Przekrój wiosny

In Przekrój

Stało się! Ja również zapragnęłam mieć na blogu kwartalne podsumowanie i podobnie jak u innych, mam nawet takie same ku temu powody. Mnie również nazbierało się sporo zdjęć i historii, które samodzielnie byłyby za krótkie na pojedyncze posty. I tak jak reszta, chórem powtarzam, że idę w jakość nie ilość, bla bla. Niby blogosfera jest różna, a jaka podobna. Tym sposobem przedstawiam Wam mój autorski Przekrój, na start: marzec, kwiecień i maj. Wszystko z celowym natężeniem zieleni, zielska, parków i kwiatów.


Kiedy zaczynałam sklecać ten trochę przydługi wpis słyszałam śpiewającą panią Korę (mój pies ma na imię Kora właśnie to tej pani) „Wyjątkowo zimny maj”. Dziś kończę (i czuję) „(…) pachnącą Saską Kępę szalonym, zielonym (?) bzem.” Równocześnie ze zmianą klimatu w końcu i ja obudziłam się z zimowego letargu- dawno nie dowaliłam sobie tak bardzo, żeby nie mieć nawet czasu na sen. Ale po kolei.

Królikarnia o 6.00 rano (!) wygląda właśnie tak.

Pod koniec zeszłego roku założyłam sobie, że w marcu zmienię pracę. Rykoszetem poszły też mieszkanie i fryzura. Przez chwilę sam Sergio bał się o swoje jestestwo w naszym związku, ale na ten rok limit zmian na szczęście już mi się wyczerpał. Kto wie, co byłoby gdybym w odpowiednim momencie nie zatrzymała tej karuzeli? Mam w tym roku chyba jednak jakiegoś farta, bo ponadto po ponad dwóch latach widzeń w kratkę i wiecznie przerywanych rozmowach na Skype, doczekałam się od losu łaski i praktycznie caluteńki marzec spędziłam z moją Anką! Czerwiec zapowiada się nie mniej obiecująco. Czyżby nadchodziły tłuste czasy?


Anka jest (najlepszą na świecie- przyp. red.) modelką, głupio byłoby więc tego nie wykorzystać. Podobnie jak airbnb na Placu Zamkowym (!) i idealnej marcowej pogody. Efekty? Powiem tak: jeśli Anka wrzuca coś sama z siebie i bez względu na relacje, na swojego profeszynal instagram, to chyba nie jest źle.

Okazało się również, że nasze warszawskie piesze wycieczki to idealna okazja, aby użyć analoga. Śmiem twierdzić, że stare > nowe, bo co z tego, że z Polaroida możesz mieć zdjęcia po pięciu sekundach (możesz zniszczyć je w kieszeni zanim porządnie wyschną- true story), kiedy to dopiero czekanie na odbitki daje frajdę. Wyklikałyśmy cały film oczywiście w kilka chwil, ale myślicie, że poleciałam go wywołać tego samego dnia?

Z dzisiejszej perspektywy ten jeden marcowy dzień wydaje mi się nieskończenie długi- przecież my nawet obeszłyśmy pół Pragi z Wiolą! I z moim psem- dzikiem. Nie raz słyszałam już, że fotografowanie na Pradze to igranie z ogniem- biją i kradną aparaty. Spotkałam się z chamstwem, ale nic poza tym. Zawsze wracam też z jakimiś dobrymi fotami, więc gra jest warta świeczki. Nie myślcie też przypadkiem, że mój pies działa w jakikolwiek odstraszający sposób, bo to przecież paniusia… Może zwyczajnie mam szczęście.

Taka była wiosna 1 marca!

Zdecydowanie mam szczęście, bo nie każdy może pochwalić się jakąkolwiek cechą wspólną z Fryderykiem Chopinem. Co z tego, że nie łączy nas talent? Gdybym miała kasę mój nos już dawno nie wyglądałby tak jak wygląda, tymczasem pocieszam się darmowymi biletami do Filharmonii Narodowej. Zawsze coś. Swoją drogą, może mogłabym zamieszkać w Żelazowej Woli i po prostu pozować ludziom do zdjęć? Jakie Hollywood, taka Marilyn Monroe, aka dreams are Paris, reality is Bangladesh.

A gdybym miała też odwagę, wrzuciłabym tu kompromiSujące materiały z weekendu w Brzegu z moimi dziewczynami. Powstrzymuje mnie jedynie to, że one też mają na mnie haka. Nie wiem czy w całym Internecie istnieje jakikolwiek post czy przewodnik blogera o Brzegu i nawet przez chwilę miałam ambicję zostać pierwszym, ale postawiona przed ZEREM opcji w sobotę rano w deszczu szybko zrezygnowałam. Polecam być miła dla koleżanek z liceum, bo kto wie, może pewnego dnia jedna z nich będzie rządzić kluczem do drzwi w herbaciarni i was przygarnie. A tak poważnie- naj naj miejsce nie tylko w Brzegu, ale i w całym powiecie brzeskim to Herbaciarnia.

