Znajdź sobie bohatera roku i niech moc będzie z tobą!

In Przekrój

No więc znowu mamy ten czas, kiedy wypadałoby rozliczyć się z danych sobie obietnic. Jakie postanowienia noworoczne mieliście na początku 2018 (RIP) roku i które udało wam się rzeczywiście zamienić z teorii w praktykę? Nie chcę się wywyższać, że u mnie poszło łatwo i wszystko mi się udało, ale w sumie tak właśnie było. Dlaczego? Bo zwyczajnie nie wymyśliłam sobie nierealnych w realizacji celów. Kaloryfer na brzuchu? Nie widziałam już od jakichś 15 lat i znam siebie już na tyle, żeby nie zawracać sobie tym głowy, a już na pewno nie w styczniu (zacznę się martwić w czerwcu, przed letnim opalaniem, wiadomo). Nauka nowego języka? Nauczę się, kiedy rzeczywiście będę chciała, ale hej! – gram już 5 piosenek na gitarze elektrycznej! Jestem po prostu statystycznym Januszem, z czego w końcu zdałam sobie sprawę, wobec czego nie chce mi się już zawracać sobie tym głowy. Działa na mnie za to co innego i w sumie jest to coś, co mam od małego. Pisałam Wam już o tym rok temu (tutaj przypominajka) i tak się złożyło, że akurat w tym samym czasie mam podobne potrzeby i przemyślenia, ale źródło inspiracji już inne. Co to za tajemnicza sprawa?

Jak pewnie ogromna ilość młodych dziewczynek, ja też chciałam być aktorką. Ale kiedy już podrosłam i zobaczyłam z czym to się je (a także odkryłam, że mój talent jest zwyczajnie tak wielki, że mogę być kim chcę w prawdziwym życiu – po co ograniczać się deskami sceny czy ekranem?!), wymyśliłam sobie inny sposób na życie. Wyszukuję sobie idoli (gdzieś o kimś przeczytam, usłyszę i wystarczy, żeby się zarazić) i potrafię tak mocno wkręcić się w ich czyny czy żywot, że może to skutkować  nawet tatuażem z wizerunkiem petenta, którym aktualnie żyję (ale czy nie o to chodzi w tatuażach? Aby utrwalać momenty, które w teraźniejszości są dla nas ważne?). Nie kłamałam, kiedy pisałam, że chcę być jak Tommy Wiseau – nadal co prawda czekam na swój światowy sukces (Wiseau czekał kilkanaście lat – przyp.red.) i hollywoodzkie pieniądze, ale sama też nie zainwestowałam ani maksimum swojego czasu, ani środków w coś, w co wierzę. Takie poniekąd wejście w czyjeś buty zwyczajnie pomagało mi w w wielu momentach. Nie wierzycie? Przed rozmową o pracę czy o podwyżkę posłuchajcie kilka razy „Another one bites the dust”, a zobaczycie, jaka wydarzy się magia.

Na kim spocznie więc ciężar podnoszenia mnie na duchu w nowym, 2019 roku?

Gdybym to jeszcze sama wiedziała!

Mam kilku kandydatów. Nadal nikt z rodziny Kardashian, co prawda, ale kto wie, może kiedyś jeszcze się zdziwimy? Jako, że od kilku miesięcy nie mogę przestać słuchać muzy facetów w kowbojkach i kapeluszach, a także wymalowałam sobie indiański wzór na przedramieniu, zaczynam z kopyta.

Biały indianin – Korczak Ziółkowski

To polskie nazwisko, podobnie jak w przypadku Jana Lewana, znane jest lepiej za oceanem niż u nas, ale dzięki Marinie Furdynie być może wygracie odcinek, kiedy to pytanie padnie w 1 z 10!

Korczak, źródło  (nie muszę chyba pisać, że najpierw zakochałam się w jego stylówce, prawda?)

Korczak z żoną, źródło

Korczak pomimo niełatwego dzieciństwa (osierocony, rzucany po domach dziecka) dzięki talentowi rzeźbiarskiemu  został wybrany przez Indian do uwiecznienia legendy indiańskiej, wodza Szalonego Konia „który wsławił się w bitwie nad Little Bighorn w 1876, a krótko potem został zdradziecko zamordowany” (wikipedia). Korczak nie ukończył pomnika za życia. Dzieło cały czas kontynuuje rodzina, a kiedy je ukończą, będzie to największy pomnik na świecie. Jakie cechy uważam za wyjątkowe w jego osobie i co z tego mogę „uszczknąć” dla siebie? Korczak wierzył w idee, był ciekawy innych kultur i szanował różnorodność ludzi. Żeby sfinansować prace rzeźbiarskie samodzielnie wykupił od rządu USA górę, z której miał być wykuty pomnik i sumiennie odmawiał przyjęcia rządowych dotacji. Pomnik miał być autonomiczny i przedstawiać historię Indian – a jakie są związki białych Amerykanów z czerwonymi sami wiecie. Do dziś dzień budowa pomnika finansowana jest z datków non profit. Postać Korczaka polecam wam głębszej lekturze. Możecie poczytać o nim tutaj, a także obejrzeć dokument z 1987r pt. „Korczak And The Crazy Horse Dream” na you tube.

