Mój foto sprzęt + wskazówki dla początkujących

In Przekrój

Często pytacie mnie w mailach..  Nie, nikt z was nie zapytał mnie w mailu o nic i w ogóle mało dostaję pytań (a jeśli już, to czy długo czekałam na telefon z zaproszeniem na rozmowę w PKP – jeśli jakieś seo wyszło mi w życiu dobrze, to tak się składa, że akurat w najmniej fotogenicznym wpisie!). Zdarzyło się jednak kilka (na co mam screeny!) dotyczących sprzętu i obróbki, pomyśłałam więc, że to odpowiedni moment na tego rodzaju influencerstwo.


Poniższe wskazówki potraktujcie jako dodatkowe rady dobrej znajomej, niż techniczne wsparcie profesjonalnego fotografa – z oczywistych względów. Daleko mi też do nazwania się fotografem, nawet jeśli zarabiam na zdjęciach. U mnie jest to hobby, które ciągle jeszcze poznaję – uwierzycie, że dopiero od miesiąca mam swoją pierwszą stałkę?! (Z którą nota bene teraz nie potrafię się rozstać). W czasach kiedy każdy może szybko „zostać fotografem”, osobiście cenię sobie czas, który poświęcam na poznanie tej dziedziny sztuki, na błędy, fascynację nowym szkłem. Traktuję to hobby jako proces, który rozwijam, i który rozwija mnie. Koniec filozofowania, do szczegółów! 

mój sprzęt

Panasonic Dmc GX80 i szkła: Panasonic Lumix G Vario 14-42mm F/3.5-5.6 II ASPH OIS, Panasonic LUMIX G 45-200 mm f/4.0-5.6 II POWER OIS, SIGMA A 19 mm f/2.8 DN, lampa, filtr, statyw i stos baterii.

W porównaniu do większości fotografów, których pewnie śledzicie, nazwałabym ten zestaw dziecinnym. Ani to profesjonalne, ani nawet drogie. Ale tu właśnie zaczyna się najważniejsza lekcja fotografii, którą musicie sobie przyswoić: to nie sprzęt robi zdjęcia. Owszem, wolałabym płakać w Ferrari i narzekać na ból pleców od olbrzymiej puszki najnowszego Canona, ale dopóki nie stać mnie na tego typu zabawki, wykorzystuję do maksimum to, co mam.

Na pewno wschody i zachody słońca w 100% pomogą wam w osiągnięciu spektakularnego efektu. Ja tu tylko przycisnęłam spust migawki.

Kupując Panasonica wiedziałam o aparatach tyle co nic, czemu więc zdecydowałam się na bezlusterkowiec? Bo w sklepie była promocja. Szłam z zamiarem zakupu popularnej wówczas lustrzanki Nikona – jak dobrze, że była wyprzedana, a ja nie należę do osób, które lubią czekać! Dziś w 100% nie żałuję, że (przypadkiem) poszłam w system micro 4/3 – mój aparat jest mały i lekki, przez co łatwo jest mi mieć go zawsze przy sobie – z jednym szkłem jestem w stanie upchnąć go w małą, damską torebkę. Na dodatek jest też całkiem szybki, mogę dobierać do niego szkła różnych producentów, a zdjęcia przesyłać sobie przez wbudowane wifi, czy wykorzystując specjalną aplikację na telefonie. Dla mnie i zdjęć, które robię, był to strzał w dziesiątkę! W czerwcu właśnie tym zestawem (z dodatkowo wypożyczonym szkłem Olympus 25 mm f/1.8 sfotografowałam ślub!)

Lekcja druga i zarazem ostatnia, to opanowanie trybu manualnego. Przyznam się, z lekkim niesmakiem, ale bez wstydu, że jeszcze dwa lata temu 100% moich zdjęć powstało w trybie… auto. Zgrywałam twardziela i udawałam, że coś ustawiam, zupełnie nie mając pojęcia co robię. Efekt? Masa wpisów na blogu ze zdjęciami, które pokazują, że cudów nie ma – trzeba siąść, przeczytać instrukcję aparatu, obejrzeć masę tutoriali (na końcu wpisu podlinkuję kilka kanałów, które lubię oglądać) i przede wszystkim próbować, próbować i w końcu wszystko wejdzie wam do głowy. I chociaż nadal masa zagadnień technicznych jest dla mnie tajemnicą, a z ogromnej ilości ustawień w aparacie nawet nie korzystam, to focus jest zawsze tam, gdzie ja każę mu być. No dobra, w 95 % przypadków.

