Holenderski rozejm

In Holandia, Podróże

Żaden wyczyn polecieć na weekend do Holandii i nie o tym chcę tu pisać. Ci z was, którzy śledzą mnie od jakiegoś czasu wiedzą pewnie, że z małą przerwą mieszkałam tam trzy lata i były to w większości czasy udręki i żalu nad sobą, z mojej strony oczywiście. Holandia to kraj pełen sprzeczności, z którymi nie do końca się zgadzałam, stąd myślę nie czułam się tam najlepiej. Poza tym kocham Słońce, którego w tym rejonie Europy nie ma zbyt wiele (z tego też powodu los skrzyżował moje drogi z Sycylijczykiem, który nie chce mieszkać we Włoszech… ) .

https://www.youtube.com/watch?v=ZB3TqAtUbY4 

Ten wyjazd był moim pierwszym odkąd wyjechaliśmy z całym naszym dobytkiem i królikiem w styczniu 2016. Oficjalnie wymeldowaliśmy się z gminy Haarlem, oddaliśmy mieszkanie i żadne z nas (chociaż ja bardziej) nie żałowało tej decyzji mimo tego, że Warszawa przywitała nas -18 stopniowym mrozem (Sergio do dziś nie wierzy, że to się wydarzyło naprawdę, zawsze myślał, że takie rzeczy to tylko w filmach). Specjalnie piszę ‚moim pierwszym’, bo nie chciałam, aby było sentymentalnie. Gdybym pojechała z Sergio, chodzilibyśmy do miejsc, do których chodziliśmy razem. A ja chciałam się zmierzyć sama ze sobą. (I upić z Bartkiem i Pauliną- przyp.red.). No więc jak to jest wrócić do tak nielubianego, a jednak ważnego dla siebie miejsca?


Do plecaka spakowałam notatnik z Cieszyna (dary losu dla śmierdzących blogerow), bo wiedziałam, że będzie co pisać. Wcieliłam się w detektywa własnego ja i pierwsza notatka, jaką zapisałam brzmi tak: ,, Na lotnisku w Eindhoven czuję się totalnie swojo, w końcu lądowałam tu nieskończoną ilość razy. Pierwszy raz jednak jestem zajebiście spokojna i stawiam się w pozycji obserwatora nie tylko tego, co dookoła, ale także siebie. Nie chcę pozwolić sobie na to, aby negatywne uczucia z przeszłości wpłynęły na te podróż. Chcę jedynie patrzeć i doświadczać, bez oceniania. Co więc widzę? Całkiem przyjemny dla oka krajobraz- zadbane domy i ulice, spokój, porządek. Super szybkie wifi w autobusie miejskim- czy czeka nas kiedyś taki luksus w Pendolino? Szczerze cieszę się na ten wyjazd, naprawdę się cieszę.” 


Nie będę trzymać was w niepewności i dodam, że ten nastrój utrzymałam mniej więcej 1,5 godziny po wylądowaniu, bo im bliżej byłam Amsterdamu, tym bardziej zaczynałam sobie przypominać, że ja tu jednak nie pasuję. ”No dobra, im bliżej morza, tym bardziej mój entuzjazm słabnie. Powód? Kurewsko szare niebo. Oczywiście nie wpływa to na mnie praktycznie w ogóle, bo już tu nie mieszkam, ale przypominam sobie ile razy rano chciałam strzelić sobie w łeb, kiedy musiałam jechać [rowerem] do pracy dzierżąc w jednej ręce parasol. Piękne domki (nie moje na dodatek) nie wynagrodzą pogody niestety. O, i zaczęło lać.”  Dojechałam do Zandvoort an Zee, dokąd w październiku 2014 ściągnął mnie Bartek- licealny przyjaciel, który nota bene miał z nami w liceum ciężko. Sorry Bartek, ktoś musiał być ofiarą naszych szyder, padło na Ciebie 😉

ZANDVOORT AaN ZEE

Nadmorskie miasteczko otoczone parkiem narodowym, słynne z toru wyścigowego i zawodów rzeźb z piasku. Jeśli wyobraziliście sobie coś ładnego, to szybko przetrzyjcie oczy- jest to mieścina wyjątkowo brzydka i bardziej turystyczna, niż Miedzyzdroje. Hotele- molochy (w jednym z nich sama kiedyś sprzątałam), sklepiki z pierdołami za 120 Euro, kebaby i lody z maszyny. Mimo tego z roku na rok turystów (głównie niemieckich) przybywa. O guście się nie dyskutuje jak to mówią. Naprawdę nie ma tam co robić, poza topieniem smutków w beach barach, Bartek poleca Cubo.

HAARLEM

Sergio twierdzi, że obiecałam, że nie pojadę sama, ale ja tego w ogóle  nie pamiętam. Jesteśmy razem trzy lata, a ten człowiek nadal nie rozumie, że jedzenie jest zawsze najważniejsze. Wolałabym wyjść za ortodoksyjnego Holendra niż odmówić sobie frytek, o których ktoś kiedyś nawet napisał wiersz.

Roses are red

Violets are blue

I love fries from the Friethoes

more than Sergio, you. 