Tak pomnik będzie wyglądał finalnie (biały prototyp na tle pracy w toku). Źródło (kliknij).

Z PODWÓRKA – RYSZARD KAPUŚCIŃSKI

Czasem nie trzeba szukać daleko, a zdarza się, że i wcale. Wystarczy podejrzeć co czyta przyjaciółka i może okazać się, że kolejną inspirację macie podaną na tacy. „Na jedną stronę napisaną, sto przeczytanych” – tych słów Kapuścińskiego nie będzie mi łatwo wybić sobie z głowy. Tylko tyle i aż tyle. Wiecie już dlaczego tak mało napisałam o Korczaku Ziółkowskim?

Kapuściński w swojej pracowni. Źródło (klik) 

Jeszcze żeby mieć w sobie tyle ciekawości świata i do drugiego człowieka oraz konsekwencji w dążeniu do prawdy i bycia rzetelnym. Oczywiście moje pisanie nijak ma się do pisania Kapuścińskiego, żaden ze mnie korespondent wojenny, ani nawet pół dziennikarz, ale prawda ma być zawsze prawdą i kropka! Bo nie ważne, czy chcemy pisać o świecie, czy nie. Czy pisać w ogóle. Jednak dobrze jest sobie wyrobić opinię popartą prawdziwymi źródłami, ale nie tymi, serwowanymi nam za darmo – wątpliwe są dzisiaj wiarygodność i transparentność mediów, które dostajemy na tacy. Gdzie szukać prawdy? Moim zdaniem głównie w książkach, choćby i u Kapuścińskiego. Czy nie jest to nadal aktualne?

,,Wyrwani ze swoich wiosek, pozbawieni ziemi i trzody, są zamykani w obozach i żywieni przez w większości skorumpowane organizacje międzynarodowe, opłacane z naszych pieniędzy i podatków. Tworzymy klasę milionów ludzi, tak zwanych uchodźców, którzy są w stanie przeżyć, jeśli dotrze do nich nasza pomoc. Nie są już w stanie wrócić do domu, uprawiać roli, zaprzepaścili naukę i sztukę samodzielnego wytwarzania dóbr. Ta pasożytnicza klasa, którą stanowi dziś czterdzieści lub pięćdziesiąt milionów ludzi, ciągle rośnie, każdego roku i z każdą wojną.”

-,,To nie jest zawód dla cyników”

lifetime idol – Freddie Mercury

Nie mogłam nie zamieścić tu Freddiego. Teraz, kiedy jest o nim znowu głośno, a ja przez chwilę zdaję się zapomniałam o tym, za co go podziwiam. Każdy żyje jak chce i nawet jeśli wydaje nam się, że przeszliśmy w życiu już wiele, to nigdy nie będzie to dostatecznie dużo, żeby autentycznie wejść w czyjeś buty i mieć prawo do jakichkolwiek ocen. Nie mądrzę się, raczej piszę to do skutku (tak jak w szkole, sto razy, że będę odrabiać zadania), żeby samej o tym pamiętać. Zostać królem Brytyjczyków jako syn emigranta, na dodatek z ewidentnie niebrytyjską szczęką? Powiedzieć, że trzeba mieć jaja, to za mało. Sto strusich jaj to też jeszcze nic! Nie dać sobie wejść na głowę z chamskimi komentarzami (szczególnie ważne dzisiaj, kiedy o hejt łatwiej niż o czyste powietrze) i pozostać sobą mimo wszystko – Siłaczka Żeromskiego jest nią w porównaniu z F.M. już tylko siłaczką z tytułu. Brać przykład w drodze po swoje, wierzyć w siebie i iść do przodu z tzw. pierdolnięciem (i klata zawsze do przodu)!

Ps. To pewnie strzał w kolano umieścić w rankingu samych facetów w czasach, kiedy buntujemy się o brak kobiet na banknotach. Zwyczajnie nie wpadłam w ostatnim czasie na trop żadnej super inspirującej kobiety, jeśli jednak macie kogoś, o kim powinnam poczytać, śmiało dajcie znać!

  • Abstrahując od banknotów (tam powinno być mniej homogeniczie, trudat), inspiracja to inspiracja, nie obowiązuje parytet 😉

    • Niby tak, ale dziś już nigdy nie można być pewnym, czy ktoś się nie obrazi 😉

Scroll Up
Inline
Inline