Postprodukcja

Wszystkie moje zdjęcia lądują w Lightroomie, część w Photoshopie. Zauważyłam, że fotografowie lubią dzielić się na team lightroom i team photoshop, jednocześnie narzekając na program, z którego nie korzystają. W tym przypadku, jak zwykle z resztą, wybór programu zależy od osobistych preferencji i efektu, jaki chcemy uzyskać. Zdjęcia z podróży na ogół traktuję jednym (w 90% przypadków tym samym od kilku lat) presetem, po czym każde z osobna dopieszczam już ręcznie. Jednak portrety pakuję do photoshopa i nad każdym spędzam trochę więcej czasu – w końcu nikt nie chce oglądać zdjęć modelek z pryszczami 😉

Photoshop przydaje mi się jeszcze najczęściej w innym przypadku – do usunięcia brudu z jasnych powierzchni (niebo, czy ściany). Niewidzialne gołym okiem paprochy to moja zmora, a częste zmienianie szkieł (także na plaży) to większa szansa na dostanie się brudu w te części obiektywu, których nie wytrzemy na szybko tshirtem. Healing brush tool był więc chyba jednym z pierwszych narzędzi, których nauczyłam się do perfekcji.

Widok Lightrooma-  zdjęcie po lewej prosto z puszki, po prawej – po mojej edycji. Jak widać, operuję jedynie kolorami i tonami, nie zmieniając drastycznie zdjęcia. Wizja, ustawienia manualne i dobra modelka zrobią całą robotę.

jak robić lepsze zdjęcia?

Kompleksowy poradnik znajdziecie u Pauliny (tutaj)  i przeczytajcie go od A do Z (po tym wpisie zapragniecie też kupić pełną klatkę i wyjechać do Norwegii ;)). Od siebie nie będę dodawać rad technicznych, ani znanych i powtarzanych – naucz się kompozycji, balansu bieli, bla bla… Choć są one ważne i bez nich będzie wam ciężko (albo zostaniecie artystą współczesnym mającym w dupie wszelkie zasady – jak kto woli), zdjęcie musi mieć także „to coś”. Myślę, że warto być po równo krytycznym i konsekwentnym wobec siebie. Autokrytyka najlepiej pomoże wam zrozumieć popełniane błędy, a konsekwencja przyda się do budowania swojego stylu w fotografii. W końcu rozpoznawalność poprzez prace to wisienka na torcie fotografa. Tak mi się przynajmniej wydaje.

Na koniec odnośniki do blogów dziewczyn, które bardzo dobrze znają się na fotografii i mnie do nich daleko. Znajdziecie u nich bardziej techniczne wskazówki i porady, a przede wszystkim masę inspiracji.

  • Vryga.pl czyli wspomniana wyżej Paulina Wierzgacz
  • Zenblog.pl Aneta Kicman, która jest moim guru zdjęć ślubnych i robi piękne portrety – zdjęcia mnie wykonała właśnie Aneta (sprawdźcie także jej portfolio ślubne yourstory.pl)
  • myownphotostory.pl Wioleta Lipińska, która fajnie eksperymentuje z różnymi rodzajami fotografii, co opisuje bardzo praktycznie.

I kilka kanałów na you tube, które śledzę:

  • Jessica Kobeissi – oglądałabym ją, nawet gdyby robiła poradniki o błocie i betoniarkach, ale poza tym, że jest piękna i zabawna, wie, co mówi.
  • Aleksander Ikaniewicz – prościej niż u Ikaniewicza już się nie da – wszystko wytłumaczone jak krowie na rowie, z jego charakterystycznym humorkiem.
  • Kayleigh June – portrety, beauty i photoshop od podstaw.

