COMO estas i Bergamo

In Podróże, Włochy

Włoska saga anno domini 2017. Coś czuję, że w tym roku będzie miała całkiem sporo odcinków, pierwszy, z Turynu, tutaj.

Wbrew pozorom nie będzie dziś o Hiszpanii, nie mogłam się jednak powstrzymać i zdecydowałam na taki, a nie inny tytuł. Wpiszcie w wyszukiwarkę ‚Como’ i zobaczcie sami.

No dobra, lepiej już przerwę tę karuzelę śmiechu.


W Como miałam/miewam okazję być całkiem często, jednak odkąd pamiętam moje nastawienie do miasteczka jest takie samo od początku, nie myślcie więc, że jestem już zwyczajnie znudzona, co to, to nie! Tak naprawdę mam chyba większość atrakcji turystycznych do nadrobienia, ale wiecie już, że nie o to tutaj chodzi, prawda?

Całkiem niedawno przechodziliśmy  dramatyczny okres w życiu, w którym to mój chłopak starał się o pracę w okolicy i rozważał (specjalnie nie piszę rozważaliśmy, bo ja panikowałam) mieszkanie właśnie w… Como. Nie przekonuje mnie fakt, że ma tam dom także George Clooney. George ma też dom w trzystu innych miejscach. Jeśli nasza przeprowadzka wiązałaby się również ze zmianą stylu życia na hollywoodzki, to proszę bardzo.

Koniec prywaty!

Wiem, że nie każdy z was miał już okazję do wizyty w tym miejscu. I wiecie co, dużo nie straciliście. Lago di Como to trzecie co do wielkości włoskie jezioro otoczone całkiem pokaźną liczbą małych miejscowości, z których najbardziej znane są właśnie Como, Bellaggio czy Varenna.

Sama odwiedziłam dopiero dwie z nich, ale moim top of the top jak na razie jest Lecco. Mniejsze, ale z wielkimi górami (to już chyba Alpy) w tle, gdzie kawa jest już odrobinę tańsza (tutaj stare zdjęcie robione suszarką do włosów).

Jezioro jest całkiem ładne, w pewnych miejscach woda jest naprawdę krystalicznie czysta i można obserwować błyszczące w Słońcu małe rybki.

W samym Como możecie wziąć funicular na jedno ze wzgórz, nie wiem jednak jak to działa, bo my jeszcze nie próbowaliśmy. Miasto obejdziecie wszerz i wzdłuż w dwa dni, ale jeśli myśleliście, żeby wstać na wschód to nie dziękujcie, nie musicie. Słońce wschodzi daleko hen za górami, zostaje wam więc zachód, na ten już warto się pofatygować.

Czas w Como płynie swoim rytmem. Dzień zaczynają stragarze i właściciele kawiarni, do których już o świcie uderzają młodzi, czyli tacy, którzy jeszcze muszą pracować. Pozostała część mieszkańców to najczęściej bogaci emeryci oraz bogaci emeryci i ich młode żony. Jeśli jednak mimo tłumaczenia wam, że na Wschód naprawdę nie ma sensu wstawać, a wy nie posłuchaliście i nie wiecie co ze sobą zrobić o 7:09, pójdźcie na kawę do jednej z najstarszych kawiarni, Cremeria Bolla, w której sami wypiekają wszelkie śniadaniowe pyszności. Nie sądziłam, że dostanę mleko sojowe i przyznaję, trochę głupio było mi pytać. Wyszłam z torbą pełną wegańskich ciastek, a załapałam się i tak na ochłapy, więc jednak to wczesne wstawanie emerytów jest tak samo popularne na całym świecie.

Como to miejsce, gdzie w końcu jakieś dzieciaczki wołają ‘zia Gosia!’,a ja daję się bawić w lekarza i mam poważny ból gardła przez kolejne dwie godziny. Nie żeby kręciły mnie jakieś życiowe rywalizację, ale trochę mnie bawi, że za wujkiem Sergio nikt nie płacze. Ciocia ze mnie jest przednia, możecie śmiało zostawiać ze mną swoje dzieciaki.


