy wielki boom, logicznie myśląc, w Bułgarii raczej powinno nam być ciężko znaleźć chociażby sezamki. BŁĄD! W sklepikach wielkości i renomy Żabki mieliśmy naprawdę ogromny wybór i nie było opcji, żebym znowu zaryczana pocieszała sie bananem (jakkolwiek to brzmi). Normalnie nie jem trzech paczek ciastek w ciągu dnia, ale na wakacjach się nie liczy. To samo dotyczy restauracji- musieliśmy wybierać gdzie nie pójść. To nie łatwe brzemię brać na siebie odpowiedzialność za przekazywane treści, w końcu czyta mnie jakieś 300 osób! Re-search jak zwykle ułatwiała aplikacja Happy Cow, chociaż i bez też można się obejść. W dobrze poinformowanych hostelach doradzą wam lepiej. Poniżej miejsca w czterech miastach, które odwiedziłam w styczniu. Najbardziej zależało mi na kuchni lekkiej, świeżej i ze smakami lokalnymi i wiecie co? Nie było to wcale trudne.

Ps. ten kot wiedział, gdzie przyjść.

SOFIA

Kto nigdy w życiu nie oglądał TVN Style niech pierwszy rzuci kamieniem. No co, gdybym PRZYPADKOWO nie włączyła odcinka, w którym Hanna Lis je zupę w Bułgarii, nie widziałabym o istnieniu Supastar! Telewizja nie zawsze kłamie, maja tam naprawdę super zupy w tym 2-3 dziennie wegańskie. Zupy są ogromne i tanie jak barszcz. Miejsce jest z tych „hipsterskich”, coś jak Krowarzywa, gdzie na lancze chodzą też panowie pod krawatem. Od niedawna mają dwie lokalizacje, obie w tzw centrum, z resztą metro dojeżdża prawie wszędzie.

Mnie taka miska zupy trzymała aż do wieczora, po czym przenieśliśmy się na inny wymiar do miejsca, gdzie i zjesz i poćwiczysz jogę. Soma Vital Food poleca się na wyciszenie ale i dobra wyżerkę. Koniecznie dobierzcie deser, robią tam obłędnie dobre ciasta.

Sałatka? No spoko. Sałatka z ‚serem’? Zawsze. Burgery dla Sergio również zawsze na tak.

plovdiv

Wybraliśmy Veggic ze względu na obszerne menu. Większość ich dań jest raw, produkty, których używają są organiczne, restauracja mieści się w centrum miasta, a my byliśmy zwyczajnie głodni. Restauracja jest wegańska, poza miodem, którego używają do deserów (nie wszystkich) i napojów. Jedyny smak za którym tęsknie to smak sera (cheetosy serowe love forever), wybrałam wiec dania z trzema rożnymi ‚serami’. Pycha, zjadłabym to znowu kiedy patrzę na zdjęcia.

3 x ser i jeszcze więcej sera:

(Ciekawe, czy imię SERgio jest równie przypadkowe?)

Ah, no i ich raw praliny <3 Mokre, marchewkowe ciasto, krem z nerkowców i fererro rocher, które smakowało lepiej niż oryginał!

BURGAS

Burgas, jako miasto, trochę nas rozczarowało. Mnie to miejsce przypominało Międzyzdroje, a jaki mam stosunek do tego miasta pisałam już tutaj. Trochę żałowaliśmy, że zdecydowaliśmy się tam zatrzymać całą dobę, ale przynajmniej poznaliśmy świetnych ludzi. Kto choć raz był na Woodstocku na pewno jadł, albo przynajmniej słyszał, o tanim jedzeniu u Krysznowcow. Przy okazji chce zdementować plotki, jakoby każdy po tym rzygał dalej niż widział. W każdym razie- okazało się, że Sastanga, miejsce które wybraliśmy na obiad, tworzą ludzie, którzy gotują właśnie na woodzie! Dziewczyna opowiadała mi jeszcze, że co roku przyjeżdżają także do Polski na Festiwal Indii. W Burgas serwują dania głównie indyjskie, menu obiadowe zmienia się codziennie i znowu jest bardzo tanio (za dwuosobowy obiad zapłaciliśmy ok. 20 zl).

varna

W Varnie mieliśmy okazje jeść w kilku miejscach, jednak dzięki mojemu wrodzonemu talentowi do roztrzepania, wyczyściłam kartę pamieć przed zgraniem zdjęć. Wiadomo, dużo na tym nie straciliście. Zachowałam zdjęcia  z miejsca, które i tak wybrałabym jako najlepsze, bo z lokalnymi daniami. Za wystrój dostają 2/10 (co to za babcine firanki?), ale za jedzenie dobre 8. Nakładasz ile chcesz, warzysz i jesz. Myślałam, ze nic z kiszonej kapusty już mnie nie zaskoczy, a o kieszonkach z ciasta filo mogę zapomnieć. Angel’s (whatever- tak właśnie nazywa się to miejsce) to także szkoła jogi.