Na yt znajdziecie oczywiście milion innych kanałów, ja jednak jestem jeszcze sprzed ery życia w yt, wobec czego średnio sama się tam odnajduję. Dlatego jeśli sami/same znacie jakieś super kanały – dawajcie znać! No i róbcie zdjęcia, jeśli tylko sprawia wam to przyjemność. Nie bójcie się opinii innych, pytajcie o pomoc czy wskazówki, szukajcie swojej drogi i przede wszystkim nie wpadajcie w gadżeciarstwo. Osobiście kiedy sama zaczynam narzekać na brak najnowszego sprzętu, przypominam sobie o świetnych fotografach z lat 70-80, którzy swoje topowe dziś zdjęcia robili podstawowymi analogami. Wiecie, że Letizia Battaglia dzieliła się obiektywem z dwoma innymi dziennikarzami, a od gazety, z a którą zaczynała pracę jako fotograf, dostała tylko puszkę, bez żadnego obiektywu?! Można? MOŻNA!

Ps. po moje najlepsze zdjęcia zapraszam na instagram i portfolio.

  • o Dżizas co ja pacze !!!! <3 ale napisałaś dużo dobrego – faktycznie to nie aparat robi zdjęcia, w tym wszystkim chodzi o coś więcej. Poprawne kadry są tylko poprawne, ja sama szukam ciagle jakiegoś efektu wow, który zaskoczy i mnie i odbiorcę – sztuką jest oddać klimat chwili na zdjęciach.
    Ja mam z kolei zapytania czym robię zdjęcia.. i każdy oczekuje pewnie odpowiedzi pełna klatka Canon, Nikon albo Sony który teraz jest na czasie… a jak słyszą Olympus to nagle szok i niedowierzanie, choć to są bardzo dobre aparaty, ale micro 4/3 jak u ciebie. Ja mam wtedy fun 🙂
    Lubię te twoje reporterskie, trochę melancholijne spojrzenie na świat 🙂 może dlatego że sama nie czuję się mocna w tego typu kadrach więc karmię się twórczością innych

    • Właśnie ja też się zdziwiłam jak zobaczyłam Cię na statku z Olympusem! 😀

  • Dziś mam dzień z Twoim blogiem Marina, otworzyłam sobie fajne wpisy i mam umowę sama ze sobą, że jak kończę kolejną rzecz z mojej dzisiejszej „to do list”, to czytam post. 😛 A w ten to musiałam kliknąć zobaczywszy zdjęcia!! 😀

    Powiedzenie, że nie aparat robi zdjęcia, zawsze przypomina mi dwie rzeczy. Pierwsza jest taka: w Stanach próg wejścia do branży profesjonalnych fotografów jest o wieeele mniejszy niż w Polsce, przede wszystkim ze względu na stosunek zarobków do cen aparatów. Serio, to jest nieporównywalne… aparaty w PL praktycznie nie są tańsze, a jednak jak wiele niższe stawki mają fotografowie i też jak wiele mniej zarabia się na etacie (a przecież zwykle to z etatu zbiera się pieniądze na sprzęt i zaczęcie nowej zawodowej drogi). Co za tym idzie, praktycznie każdy początkujący fotograf, który jednak myśli poważnie o swojej przyszłości w tym zawodzie, MA sprzęt z górnej półki od początku. Dla mnie to było niewiarygodne, gdy zaczynałam fotografować zawodowo… obserwowałam chyba wszystkich ówcześnie cenionych fotografów ślubnych w Polsce (a to była wtedy taka mała, znająca się grupa :P) i marzyłam by kiedyś stać się jednym z nich. 😀 To było jakieś 10 lat temu. 😛 Oczywiście jak to ja zrobiłam porządny research i poszukałam też najbardziej cenionych fotografów w Niemczech, UK, Stanach i Włoszech! Szukałam wtedy też informacji jakim sprzętem fotografują (zwykle portretowe na zagranicznych stronach było z aparatem w ręku więc łatwo było poznać :D) i fotek z backstage’u, żeby zobaczyć jak uzyskać taki efekt, jaki mają workflow, etc.