Najlepsza pizza w mieście? Nawet George Clooney nie ma szans się na nią załapać, robi ją brat Sergio. To nic, że była to nasza 4ta w ciągu 2ch dni. Jest takie stare włoskie przysłowie- czwarta pizza w ciągu dwóch dni nie idzie w biodra. A poza tym, kiedy ktoś fatyguje się i robi ci osobną, z wegańską mozzarellą, to jesz i nie szczekasz. Odliczam do kolejnej wizyty w Como.

SMUTNY EDIT: życie jest niesprawiedliwe i podczas gdy ja waham się, czy aby na pewno chować już zimowe ubrania, mój chłopak biega o świcie dookoła jeziora Como właśnie!

Przestańmy w końcu omijać to Bergamo!

Przyznać się, ilu z was lądowało już na Bergamo celem dalszej podróży i tak jak ja, zawsze odkładało to na ‘innym razem’? Ja wiele i pewnie byłoby tak samo w tym roku, gdyby nie mega wczesny lot, na który nie chciałoby nam się wstawać o barbarzyńskiej porze i jechać tam z Mediolanu. Ileż można. O ile przyjemniej, kiedy na samolot wstajesz jak człowiek o 7.


Na miasteczko zarezerwowaliśmy sobie cały dzień i bez zbędnych ceregieli, to zdecydowanie wystarczająco. Dobre pół dnia spędziliśmy w nowej, dolnej części, po obiedzie (zauważyliście, że duża część DOBRYCH restauracji w Bergamo to te z Neapolu?) zmieniliśmy szaty na turystyczne i pojechaliśmy fenicularem na górę. Pierwszą, bo ku naszemu zdziwieniu była też druga. Z przygotowań do wyjazdów wystawiam nam więc dostateczny. No co, Krzysztofem Kolumbem nie będę, ale dajcie chociaż odkryć kolejny wierzchołek starego miasta!

Co robić na górze? Siedzieć i myśleć. Medytować. Porobić jogę do zdjęć (Sergio). Porobić zdjęcia, poczekać na zachód Słońca, pogłaskać koty i poleżeć na trawie (ja). Nie bywam sentymentalna, ale przyznam się, że popłakałam się na takiej polance, bo zrozumiałam, jakie to wspaniałe uczucie tak sobie poleżeć na gołej ziemi i jak dawno tego nie robiłam. Może tak zaczyna się umieranie, wzywa nas ziemia, ktoś, coś?

W mojej opinii ta najbardziej górna część jest spoko, ale tak na 2 godziny. Ta środkowa, do której jedzie się pierwszym wyciągiem, jest zdecydowanie bardziej ciekawa. Kolejny raz przekonałam się także, że podobnie jak w Corleone, najlepsze kąski należą do kleru. Widoki mieli takie:

Polecam zaopatrzyć się w bilet całodobowy za 5 euro, który obejmuje wszelkie autobusy, funiculary oraz transport na lotnisko. Dojazd z miasta trwa 20 minut i gdybym nie była leniwa, wstałabym może na wschód Słońca, ale podobnie jak w Como, rozpoczyna się z drugiej (mniej ciekawej strony), co sprytnie wyliczyłam zanim wstałam (tym razem brawo dla mnie). Spaliśmy w hotelu Ecologic, który nie miał nic wspólnego z ekologią. Ktoś tak naiwny jak ja jednak da się naciąć, pewnie więc przeczytacie kiedyś o mnie w gazetach ‘’Zginęła zwabiona szczeniaczkiem. Miała 47 lat’’.

Całkiem fajne to Bergamo i cieszę się, że się zdecydowaliśmy, ale nie wiem, czy wrócę tam prędko. To fajna baza, kiedy musicie czekać na samolot, zdecydowanie lepsza opcja niż Mediolan. Mnie jednak nie powaliła, ot kolejne ładne, pocztówkowe miasteczko. Mam za to pewna tajemniczą miejscówkę u nas, w Polsce, której nie ma na mapie, i o której opowiem wam już niedługo.

  • Mnie z kolei Bergamo zachwyciło. Pierwsza deszczowa doba nie była zbyt fajna (pamiętasz żale), ale potem zauroczenie. No i zrezygnowałam z Wenecji na koszt wzgórz i w ogóle. Ale ja jestem sentymentalna aż nadto, więc to pewnie przez to. 🙂 Zdjęcia jak zwykle świetne i to cudne światło <3

    • A widzisz, ja chyba całą swoją energię i miłość zostawiłam w Turynie. Kiedy sama wrzucisz jakieś opowieści, o ile planujesz? Ciekawa jestem, bo byłaś tam dłużej.

