Marettimo – prawdziwa wyspa psów

In Podróże, Włochy

Nazywana przez starożytnych Greków świętą wyspą (Hierà Nèsos), Marettimo wydaje się być najbardziej wyciszoną pośród pozostałych wysp archipelagu Egadów, tymczasem dzieje się tam prawdziwa magia.

Kto w dzieciństwie nie raz zatonął po uszy w wyspiarskich historiach, temu Marettimo z pewnością przypadnie do gustu. Wystarczy rozejrzeć się po okolicy, a scenariusze filmów przygodowych i historie odkrywców piszą się same. I mówię to ja, 27-letnia realistka z nosem w dokumentach i reportażach! To tu odnajdziemy tajemnicze groty – spokojne, pełne tabunów kolorowych rybek i z niezwykle błękitną wodą, które podczas przypływów zamieniają się w śmiercionośne pułapki (na pewno nie raz widzieliście ten motyw w filmach), jak i opuszczoną latarnię po stronie wyspy, z której nie widać już nic (a daleko za horyzontem jest Afryka). Senne miasteczko, niewielu ponad 100 mieszkańców, skurczone staruszki ubrane na czarno, czy biały cmentarz na skale, z grobami „twarzą do morza” – czekałam tylko na sztorm, który wyrzuci na brzeg ciało półnagiej syreny, żeby autentycznie znaleźć się w jakiejś książce.

 

Po zachodniej stronie wyspy fale z impetem roztrzaskują się na starych murach zamku Castello di Punta Troia – IX wiecznej wieży obserwacyjnej ale i miejscu strasznego więzienia. Wydrążona w skałach cysterna do przechowywania wody bardzo szybko okazała się idealnym miejscem do przetrzymywania więźniów. Głęboka na 7 metrów, bez drzwi i okien, aż do 1844 roku służyła za więzienie. Osadzonych skuwano łańcuchami i spuszczano na dno po linie.

O tym, że ucieczka z tego miejsca nie była możliwa, na własne oczy przekonuję się podczas rejsu dookoła wyspy. To praktycznie jedyna, a z pewnością główna atrakcja tego miejsca – miasteczko jest tak małe, że wystarczy dosłownie 15 minut na spacer wszystkimi ulicami. Dlatego wypożyczenie łodzi, z kapitanem lub bez, to i tania sprawa i opcja na spędzenie czasu – w zależności od warunków na morzu i ilości przystanków, taka wycieczka trwa 3-4 godzin. Myślałam, że jestem wprawiona w rejsy, ale w połowie drogi (kiedy nie ma opcji na zejście na ląd) marzyłam już tylko o pocałowaniu ziemi.

Z pewnością jednak warto przemęczyć się te kilka godzin, bo to jedyna okazja, aby popływać w grotach, których jest całkiem sporo. W okolicach miasta woda, chociaż turbo niebieska, jest raczej zmącona. Dopiero daleko od portu widać różnicę, włosy na nogach, czy kolorowe rybki.

Miało być o psach. Długo zastanawiałam się, czy są one bezdomne, czy jednak nie, kto o nie dba i zabezpiecza przed kleszczami (wszystkie mają obroże). Wystarczyło jednak zapytać starego rybaka. Wyspiarskie psy są po prostu wolne. Nie należą do nikogo (poza tymi, które rzeczywiście ktoś trzyma w domu), chodzą po wyspie luzem i śpią, gdzie tylko mają ochotę. Trochę na zasadzie naszych wiejskich podwórkowych kotów, których z resztą też jest tam sporo.

15 sierpnia wyspa świętuje. Według miejskiej legendy, pewien rybak w podziękowaniu za połów, wyrzeźbił z drewna figurkę Matki Boskiej (figurka rzeczywiście istnieje), którą umieścił na skale, twarzą do morza. Z jakiegoś powodu mieszkańcy zdecydowali się przenieść ją w inne miejsce i w tej samej chwili ukruszyła się skała, zabijając innego rybaka. Od tej pory, raz w roku figurka wędruje dookoła miasta (w procesji na lądzie i na morzu), po czym wraca na swoje miejsce.

Tym sposobem mogę już odhaczyć swój pierwszy w życiu „zaliczony” archipelag! W skład Egadów poza Marettimo wchodzi Favignana i Levanzo (o których pisałam w ubiegłych latach), na szczęście Włochy mają jeszcze tyle wysp, że będzie jeszcze sporo do odwiedzenia!

Scroll Up
Inline
Inline