Nie dać się zajobowi

In Przekrój

Mogłabym spisać bardzo długą listę rzeczy, które dzielą ludzi. Na szczęście w  tym przypadku, ludzie dzielą się tylko na dwie grupy: słuchaczy i opowiadających.


Może się wydawać, że rola słuchaczy jest prostsza. Wystarczy mieć zdrowe uszy, powstrzymywać się od przerywania innym, a podczas ich nierzadko długiego monologu, od czasu do czasu kiwnąć twierdząco głową, unieść pytająco brew, otworzyć ze zdziwienia usta… Ale ponoć o dobrego słuchacza dziś trudno. Druga z grup również nie ma łatwo. Mówić,  żeby porwać publiczność, wciągnąć w swój świat, zachwycić słuchającego dawno przeżytą historią (a może i zmyśloną) – to prawdziwa sztuka.

Osobiście – fatalny ze mnie mówca i jeszcze gorszy słuchacz. Wszystko, co uznam za interesujące, najpewniej opiszę na blogu. Tak samo było i tym razem.

Kilka dni temu odwiedziła mnie w sklepie pewna kobieta. Ubrana była w długi brązowy płaszcz (widać, że porządny i służy jej latami), szalik w kratę i czarny kapelusz, spod którego wystawały pasma siwych loków. Ciemne oczy podkreśliła czarną kredką. Była średnio zainteresowana zakupami, natomiast zapytała, czy może usiąść i posłuchać muzyki (w radiu akurat grali Grechutę). Rozłożyłam dla niej krzesło obok lady i przez chwilę siedziałyśmy w milczeniu.

Po chwili zaczęłyśmy rozmawiać o muzyce i o poezji. Właściwie to kobieta mówiła: czego słucha (niedawno wybrała się na koncert muzyki celtyckiej, „coś pięknego”),  co czyta („czy zna pani twórczość Edwarda Hirscha?”), oraz o tym, że bardzo lubi poetyckie kawałki, a także muzykę z całego świata, graną na tradycyjnych instrumentach.

Być może gdybym czytała więcej poezji (w 2019r. wysiliłam się jedynie na wiersze Bursy), na pewne kwestie patrzyłabym dziś inaczej. To właśnie Edward Hirsch, zapytany „do czego służy poeta?”, odpowiedział: „A do czego służy mnich czy kapłan? Funkcjonalność właściwie żadna, jednak świat ich potrzebuje”.

-Świat za to zdecydowanie nie potrzebuje psychologów! – wtrąciła kobieta. Ma do nich mocno określony stosunek: „Od psychologów należy trzymać się z daleka. Tworzą oni bowiem ramy, w które pragną zamknąć obszerny umysł człowieka, ponieważ tak naprawdę sami są dla świata zbyt mali!” Przy słowie „obszerny” wyciągnęła na boki ramiona, aby pokazać jak wielka jest to jednostka.

Niedawno umówiła się ze znajomą psycholog do opery. W tym czasie, przypadkowo, u obu z nich, trwał drobny remont. Psycholog miała malowane framugi, co strasznie wyprowadzało ją z równowagi. Kiedy więc przed spektaklem przyszła do domu kobiety, u której z powodu remontu łazienki muszla klozetowa została wystawiona na pokój, psycholog nie mogła pojąć jak kobieta może żyć z tym w spokoju. -„Przecież nie pozwolę takiej małej rzeczy jak muszla klozetowa zawładnąć moją głową!” – odparła kobieta. Stwierdziła, że jest z muszlą zaprzyjaźniona. Jest także zaprzyjaźniona z pralką (wciska guzik, a pralka posłusznie wykonuje, co do niej należy, dodatkowo symbolicznie oczyszcza – co pokazuje wylaniem brudnej wody), z pogodą, z pociągami, bo zawożą ją w miejsca, w których docenia inny krajobraz…

Coraz mniej zaprzyjaźniona jest za to z ludźmi, „ale to lepiej, to tylko lepiej.”


Pralka przywołała jeszcze jedno ważne spostrzeżenie o współczesnym człowieku, który twierdzi, że nie ma na nic czasu: „nasze babki nie miały pralek, wszystko robiły same (m.in. szyły ubrania, prały ręcznie), a czasu im nie brakowało. Wie Pani jak to się dzisiaj nazywa? Nie brak czasu. To jest, proszę Pani, zajob! Doba trwa tyle samo dla człowieka „zajobowanego”, jak i dla twórcy czegoś wielkiego. Nie można się poddać zajobowi, a jeśli ktoś chce żyć właśnie w ten sposób – jego strata!”

Uwielbia chodzić na spacery zimą, bo ludzie są grubo i dokładnie odziani. Latem każdy się rozbiera i wszystko wypływa, jak na tacy. „Najpiękniejszy gatunek zwierząt” – prychnęła.

Idzie więc na spacer, bo piękna dziś pogoda. Wstaje z krzesła, składa je i przy wyjściu rzuca: „Napisać na kartce „zajob” i skreślić!”


Edward Hirsch „Drzewko figowe”

Chciałbym żyć jak to małe drzewko figowe,
które wyrosło na plaży ostatniej wiosny
i rozpostarło swe liście nad pokrytą piaskiem skałą.
Przez całe lato jego zielone owoce
(drobne kwiaty ukryte pod gładką skórą) uparcie
rozwijały się i rosły w blasku słonej bryzy.
Drzewo Poznania Dobra
i Zła było figowcem, jak napisano,
ale ta bujna dziczka była tylko przybłędą.
Pragnę żyć jak to pogięte drzewko –
samotne, gorzko-słodkie, absolutnie wolne –
które w najsilniejszym wietrze klękało,
lecz nie pozwoliło się wyrwać.
Wpatrzone w daleki horyzont
ze skały czerpało miód.

Tłumaczenie: Maja Wodecka

  • ooo kurka ale extra tekst !!! takie historie są 100 razy lepsze niż poradniki typu „co zobaczyć w …. „

    • Zgadzam się. Tekst wmurował mnie w fotel. Dwa razy czytałem, tak mi się spodobało.

      • <3 <3 <3
        ja również dobrą godzinę siedziałam wmurowana po tej wizycie.

  • „Może się wydawać, że rola słuchaczy jest prostsza. Wystarczy mieć zdrowe
    uszy, powstrzymywać się od przerywania innym, a podczas ich nierzadko
    długiego monologu, od czasu do czasu kiwnąć twierdząco głową, unieść
    pytająco brew, otworzyć ze zdziwienia usta… Ale ponoć o dobrego
    słuchacza dziś trudno.”
    Ej dokładnie o tym rozmawiałam wczoraj z Miętą. Że nikt już nie słucha. Że w 8 przypadkach na 10 mówisz coś do człowieka i widzisz na jego czole jak już kmini co powiedzieć następnego, w ogóle go nie interesuje co ty mówisz tylko co on może powiedzieć w następnym zdaniu. Hasztag trudne sprawy.

Scroll Up
Inline
Inline