  • ja dla odmiany lecę do Bergamo i omijam Mediolan, bo Bergamo > Mediolan.

    • Ja najczęściej lądowałam w Mediolanie na nocleg, ale już wiem, że można spać w lepszym miejscu.

  • To Bergamo całkiem całkiem. Kurde mi się jakoś nigdy nie udało tam dotrzeć – ani do Bergamo, ani do Mediolanu. Raz miałam kupione bilety ale się rozchorowałam tak że ledwo ruszałam nogą. I trochę mnie odstraszają modelkowe opowieści stamtąd. W sensie z Mediolanu. Ale to Bergamo no no…
    Z Como – KURDE – smutnie żyć w miejscu gdzie nie ma wschodu słońca! :-(( nie dałabym rady. Mimo że jestem leniwą bułą i 90% wschodów przesypiam to nie wyobrażam sobie nie mieć możliwości być świadkiem jakiegoś :O Słońce rano wali mi do okna i mnie budzi! Wschody są piękne!
    Z jezior widziałam jedynie Gardę. I bardzo ‚mi lajki’. Widziałaś? Pewnie tak, mianuję Cię taką specjalistką od Włoch. Jeśli tak to Como czy Garda bardziej??
    PS Być sąsiadem (nawet jesli jednym z 300) Georga to całkiem fajosko 😀

    • Powiem Ci jeszcze gorszą rzecz o Como- jeśli mieszkasz w tym starym (acz ładnym) centrum, to Słońca w domu nie masz nic a nic! Uliczki są bardzo ciasne i promienie tam zwyczajnie nie docierają. Latem fajnie, bo zimno, ale zimą- zimno i ciemno.
      No widzisz taka ze mnie specjalistka, że nad Gardą nie byłam 😀 Więc się nie wypowiem.

      No Mediolan to kompletnie nie mój styl either, ale kiedyś mój couchsurfingowy host zabrał mnie do klubu Roberto Cavalli’ego (rany ile się najadłam wstydu za jeansy i conversy!), gdzie modelki ubrane w futra dosłownie pływały we własnym pocie, hehe. Pod futrem oczywiście miały wielkie nic.

      Ps. George jeśli jest tam raz w roku to maks, myślisz, że akurat miałabyś szczęście go zobaczyć?

      • no to Gardę polecam z czystym sumieniem, szczególnie tą północną część – otoczona górami wygląda pięknie! ale też o wschody ciężko, choć zachód pamiętam… ale południowa – piękne rejony też <3 w ogóle ja mega dobrze Gardę wspominam – i jaka czysta woda!

  • Karolina Roszek

    Zaczynam jeść więcej pizzy! Tak żeby zjeść 4 w 2 dni, chyba zawsze szło mi w biodra bo jadłam tylko jedną dziennie 😉 Taki żarcik oczywiście, ale bardzo mnie rozbawiło to przysłowie 😊

    • Nie biore na siebie odpowiedzialnosci, jesli nie jest to prawda! 😀

  • Monika Mizinska

    Zachęciłaś. I nie, nie Georgem. Wezmę kiedyś moją kumpelę wegankę, będzie zadowolona 😛
    No i do tego cena transportu przyzwoita i PRZEPIĘKNE ZDJĘCIA💓💓💓

    • Czasami widze mega tanie loty do Bergamo wlasnie, gdzie wyot jest wczesnie rano, a powrot wieczorem, na tyle akurat wystarczy 🙂

  • Sebastian Wójcik

    Jak zawsze najlepsze fragmenty to te z humorem. Zastanawiałem się jednak napisać, ze z opisu miasto nie wydaje się niczym wyjątkowym, ale wyręczyła mnie sama na końcu:P