-N.N.

Friethoes- dom frytek, ale takich naprawdę najlepszych na świecie. Wszystkie belgijskie, które kupujecie w foodtruckach i Manekinie mogą tym frytkom jedynie zazdrościć. O tych ziemniakach można by napisać i wiersz- są idealnie chrupkie, mięsiste, z domowym keczupem. Bartek, który stołuje się w najdroższych restauracjach Amsterdamu, sam przyznał im mocne 10. Na 10.

Po frytkach lody- vis a vis mojego starego mieszkania. Dziadek- założyciel lodziarni był Włochem i wiedział, co robi.  Za tym samym kanałem, po przekroczeniu mostu, traficie na najbardziej superową miejską plaże. Klimatu dodają przecinające co trzy minuty pociągi i widok kopulastego więzienia. Samo mieszkanie w Haarlem nie było takie złe- pamiętam, że nawet nam się podobało i było w czym wybierać (od testowania wina w kościele po sklep z kowbojskimi butami) i bardzo chętnie zamieszkałabym tam znowu, gdyby je przenieść do innego kraju na przykład.

Poniższą scenkę należy czytać tak:
-Paulina, jak to zrobisz, to masz wpie#%&l

-haha, mam to w dupie

-ej ku#%a, Skuta, zobaczysz

-no to chodź tu

-no Gośka weź jej coś powiedz.

Buty Bartka są droższe niż wszystko co macie w domach, stąd te nerwy.

Zachód Słońca 10/10 (#nofilter), ale wcale nie oznacza to, że nagle zacznę uważać, że Holandia to piękny kraj.

Dreams are Paris, reality is Bangladesh (albo VW Polo) 

AMSTERDAM

Nie czuję klimatu tego miejsca, dla mnie jest ono naładowane negatywną energia, która nie lubię się otaczać. Miasto jest zawsze zatłoczone, łatwiej jest zginąć pod rowerem niż pod samochodem (dosłownie ride or die), a już szczególnie mocno nie rozumiem turystów z noworodkami w wózkach. Tyle z narzekania, ale jeśli tak jak ja nie chcecie kolejny raz iść wokół Dam (chociaż Bartek oszust tak nas poprowadził), wyjdźcie tylnymi drzwiami z dworca głównego, weźcie wodny tramwaj i popłyńcie na Noord. Jest tam o wiele spokojniej, trochę hipstersko (domy w kontenerach), całkiem drogo. Co do drożyzny- pamiętam jak wybraliśmy się z Sergio do restauracji Jamiego Olivera. Nie mam zwyczaju wynoszenia cukru z restauracji, ale w tym wypadku cebula z butów nie obowiązywała. Po trzydaniowej kolacji poszliśmy na pizzę do Turka.

Gdyby Bartek przyniósł mi drinka, to bym go piła.

Nie mam problemu z oddawaniem aparatu innym z dwóch powodów- nie był drogi, więc nie trzęsę się o niego i nie zastanawiam ‚co jeśli wpadnie do kanału?’, dwa- pogodziłam się już z tym, że wyglądam jak Chopin, stąd można mi śmiało pstrykać brzydkie zdjęcia- w końcu jaką wartość miałby te ładne bez brzydkich? Przysięgam, że nie robię tego specjalnie i w rzeczywistości udaje mi się nawet wyglądać jak człowiek, jednak po drugiej stronie aparatu dostaje zeza, szczękościsku i jajoglowosci. I takie są właśnie efekty. Dzięki Paulina za próbę.

Wiecie co jest najzabawniejsze? Że z Holandii wróciłam OPALONA. Pół dnia w Amsterdamie w ciągu którego naprawdę zmarzłam, wystarczyło aby wrócić z burakiem. Tego się nie spodziewałam. Jakieś wnioski po wyjeździe, Gośka? Oh well, nie było tak źle i powiem, że nawet mi się podobało. Pewnie wrócę jeszcze nie raz, bo dlaczego nie? Ale na zamieszkanie nikt już mnie nie namówi.

  • kolega Bartek wygląda już jak Holender bardziej niż Polak (i to chyba raczej na plus!)

    meduzy – nie znoszę. nie znoszę x1000. no nie znoszę!

    co do pogody, doskonale Cię rozumiem. Na Orawie w maju było pięknie, ale zbyt mgliście, pochmurnie i po 4 dniach złapałam taki dół, jak przez cały rok nie. jestem uzależniona od słońca, jak dla mnie może być nawet te 28 stopni, lubię tak. i witaminkę D.

    holandia – byłam 3x. za pierwszym mi się wszystko podobało, a haga i scheveningen chyba najbardziej. i rotterdam z jego nowoczesnością. potem lądowałam głównie w utrechcie i już mniej mi się tam widzi. tłumy w amster faktycznie okropne, ale w rzymie nie ma lepiej, nie? w skrócie, spoko dla mnie ta holandia, ale ja tam bywałam tylko turystką.

    zdjęcia – ej, fajne są i ładnie wyszłaś! już Ci pisałam, ta fryzura super jest. też swoje kiedyś zetnę. na króciutko.