    I naprawdę oniemiałam. Mieliśmy wtedy w Polsce jednych z najlepszych fotografów ślubnych na świecie. Rankingi międzynarodowych organizacji, które doceniały ślubnych fotografów, robiły rankingi, organizowały konkursy najlepszych zdjęć w różnych ślubnych kategoriach były praktycznie ZDOMINOWANE przez Polaków. Którzy pracowali ze światłem zastanym, wykręcali w postprodukcji kolory skóry, o których nie śniło się fotografom w Stanach, tworzyli na zdjęciach nieprawdopodobne emocje między ludźmi i robili takie klaty reportażowe, że kapcie spadały z wrażenia. 😛 Co procentuje do dziś, bo moim zdaniem, w kwestii postprodukcji zdjęć polscy fotografowie ślubni wymiatają jak nikt (duża rola w tym takich wzorów jako Adam Trzcionka, Sebastian Małachowski i Krzysztof Tkacz i ich warsztatów).

    I teraz najlepsze: no i gdy tak wchodziłam na strony „najlepszych” amerykańskich fotografów to wręcz byłam zszokowana, że pracując na najnowszym, górnopółkowym sprzęcie, robią zdjęcia jak… no… początkujący fotografowie w Polsce. Wtedy dużo się temu przyglądałam i doszłam do wniosku, że to jest tak:

    Kiedy zaczynasz na niedoskonałym sprzęcie (ok, dzisiaj bym powiedziała, że w sumie każdy jest niedoskonały, ale wiadomo, że taki za 3 tys. rodzi więcej problemów do ominięcia niż ten za 10 tys. :P), to uczysz się kreatywnie obchodzić jego niedoskonałości. Pierwsza sesja jest ujowa. Druga średnia. Przy dziesiątej już ogarniasz, a przy którejśtam jest naprawdę nieźle, umiesz już przewidywać wszystkie wady sprzętu i zamieniać je w zalety lub obchodzić je w postprodukcji lub w trakcie fotografowania. Ale gdy zaczynasz na wręcz (tak się z początku wydaje…) doskonałym sprzęcie… To te zdjęcia od początku JAKOŚ wyglądają. Nie są świetne, niesamowite… Są raczej przeciętne, ale ujdą. W ludziach, którzy nie mają takiego sprzętu i nie otrzymają takiej plastyki obrazu… wzbudzą nawet podziw, bo to przecież JEST pewna jakość. Przynajmniej pod względem technicznym – jest poprawnie. I wydaje mi się, że tę „poprawność” jest po prostu cholernie trudno przekroczyć. Dużo trudniej niż miałkość, problemy z ekspozycją i brzydotę, bo to przecież denerwuje i chce się być lepszym. 😛

    To jest taka moja pierwsza refleksja na „to nie aparat robi zdjęcia”.

    A druga jest taka, że… nie, to nie aparat, ale dobry bardzo pomaga. Niestety, jak bardzo bezlitośnie i mało „magicznie” to nie zabrzmi… nie, nie jesteśmy w stanie robić świetnej, wyrównanej jakości materiałów niezależnie od warunków na każdym sprzęcie, niestety (co innego jeśli mam chociaż część kontroli nad warunkami, np. podczas sesji, a nie repo). I mimo, że osoba fotografa ma ogromne znaczenie, jego kreatywność, poczucie estetyki, duch pracy, uważność, DETERMINACJA w trakcie pracy, znajomość zalet i wad swojego sprzętu, doświadczenie, przewidywanie sytuacji, przygotowanie… to mimo wszystko, bez celnego autofocusa, przynajmniej niezłej klasy obiektywu i wysokiego używalnego ISO w pewnych warunkach… te wszystkie cudowne cechy to będzie mimo wszystko za mało! Piszę to myśląc o fotografii ślubnej (głównie reportażach), w której często nie mamy wpływu na warunki zastane, a które wielokrotnie są… no powiem to – SKRAJNE. To nie będzie za mało do dobrych warunków – jasne. Ale trzeba pamiętać, że naszym zadaniem jako fotografów jest robić wyrównanej jakości materiały, niezależnie od warunków, i dlatego – według mnie – inwestycja w sprzęt jest WAŻNA. Jest ogromnie ważna dla naszego rozwoju, ale też dla naszej marki – tj. świadczenia usług o podobnym poziomie jakości, niezależnie od warunków.

