Neapol. Przybyłam, zobaczyłam, oceniłam.

In Podróże, Włochy

Włosi mają powiedzenie: „Vedi Napoli e poi muori” co oznacza: zobaczyć Neapol i można umierać. Po wizycie w lipcu 2020 zmieniłabym je na coś w stylu: jeśli nie umrzesz, ani niczego nie złapiesz w Neapolu, jesteś prawie nieśmiertelny.

Przybyłam, zobaczyłam, oceniłam.

Najlepsze, co mi się w Neapolu przydarzyło, to pociąg do Rzymu.

No dobra, aż tak źle nie było. Od dawna chciałam na własne oczy (a także własne dziurki w nosie) sprawdzić, czy rzeczywiście jest tam tak, jak piszą. Brudno, śmierdząco i odpychająco.
I kurcze – jest.
Mówi się, że we Włoszech im bardziej na południe, tym „gorzej” (biedniej, brudniej i generalnie inaczej niż na czystej i bogatej północy). Ale Sycylia ani w połowie nie jest tak zawalona śmieciami, jak sama tylko Hiszpańska Dzielnica Neapolu!

Nie polubiliśmy się. Nie pomogła nawet wegańska pizza u Sorbillo.

(Ani pełnia księżyca nad Wezuwiuszem, chociaż przyznaje, że to bardzo mocny as w rękawie. Następnym razem kiedy zobaczę pełnię nad blokami na Mokotowie, skisnę odrobinę z zazdrości.)

Trzy i pół dnia, ponad 70 km przebytych pieszo. Neapol widziany z góry i z podziemi, o wschodzie i zachodzie Słońca, z lądu, z powietrza i z morza. Na trzeźwo i po kilku spritzach wypitych w 30 stopniach Celsjusza. A i tak wszystko, co widzisz, to przepełnione kubły, gnijące odpady, worki śmieci rzucane na prawo i lewo. Czego nie widzisz od razu, a potem jest już za późno, to psie kupy. Tak, w Warszawie też są, ale nie na taką skalę.

Włosi, zapytani, dlaczego Neapol jest jaki jest, podczas kiedy inne miasta zdają się mieć sprawę śmieci pod kontrolą, odpowiedzą: „it’s complicated”.  Ale dla mnie to nie idea wywożenia lub nie wywożenia śmieci z powodu MAFII (!!!) jest nie do pojęcia, a fakt, że jest to oczywistość, z którą nikt w 2020 roku nie robi absolutnie nic. Być może ciągle jeszcze za krótko jestem żoną Włocha, żeby to zrozumieć.


Tyle z narzekania. Pozostały czas, kiedy akurat przypadkiem nie wdeptywałam w kupę, albo prawie umarłam potrącona skuterem na zielonym świetle dla pieszych, spędziłam całkiem przyjemnie. Złapałam trochę koloru, wypiłam sporo bardzo mocnej i bardzo dobrej kawy, zjadłam prawdziwą neapolitańską margeritę (rip mój weganizm), a poza tym naprawdę przyzwoity obiad z widokiem na Wezuwiusza w jednej z najlepszych wegańskich restauracji w Europie! Zwiedzanie w trybie wyłączony telefon i koniec języka za przewodnika, także tym razem nie zawiodły. Z resztą, byłą to pierwsza od miesięcy podróż. Zniosłabym i Bangladesz!

plany wyrzuć na stertę śmieci i daj się ponieść wąskimi uliczkami

Gdybym ponownie szykowała się do wyjazdu do Neapolu (nie ma takiej opcji, ale jeśli planujecie, to posłuchajcie mądrej Mariny po szkodzie), nocleg w Dzielnicy Hiszpańskiej zamieniłabym na nocleg w dzielnicy Chiaia lub Vomero. Nadal dobrze skomunikowane z centrum i większością atrakcji (Chiaia to taka warszawska Mokotowska, a do Vomero szybko można dostać się funikularem), a jednak czyste (szok i niedowierzanie!), schludne, ciche i bez turystów.
Ze słynnych pizz spróbowałam tylko tej u Sorbillo i rzeczywiście wymiata, aczkolwiek jako członek klubu grube ciasto, dopiero w Rzymie odetchnęłam spokojnie. Jeśli jadacie kolacje o polskiej porze, nie ma potrzeby rezerwować stolika, nawet w sobotę. Żaden szanujący się Neapolitańczyk nie myśli o kolacji o godzinie 19:00. Tak wczesna godzina otwarcia jest tylko i wyłącznie dla turystów i w tym jednym przypadku nie przeszkadzało mi byciem jednym z nich.