(analog i najpiekniejsza barmanka w Brzegu)

Pozostając w klimacie mikro wyjazdów pisałam już o weekendzie u rodziców na stawie mojego ojca (gdyby ktoś ominął- tutaj). Żeby nie wyjść na słoika większego niż jestem (ten czas, kiedy na urodziny od mamy życzysz sobie pokaźnej ilości pierogów) obronię się faktem, że mój pies po prostu uwielbia tam jeździć, bo na siku można bez smyczy, a to co spada ze stołu to w 99% jest mięso. Pozostały 1% to coś, obok czego mięso leżało. Wielkanocy nie planowałam, ale kiedy mamusia robi wegańskie praliny, a do koszyka ze święconką ląduje awokado <3 <3 jak mogłabym pogardzić???

Coroczne pakowanie chrzanu, buraczków i innych bekowych rzeczy do czekoladowych jajek dla najmłodszego brata czas start! Rok w rok to samo, Wojtek zawsze się nabiera.

Z wyjazdów, które zobowiązują do wzięcia samolotu dodam tylko, że w końcu po dwóch latach udało mi się wrócić do Turynu. To na równi z Rzymem i Florencją moje ulubione włoskie miasto. Sergio, słyszysz? Relację znajdziecie tutaj: klik.

Digital vs analog

Do ostatniej chwili i ostatniego odjeżdżającego czeskiego pociągu wahałam się, czy na pewno jechać do Cieszyna na zjazd blogerów podróżniczych. W końcu jaki ze mnie znowu podróżnik i co jeśli okaże się, że na żywo wcale nie jestem taka fajna? Do 3 Bros Hostel wchodziłam jak pierwszaczek na pasowanie, ale stres minął tak szybko jak tylko zobaczyłam, że tym twarzom z Internetów to jednak dobrze z oczu patrzy. Nie myślcie, że do końca można było się wyluzować- znaczna większość nie rozstawała się z aparatem. Nie znasz dnia ani godziny, kiedy ktoś przyłapie Cię na wąsach z piwnej piany. Powiem szczerze, że nie wierzyłam, że tak spora grupa obcych sobie ludzi może w zgodzie przeżyć weekend pod jednym dachem. Pewnie lodówki z piwem w znacznym stopniu się do tego przyczyniły, a poza tym nie mogło być inaczej, w końcu był to zlot podróżników, nie blogerek modowych (no offense, ale wyobrażacie sobie co musi się dziać na takich imprezach kiedy dwie dziewczyny mają TAKI SAM outfit?). Za rok jadę znowu na bank!

Jak obrazić blogera podróżniczego? –Dajesz rady w stylu Kasi Tusk.

Od 28 kwietnia jestem już ćwierć wieczna, wręcz vintage. Ale kobiety jak wino, no nie? Dopóki dwójka z przodu to jest mi do śmiechu. Co później? Pewnie płacz i zgrzytanie zębów. Nie mam w nawyku obchodzenia urodzin w jakiś szczególny sposób (moje melancholijne ja wygrywa w tym dniu i skoro ten dzień nie różni się niczym od innych: praca, psie kupy, to co w nim szczególnego?), ale tym razem ucieszyłam się, że mogłam „świętować” w towarzystwie Arka i Angeliki z bloga A Dreamer’s Life, na dodatek w mojej ulubionej restauracji Tel Aviv. Wiosna praktycznie była całkiem obfita towarzysko i gastronomicznie. Z Jolą z Na lewo od centrum (to nie jest blog polityczny) przepadłyśmy między innymi na Żoliborzu i w pewnym barze w piwnicy, z Anetą z Zen Blog zjadłam jeden z najlepszych humusów w stolicy (nie wiem jak mogłam wcześniej tam nie pójść, mieszkam rzut beretem). Sezon nad Wisłą rozpoczęłam z moim bratem i już-z-pierścionkiem prawie-szwagierką (!!!)