    Często porównuje się fotografów do kucharzy – że to faux pas powiedzieć, że smaczne danie jest wynikiem świetnej jakości garnków a nie umiejętności kucharza. Taaak, tak jest… Ale chyba każdy, kto próbował ugotować owsiankę w przypalającym nawet wodę rondelku potwierdzi, że garnki nie są całkowicie bez znaczenia. 😛

    Co ja tu chciałam napisać? Chyba głównie to, że to lepiej dla nas, jeśli nie jest nam od początku tak łatwo. Jesteśmy o wiele, wieeele lepiej przygotowani. I dzięki temu potem, potrafimy stanąć na głowie, a z beznadziejnych warunków zrobić materiał życia. 😛 I nie trzeba mieć do tego najlepszego sprzętu, ale trzeba mieć wystarczająco dobry do tych zadań, które sobie wybraliśmy. 😛 O tak.

    • Aha! I dziękuję przeserdecznie! Za takie miłe słowa i link do Yourstory i Zenka, i w ogóle bardzo mi miło, że zdjęcia Cię cieszą!!! Największa satysfakcja dla robiącego zdjęcia, jak ktoś je sobie wstawi – serio. 😀

      • Twój komentarz wylądował w spamie (ten pierwszy) i żadnymi siłami nie mogę go stamtąd wyciagnąć 🙁 ale przeczytałam – trochę się nie dziwie, że znalazł się tam, gdzie się znalazł 😀 6 tysięcy znaków?! ŻART! 😀

        Porównanie z kucharzami świetne, ale jednak z aparatami jest inaczej – wystarczy zobaczyć co wyczyniają ludzie aparatami w smartfonach jedynie. I masz 100% rację, że nawet kiepski fotograf z bardzo dobrym sprzętem zrobi (pod jakimś tam wzgledem) poprawne zdjęcia, ale dla mnie sztuką jest wyczarować cudo nawet jeśli ma się tzw ziemniaka. Alee tak naprawdę to chciałam przez ten akapit powiedzieć, że nieważne czym fotografujesz, ważny jest efekt. Jeśli potrafisz obronić swoje zdjęcie (=jeśli zdjęcie samo się broni), to dla mnie może być ono nawet zrobione motorolą z klapką :p

        Śluby to wiadomo. Ja upadłam na głowę porywając się na to z moim aparacikiem, także nawet nie dyskutuję 😀 Masz absolutną rację 🙂

        • Moim zdaniem: „wystarczy zobaczyć co wyczyniają ludzie aparatami w smartfonach jedynie” – tak, kiedyś nawet zrobiłam o tym wpis! 😛 Oczywiście, ale zauważ, że wtedy kontrolują chociaż w części warunki zastane. Tj. wybierają gdzie zrobić zdjęcie, o której godzinie, w którą stronę skierować kadr, etc. Co innego w reportażu. Też uważam, że można robić znakomitą robotę słabej jakości sprzętem. Ale nie wszędzie i nie wszystko.

          Zdaję sobie sprawę z ograniczeń technicznych – np. aparat ze słabym autofocusem nie przeskoczy problemu migających świateł i zdjęć pod nie, np. na weselach. Nie ma tam możliwości ustawiania ludzi tak, żeby „aparatowi było wygodnie”. Z niskim, używalnym ISO będzie problem, by zrobić zdjęcia w drewnianym, małym kościele. Niestety popularne jest mówienie, że nie trzeba wiele, ale moim zdaniem jeśli robimy to zawodowo, niestety, wystarczająco dobry sprzęt jest ogromnie ważny. W innym przypadku – kiedy jakość naszej pracy zależy od tylu aspektów (czy będzie wystarczająco jasno, czy światła nie będą migały, czy ludzie ustawią się tam, gdzie chcemy, czy ściany wnętrz/sufit będą białe etc.) nie możemy mówić o niezawodności, rzetelności…

          Ja wiem, że to jest pozbawienie tego magicznego myślenia, że wystarczy oko… Ale gdyby tak rzeczywiście było, nikt nie kupowałby profesjonalnych aparatów. To tak naprawdę jest cena niezależności od warunków. Nie cena dobrych zdjęć.

