Listopad w Krakowie – coffee, cigarettes and bookshops

In Podróże, Polska

Nie pamiętam tak ciepłego listopada, ani jesieni spędzonej w większości poza domem. Co przetrwoniłam latem, odrabiam inną porą roku. Kraków to zawsze dobry pomysł na weekend, szczególnie w dobrym towarzystwie, nieprawdaż?

Chociaż teraz, kiedy słyszę: ,,nie ma czegoś takiego jak za mocna herbata z cytryną”, zastanawiam się czy na pewno dobrze dobrałam sobie kompankę.

Siedząc w domu niewiele może się zdarzyć, chociaż wiadomo, są wyjątki – komuś wybuchnie gaz i już dzień robi się zaskakujący. Ale nie oszukujmy się, nie są to ”atrakcje” z tych, które zdarzają się często. Natomiast wystarczy wyjść z domu, wsiąść w pociąg czy samolot i już może okazać się, że jest zupełnie inaczej, niż się spodziewaliśmy. Jeśli podróżujecie i jesteście otwarci na ludzi pewnie wiecie o czym mówię. Nawet na tak przewidywalnej trasie jak Warszawa – Kraków wiele się może wydarzyć (a znam osobę, która na trasie Warszawa – Brzeg ot tak poznaje przyjaciela Kapuścińskiego!), sumą czego po którymś razie przestajesz już wierzyć w przypadki.

Pewnie teraz umieracie z ciekawości, bo po takim wstępie na pewno oznacza to, że na tej nudnej i przewidywalnej trasie Warszawa – Kraków musiało wydarzyć się coś spektakularnego. Ale czy jeśli napiszę, że siedziałyśmy w przedziale z najprawdziwszą wiedźmą, to ktoś mi uwierzy? Z resztą, autentycznie boję się pisać o niej cokolwiek, bo czarownice dobrze wiedzą, kiedy, cytuję: ”puszcza się za ich plecami złe wiatry” i nie chodzi tu o bąki…

Im więcej miast poznaję, tym bardziej uważam, że najpiękniejszy na świecie jest Kraków. Można zakochać się w Rzymie, czy Paryżu (a osobiście mam jeszcze kilka innych miast, które wysoko plasują się na mojej prywatnej top liście), ale Kraków jest piękny, bo jest prastary i nasz i nikt mi nie powie, że kamienice i budynki nie są przesiąknięte historią, która aż kipi i spływa na człowieka. Owszem, pewnie spędzenie Dnia Niepodległości w Krakowie właśnie mocno przyczyniło się do tych wniosków (oraz Saska wiśniówka z nutką rumu – przyp.red.), ale żadne inne miasto w Polsce nie może z Krakowem konkurować i basta! To w końcu tam chowają królów, których zdrowie wypiłyśmy na Wawelu, a Wawel już nigdy nie będzie taki sam…

  • Ja tylko odnośnie herbaty (bo co do Krakowa się zgadzam, ja lubię!) to Tomasz nigdy nie wyjmuje torebki od herbaty z herbaty. Nigdy.

    PS: przejeżdżalysmy wczoraj obok zjazdu na Brzeg i od razu myślałam o Tobie!

    • Powiedziałabym: „wstąp na herbatę”, ale jednak do Warszawy i nie na super mocną!

  • A ten Kraków to wygląda u Ciebie jak jakiś Paryż albo Lizbona. Srsly.

Scroll Up
Inline
Inline