Czy tylko ja widze w tle Patryka ze Spongeboba? Co ten Konstancin… 

Maj natomiast nie wiem ani kiedy się zaczął, ani kiedy skończył. Dowaliłam sobie pokaźną ilość zadań i obowiązków i okazało się, że jednak można wstać przed 6.00 A kiedy mówię, że naprawdę nie miałam na nic czasu, to musicie mi uwierzyć, że dwa razy nie odebrałam z poczty awizo i list został odesłany! W takich chwilach rozważam małżeństwo. Jakaś dziwna magia sprawiła również, że w przeciwieństwie do biblijnego Samsona, ścięcie włosów dodało mi powera. Jestem ostatnią osobą, która z własnej woli postawi nogę na siłowni i będzie robić formę do lata. Bardzo mi to zwykle zwisało. Do czasu. Wyobraźcie sobie, że zdarza mi się być pod drzwiami siłowni przed panią otwierającą. Nadal nie dbam o formę do lata, kto przejmowałby się takimi bzdurami (pewnie blogerki modowe), jednak zwyczajnie nawet podoba mi się ćwiczenie na maszynach i z hantlami. Uczucie po i ta ulga, że możesz zjeść chleb z masłem orzechowym bez stresu czy znowu będziesz musiała przesunąć dziurkę w pasku. Kinga, masz ostrą rywalkę w martwych ciągach! Druga rzecz, która zajmuje mi całe popołudnia to kurs graficzny. Komuś logo, wizytówkę? Trzymajcie kciuki, żeby Samsonowej siły wystarczyło na wykorzystanie tego w dobrym kierunku. Czy ewentualne ponowne ścięcie włosów kumuluje siłę? Ktoś, coś??


Ciągle też wzbraniam się przed typowo turystycznymi miejscówkami w Warszawie, ale później okazuje się, że wcale nie są takie złe. Albo zwyczajnie znowu miałam szczęście, także nie biorę na siebie odpowiedzialności, jeśli sami tam się kiedyś wybierzecie i stwierdzicie, że strata czasu i kasy. 30 pięterko Pałacu Kultury byłoby idealne, gdyby nie anty-samobójcze siatki, ale rozumiem, że są potrzebne. Dach/ogród biblioteki uniwersyteckiej mógłby być czynny latem dłużej niż do 18.00, chociaż w sumie kto wie, czy po ciemku i tam nie znalazłby się jakiś samobójca? Latem zdecydowanie nie nadrobię muzeów i galerii, chociaż tradycyjnie w Zamku Ujazdowskim wystawiają nieźle fotografie, za to koncerty Chopinowskie (coś mnie ten Chopin prześladuje ostatnio!) są w Łazienkach najlepsze! A już szczególnie kiedy trafisz na swoje ulubione nokturny jak ja! hashtag: #fuck_luck

Pan Woody Allen kręcił u nas ostatnio nowy film, w końcu bez Stone i Gosslinga.

Nie traćcie już czasu na czytanie i idźcie na pole, bo ciepło. Następny Przekrój już za 3 miesiące. Stay tunned.

  • super ze piszesz podsumowania! co do martwych to zadna rywalka! ja trzymam kciuki za Ciebie i zeby te martwe Ci przyjemnością były! :3

    • No przecież ja i moje 6 kg możemy się schować haha, weź 😀

  • Nie lubię podsumowań, ale Twoje lubię! I to nawet z kilku powodów!
    1. Analog <3 love forever.
    2. Stylóweczka taka dobra, dziewczyny takie piękne! Ania jest naprawdę najlepszą modelką, znalazłam już ten profeszional instagram. Sergio też niczego sobie. I to światło!
    3. Te zdjęcia w pościeli są przeurocze! Super kolory, super kompozycja. Może to z miłości do pościeli po prostu (Zgadnij skąd pozdrawiam w ten sobotni poranek? No właśnie.)
    4. I powiem Ci, że wiosną bujałam się po niemalże tych samych miejscówkach, co Ty. 😉

    • ad1) wiem! Kocham tak bardzo jak odbieram zdjęcia! Wiesz że w Hali Mirowskiej jest sklepik z analogami? I mój wyceniony jest na 300 zł hehe (winner forever).
      ad2) Ania pozdrawia!
      ad3) Za te dostałam po głowie od obu zainteresowanych, ale no nie mogłam ich nie wrzuuuuuuciiiiićććć….
      ad4) Wiem 😉

  • Jesteś pewna, że nikt oprócz Ciebie nie może odebrać awizo? Może to zależy od łaskawości pani na poczcie, ale sama byłam świadkiem, jak chłopak odbierał paczkę swojej dziewczynie (nie jestem jednak pewna, czy tylko na dobre słowo, czy udostępniła mu wtedy swój dowód… ) 😉
    Analogowe zdjęcia: jakie piękne! <3

    • No właśnie zależy na kogo trafisz i dowód musi być, ale też dobra wola Pani w okienku 🙂
      Dzięki! <3 Ten aparat to najlepszy zakup mojego życia!

  • Liczyłam na zdjęcie w nowej fryzurze – chociaż widziałam już u Anety. 😉 Lubię takie „przekroje”, bo chyba mam coś w sobie z podglądacza. 🙂 Lubię też Twoje zdjęcia Warszawy, bo znowu przypominasz, że chcę tam w końcu pojechać!

Scroll Up