    • Bartek aspiruje do tego, zeby wygladac jak Holender i chce tam zostac, wiec przekaze mu komplement 😀 😀

      Meduzy, no obrzydliwe, a jeszcze fakt, ze martwe. Ew.

      Ja nie moge wydusic z siebie dobrego slowa na temat nadmorskich miast (w tym takze scheveningen), bo ona sa dla mnie zbyt smutne i brzydkie. Za to Utrecht uwielbiam i nawet kiedys myslelismy o przeprowadzce tam.
      W Rzymie tez tlok, oczywiscie, ale Rzym jest wiekszy i jest to troche inny rodzaj turystow. W Amstuchu wpadalam glownie na rzygajaco-rozwrzeszczanych gowniarzy, ktorzy przegieli z ziolem i robili sobie zdjecia pod oknami z golymi babami. A w Rzymie chinskie wycieczki- wkurzajace, acz akceptowalne.

      Nie sciiiiinaaaaaj, odkad scielam to wszedzie dookola widze dziewczyny z pieknymi, gestymi wlosami do pasa. I krotkie tzreba ukladac, suszyc (strata czasu).

  • Holandię mam, że tak powiem „za płotem” i jestem tam przynajmniej raz w tygodniu albo nawet i częściej. W zależności od tygodnia. Mam ochotę napisać tylko jedno – pomyliłam Bartka z Holendrem. Dopiero potem, jak raz jeszcze przeczytałam to zrozumiałam, że to jednak nie Holender, choć jak Holender wygląda 😀
    Co do pogody to rozumiem doskonale, bo mieszkanie przy wschodniej granicy Holandii również pociąga ze sobą konsekwencje małej ilości słońca (choć obecnie od ponad trzech tygodni nie padało!, a burza była chyba tylko raz od początku roku) i dużej ilości deszczu oraz zimnego wiatru.
    Nie byłam w żadnym z tych miejsc o którym wspominasz (ale te frytki będą mnie teraz już zawsze kusiły) oprócz Amsterdamu, w którym byłam dwukrotnie. Mnie o dziwo się tam podobało. Rowerzyści już nie za bardzo, bo zdecydowanie powinni ograniczyć im pewne prawa przez które niektórzy zachowują się jak władcy świata. Inne miejsca, które odwiedziłam również mniej lub bardziej przypadły mi do gustu. Ja tam jednak jedynie bywam, a nie mieszkam, więc jak to mówią „punkt widzenia zależy od punktu siedzenia” czy jakoś tak 😉

    • Bartek bedzie przeszczesliwy, kiedy zobaczy, ze az dwie zupelnie obce osoby maja go za Holendra! 😀

      Doskonale rozumiem, ze moze sie tam komus podobac, bo brzydko nie jest. A wszystko co zle, wylazi jak juz gdzies zamieszkamy. Mysle, ze bylam zwyczajnie za mloda, zeby miec w sobie wiecej pokory. Buntowalam sie pewnym rzeczom, a ze nie dalo sie tego zmienic, to postanowilam w koncu wyjechac. I teraz z perspektywy czasu moge ocenic, czy rzeczywisie bylo tak zle. Czasami bylo 🙂

      Haarlem jest duzo ladniejszy od Amsterdamu, a to 15 minut pociagiem, wied jesli bedziesz kiedys w okolicy, to zachecam (jak frytki Cie nie pzrekonaja, to ja nie wiem juz co 😀 )

  • dorzucam kamyczek od ogródka bartka jako holendra. człowiek kameleon, chapeau bas.

    jak zwykle dużo spoko fot i zajebiście sie czytało. i jestes pierwszą osobą, o której czytam, że nie lubi amsterdamu ale masz zupełnie inną perspektywę, więc nawet trochę rozumiem. zabawnie tak patrzeć na te zdjęcia, byłam tam w 2013 i widzę u Ciebie budynki, ktorych wtedy nie było! a NDSM jeszcze bangla?

    • Bartek, jak go znam, pieje wlasnie z zachwytu i smieje sie szyderczo nad Polakami- Cebulakami ;]

      Nie wiem, moze ja jestem dziwna, ale dla mnie dzieje sie tam chyba zbyt wiele na raz. A-dam jest poza tym strasznie maly, a liczba ludnosci plus turystow ogromna, ciekawe czy wzorem Cinque Terre, tam rowniez wprowadza kiedys limity?
      Ale wiele rzeczy z samej Holandii mi w Polsce brakuje- naplyw kultur, ktory wprowadza nowe obyczaje, restauracje (czy mamy w Polsce choc jedna restauracje jamajska?), produkty w sklepach (jak widze 300 straganow na bazarze i 299 z nich ma te same ziemniaki, jablka i pomidory to szlag mnie trafia). Cos za cos.

      Czy NDSM gra to musisz pytac Bartka 🙂

  • Natalie

    piękne zdjęcia! Masz świetny styl pisania 🙂

  • Jestem pierwszy raz na Twojm blogu ale bardzo mi się spodobało. Zaraz zaczynam dogłębną lekturę, a już teraz muszę napisać, aaaale piękne zdjęcia💛

Scroll Up