Pod względem jedzenia ulicznego, Neapol śmiało można porównać do Nowego Jorku. W żadnej innej części Włoch nie widziałam tak odjechanych potraw. Spaghetti frittata, cornetti z nutellą, bitą śmietaną i laskami kinder bueno, oraz wszystko, co tylko można smażyć, smażone w głębokim tłuszczu. Nie mogłam nie spróbować smażonej pizzy. Kulki ciasta smażone w oleju to moja absolutnie ulubiona włoska przystawka, ale na ogół są to 2-3 małe kuleczki. Wiesz, że po zjedzeniu ich, nie umrzesz w ciągu 5 sekund na miażdżycę. Idea smażonej pizzy jedzonej o 12 w południe, przy 30 stopniach w powietrzu, nie tyle przerażała mnie, co nie zachęcała. Przypadkiem jednak natknęłam się na frigittorię z rozgrzewającą olej właścicielką. Po włoskich kobietach, szczególnie tych z południa, nigdy nie wiesz, czego się spodziewać. Słusznie, bo nie raz przekonałam się, że przyjazne twarze bywają złudne. Na szczęście, dla równowagi, na ogół te wyglądające na groźne i niedostępne, po chwili rozkładają cię na łopatki swoim humorem. Właśnie taka okazała się 80-letnia Fernanda, która smaży pizzę odkąd tylko pamięta i prowadzi jedno z najsłynniejszych w Neapolu miejsc z pizzą frittą. Zabawna kobieta, muszę przyznać. Narzekała na kwarantannę spędzoną u córki na wyspie Capri (sic!), dlatego teraz podwójnie cieszy się na każdego turystę i ponownie otwarty lokal w Neapolu.

Ubzdurałam sobie, że we Włoszech pierwsza niedziela miesiąca przynosi ze sobą darmowe wejścia do muzeów i galerii. I owszem, ale od listopada do marca. W wysokim sezonie promocja nie obowiązuje. Niech nie zniechęci was to jednak przed wizytą przynajmniej w Muzeum Archeologicznym. Pękający w szwach piękny budynek przepełniony antykiem – lubię gubić się w takich miejscach.
Z arcyciekawych, uważam, rzeczy jest tu masa malowideł ściennych, a także obrazów z I i II w., Willa Papirusów, czy wnętrza pompejskich domów. [Wystarczyła chwila, a zgubiłam się na Wikipedii czytając o odnalezionych w Herkulanum, mieście nieopodal Neapolu, 2 tysiącach papirusowych zwojów!] Jest tam także sala z rzeźbami z marmuru, ale nigdzie wcześniej nie widziałam antycznych rzeźb z kolorowego marmuru, czy łączonego z np. porfirem. Tam akurat chętnie bym wróciła! (Szczególnie dlatego, że Secret Cabinet, sala z antyczną sztuką erotyczną, była zamknięta (sic!).

Jeśli natomiast nie jesteście fanami muzeów, ani nie wiecie kim jest Alberto Angela, to nie mamy o czym rozmawiać  ulice Neapolu i tak bardzo dobrze posłużą za lekcję historii. (Historii rozkładu poszczególnych opakowań w szczególności). Nie no, serio, ładne miasto. Jest co oglądać.

Neapol w / po pandemii

Mając za sobą połowę roku 2020 liczyłam co najmniej na wybuch Wezuwiusza. Obserwowałam go z każdego możliwego miejsca, ale nie puścił pary z ust. Codzienne życie w mieście nie różni się od naszych realiów. W sklepach, muzeach i komunikacji obowiązują limity osób oraz maseczki i dezynfekcja rąk. Na ulicach jedynie starsi ludzie noszą maski, poza tym przesiadują, jak zwykle w barach i grają w karty. Targowiska hulają życiem (ale nie dla ryb, hehe), piekarnie i ciastkarnie działają na pełnych obrotach. Neapol, w przeciwieństwie do Rzymu, wydaje się żyć normalnie. Opustoszały Rzym (a dzięki temu jeden z najlepszych dni w tym roku) na blogu już wkrótce!

  • eh. 😛 no każdy lubi coś innego. ja akurat tych kup nie pamiętam, albo ich nie było – nie wiem 😀 ale vibe i wszystko w tym mieście jakoś mi tak podpasowało, że kminię powrót na jesień. xD

    • Może ja już wykorzystałam cały swój limit miłości na inne włoskie miasta po prostu 😉

Scroll Up
Inline
Inline