Drodzy roślinożercy, zawistni komentatorzy i mój bracie– jak widzicie przeżyliśmy, a i nie było też na co zbytnio narzekać w kwestii jedzenia. Jeszcze do niedawna wydawało mi się, że tak wiele mnie omija, kiedy jadąc za granicę skupiam się jedynie na ograniczonym wyborze miejsc dla wegan, ale przyznam szczerze, że w Bułgarii zupełnie to po mnie spłynęło. Podejrzewam, że mam tak tylko z najlepszą na świecie kuchnią włoską. Jednak nadal mam lekki niedosyt jeśli chodzi o te ich wszystkie śniadaniowe ciastka do kawy i serowe makarony. Sprawdzę to już niedługo, bo za tydzień wybieramy się do włoskiego Słupska (prezydent tego miasta podobnie jak prezydent Słupska to roślinożerca, a samo miasto to namber łan dla wegan we Włoszech)- ktoś wie o jakie miasto chodzi? Natomiast Bulgaria w kwestii wyboru dla różnych diet dostaje mocną 4 z plusem.

  • kurcze, lubię tą Twoją zimową Bułgarię!
    co do zdjęć jedzenia, na ostatnim press tripie na cyprze widziałam jak to robią profesjonaliści 😀 (czytaj: Głodny Świata) – to już nawet nie jest fotografia, to jest food stylist, gdzie myślisz jak ułożyć to jedzenie, czy dodać rączkę czy nie, gdzie przesuwasz rzeczy, żeby dobrze ze sobą wyglądały. ja się poddaję, nawet nie mam ambicji, żeby fotografować jedzenie. ale chętnie coś zjem. 😛

    • Wlasnie wiem! Ogladalam ostatnio dokument o tym (o nie, to znowu bylo na tvn style…) ile tam jest roboty! Ale tez ukladania sztucznego jedzenia itd. Szanuje ludzi, ktorzy maja do tego cierpliwosc i nie przeszkadza im, zeby jesc zimne. Ja tam mam w zyciu priorytety :p

    • Wlasnie wiem! Ogladalam ostatnio dokument o tym (o nie, to znowu bylo na tvn style…) ile tam jest roboty! Ale tez ukladania sztucznego jedzenia itd. Szanuje ludzi, ktorzy maja do tego cierpliwosc i nie przeszkadza im, zeby jesc zimne. Ja tam mam w zyciu priorytety :p

  • widać, że do mnie nie zaglądałaś, pisałam o zupach w Sofii, oj pisałam <3 dla tych zup mogę tam wrócić nawet już teraz!

    • Nie nie nie, damn, wiem, ze pisalas, ale chyba wlasnie Hanna Lis byla pierwsza no i musialam napisac CALA prawde 😀

    • Nie nie nie, damn, wiem, ze pisalas, ale chyba wlasnie Hanna Lis byla pierwsza no i musialam napisac CALA prawde 😀

  • Omnnomnom… A SERgio to na bank nie jest zbieg okoliczności 😀 😀

  • nietypowyblogparentingowy

    W tych zdjęciach jedzenia, nie zawsze o jedzenie chodzi 🙂 Piękne fotki, świetny opis. Jadłabym!

  • Eh, wiedziałam, że bez kanapek nie powinnam włączać…

  • Ależ smakowita ta podróż💛

  • Uwielbiam posty o podróżach <3

  • Ewa

    Aż chce się tam być!

  • Mimo wszystko nie da się tego czytać z pustym żołądkiem 🙂

  • Zawsze myślałam, że Bułgaria jest troszkę… dzika – albo i nawet zacofana. A tymczasem i tam można tak dobrze zjeść :).

    • Pod pewnym względem jest 🙂 Ale to wszystko zależy od punktu widzenia, to samo można powiedzieć o nas 🙂

  • Jestem zbyt niecierpliwa żeby robić zdjęcia jedzeniu 😃

  • strasznie lubie takie posty z bulgarii, rumunii, białorusi, slowacji itd. – bo po pierwsze – nie bylam tam, a po drugie: ucieraja nam trochę nosa, że nie tylko my w naszej części europy mamy hipsterskie knajpy, specialty coffee i wegańskie jedzenie.
    jadlabym!

  • Włoski Słupsk? O nie, teraz zamorduję Google… 🙂

Scroll Up