          „Alee tak naprawdę to chciałam przez ten akapit powiedzieć, że nieważne czym fotografujesz, ważny jest efekt.” – no taaak, wiadomka 🙂

          • W zupełności się z Tobą zgadzam i jako hobbystka pisałam ten tekst, nie jako profesjonalistka 😉

          • Rozumiem, ja też się z Tobą zgadzam, przedstawiłam tylko moje osobiste odczucia, po prostu jako osoby, która robi zdjęcia, czy to profesjonalnie czy prywatnie – bo przecież takie też robię. Nie chciałam dyskutować z Twoim punktem widzenia, tylko rozszerzyć tę myśl, bo temat po prostu jest ciekawy i warty rozmowy w różnych jego aspektach.

  • L.

    nadal nie rozumiem, ocb w tym sprzecie, ale mam nadzieje, ze jestem twoja inspiracja jesli chodzi o wyostrzanie (hehe). robisz najpiekniejsze zdjecia, to wszystko jest w oku, a nie w tym, co trzymasz w reku 🙂

    • Już edytuję post i dodaję odnośnik do Twojego profesjonalnego insta
      <3 Ty też <3

  • to ostatnie jako doskonały przykład do case study „jak zrobić dobre zdjęcie na plaży, gdzie tylko nuda, parawany i dzieci w dmuchanych kółkach”! 🙂

    • Jeśli przypadkowo jesteś nad morzem w Holandii, jest listopad i zajebista mgła 😀 no albo ktoś ma płaszcz i sobie przechodzi 😀

  • Zgadzam się z tymi słowami w 100% od początku do końca. Ludzie strasznie lecą na lepszy i droższy sprzęt, zapominając przy tym, co jest najważniejsze w fotografii. Nie każdemu potrzebna jest wielka ciężka lustrzanka, żeby robić przepiękne i w ogóle idealne zdjęcia. To fotograf robi zdjęcia. I fajnie, że wspomniałaś o fotografach-ikonach. Oni przecież robili swoje najlepsze zdjęcia najprostszymi aparatami.

    Już klikam w polecone przez Ciebie linki. A nuż też się zainspiruje.

    https://walk-with-photography.blogspot.com/

    • Kiedyś też nas bedzie na takie stać, a tymczasem wykorzystujmy wyobraźnię i też będzie dobrze! 😉

  • w zasadzie chętnie bym coś dodała, ale… nie mam czego. sama nie jestem super sprzętowa i sprzet dokupuję tylko wtedy, kiedy _naprawdę_ potrzebuję (np. nie poszłabym na wesele bez zewnętrznej lampy). u mnie w ogóle dziwna tendencja się zadziała – coraz częściej fotografuję telefonem 😉 nie są to wielkie dzieła, ale zaczęłam (wreszcie! po latach!) doceniać fakt, że mam go przy sobie tu i teraz i w 60 sekund zdjęcie jest obrobione i gotowe do posłania w świat. przerzucilam się też na bezlusterkowca. a byłam lustrzankowym snobem!

    teraz musisz druga część poradnika napisać: jak robić zdjęcia. sama miałam 100 lat temu coś takiego stworzyc (moooże za kolejne milion lat), ale jestem za dużym leniem. Ty jesteś młodsza, jeszcze Ci się chce!

    • jestem mega ciekawa Twoich zdjęć z nowego sprzętu właśnie (czytałam newsletterek)!

      • W samych zdjęciach nie na różnicy, odrobinę w sposobie robienia może bo muszę się do wizjera elektronicznego przyzwyczaić 😉 ale w video jest! (tzn. będzie jak kiedykolwiek jakiekolwiek skończę)

Scroll Up
Inline
Inline