    • Domyslam sie, ze i Ciebie nie zachwycilo,no, szalu nie ma 🙂

  • Mnie na przykład w Bergamo bardzo się podobało, byłam kilka lat temu i każdemu mogę polecić, niby pocztówkowe, ale to są po prostu Włochy – wszystko nadaje się na pocztówki, tylko jedne miejsca są och ach oooh, a niektóre „tylko” aach. W sumie „aach” nie są miejscowości na północy kraju nad Adriatykiem, te, do których się jeździ tylko dla plażowania, bo oprócz plaży jako atrakcji są tam głównie tylko domki i hotele 😉 A Como jest super i tam bym jeszcze chętnie wróciła. W Bergamo mi się podobało, ale nie odczuwam potrzeby powrotu tam. Tak więc summa summarum chyba faktycznie jest to miasto „gdzieś pośrodku” 😉

    • No wiadomo, kwestia gustow, ale nie zgodze sie, ze kazda wloska miejscowosc jest ladna i pocztowkowa- kurcze, to jednak znowu gusty 😉 w kazdym razie mysle, ze sa bardziej i mniej widokowe. Bergamo na pewno jest urokliwe, a Como dla mnie zbyt Szwajcarskie, drogie, no ale kazdy lubi cos innego 🙂

  • Bergamo to piękne miasto i ma swój urok. Nie wydaje mi się, byśmy je, jak sugerujesz, omijali – mogę nawet pokusić się o tezę, że obecnie w Polsce każdy zna kogoś, kto w Bergamo już był. Serio, serio! 🙂

    • rzeczywiscie jest trend na jednodniowki, ale tez spora czesc osob widzi bergamo jedynie przez plyte lotniska w dalszej drodze 🙂

  • kurde to jest como nad como byliśmy sto lat temu w bellagio i powiedziałabym że bylo identycznie. kubek w kubek.

    dobrze sie Ciebie czyta, marina. jak to fajno, że rośnie liczba blogow o podrózach, ale do czytania.

    • Ha, no, takie wlasnie one sa, dla Szwajcarow 🙂
      Dzieki! <3 Jeszcze bedzie lepiej z czasem, mam nadzieje.

  • Kocham to miasto – autentycznie, wypad do niego jest dla mnie jak 1,5 godziny jazdy PKS-em, by znaleźć się w miejscu, w którym dobrze się czuję, i czuję się jak w domu! Piękne zdjęcia!

    • Bo Bergamo jest fajne na dzien wlasnie, od czasu do czasu.
      Dzieki!

  • Ciągle potykam się o nieprzychylne opinie o Como, ale za to polecam Gardę!
    Bergamo ciągle w planie, a do Mediolanu jakoś mnie nie ciągnie.
    Piękne zdj <3

  • piękne widoki 🙂

  • Byłam tam 5 dni, ale w pakiecie z marcową pogodą. Ani razu nie trafiłam na taki piękny wschód/ zachód słońca. A wyglądałam i to bardzo usilnie!
    Osobiście z tych wszystkich miasteczek nad jeziorem, które widziałam, Como podobało mi się najmniej. Znaczy, mieli pyszną kawą i boskie ciastka, ale było… takie zwyczajne. Nieodwołanie zostałam fanką varenny i bellagio. O i naszej Lierny, w której co prawda nic nie ma, ale jak się tam fajnie mieszkało!
    Mieć rodzinę w Como? Kurcze, wpadałabym tam co roku 😉 !

    • Dokladnie tak- Como (miasteczko) nie jest jakos szczegolnie wybitne, nie czuje sie tam tej typowej wloskiej atmosfery. Mam do nadrobienia jeszcze wlasnie pozostale miasteczka dookola jeziora, o Bellagio sluchalam wiele zachwytow, wiec moze nastepnym razem odbijemy tam na chwile.

  • Racja, racja, ja znam Bergamo jedynie z powodu lotniska Orio al Serio i jeszcze nie było dane mi zwiedzić miasto. Będę jednak musiała, bo jak widać, wiele tracę.

  • Bergamo stanowczo bardziej mi się podobało niż Mediolan. Nad Como jeszcze nie byłam, ale wschodnie wybrzeże Gardy spodobało mi się ogromnie, wiec może kolejny kierunek to właśnie Como – słyszałam, że są bardzo podobne.

  • właśnie stamtąd wróciłam i uświadomiłam sobie, że chyba nie widziałam miasteczka „z tej drugiej strony” 🙁

Scroll Up