Prawdziwy wakacyjny dzień – kurs na Levanzo!

In Podróże, Włochy

Sycylia ma 105 otaczających ją wysp, czy dam radę zobaczyć je wszystkie? Od czegoś trzeba zacząć. Druga z trzech w archipelagu Egadi, dziś na blogu.

O mały włos nie przegapiliśmy wyspy – statek, który płynie na Levanzo, płynie także na Favignanę i to właśnie tam kierowało się całe 100 % pasażerów (poza nami), wobec czego kiedy kapitan krzyknął ”Levanzo!”, a nikt z podróżnych nie ruszył się z miejsca, nie wpadliśmy na to, żeby wysiąść. Coś nas tknęło i wyskoczyliśmy w ostatniej chwili, po odcumowaniu. Na Google images wioska wydawała się bielsza i większa. W rzeczywistości (a była 7 rano) chmury i mgła wiszące nad domami nie zapowiadały raczej pogody życia, a wioska okazała się wioseczką. O 7 rano po ulicach biegały tylko koty, wszędzie suszyło się pranie, a my czuliśmy się trochę jak intruzi. Domy położone są bardzo ciasno obok siebie, właściwie z jednego okna można wyraźnie zobaczyć, co w telewizji ogląda sąsiad. Nie ma tu wielkich turystycznych atrakcji, nie ma targów rybnych, a jeden z dwóch barów na wyspie był jeszcze zamknięty. Co robić o tej godzinie na głęboko śpiącej wyspie? Kupić bochen lokalnego chleba i pędzić w poszukiwaniu wszystkich rajskich plaż!

Znowu w życiu mi nie wyszło

Włoskie wyspy i otaczające je plaże to nie bałtycki drobny i miękki piasek. Buty trekkingowe, och buty trekkingowe, gdybym tylko je wtedy miała! Albo gdybym bardziej przykładała się do lekcji geografii w szkole, pamiętałabym, że Sycylia to wyspa powulkaniczna, kamienista.

Bardzo bawi mnie sposób w jaki życie (albo wszechświat, czy ktoś mógłby powiedzieć Bóg) sprowadza mnie na ziemię. Wiecie, macie jakieś plany, wszystko wydaje się być proste, jesteście spokojni, szczęśliwi i nie spodziewacie się, że coś może pójśc nie po waszej myśli. Oh well, mogłabym napisać książkę grubości wszystkich części Harrego Pottera o tym, jak nie raz, nie dwa, ani nie sto, się w życiu zdziwiłam. Przykład z Levanzo – patrząc na mapę wyspy wydaje się, że w ciągu całego dnia jesteś w stanie przejść ją całą. Być może w październiku, bo latem od godziny 10.00 jest już niewiarygodnie gorąco i duszno. Patrzysz z góry (bo na Levanzo ścieżek jest niewiele i większość idzie górami), widzisz tę przejrzyście czystą wodę i wyobrażasz sobie jak w niej pływasz, a wokół ciebie stado kolorowych małych rybek. W rzeczywistości rybki okazują się stadem meduz, w miejscu, do którego szedłeś dobrą godzinę, i to w jedynym, w którym wejście do wody było w ogóle możliwe.

Dwa podejścia do plaż, gdzie jedna pełna była właśnie tych parzących skurczybyków, a druga z pionową ścianą z marmuru, jedna ślepa uliczka – droga, za która było już tylko morze, oraz pragnienie dojścia na zachodnią część wyspy i latarnię morską – po ponad godzinie na słońcu, czerwoni jak raki i z malutką butelką wody, zasnęliśmy w lesie.

Rajska plaża, tylko di Caprio brak

Dotarliśmy do maluteńkiej plaży, pełnej już o tej godzinie ludzi. Ta woda była tak czysta, że widziałam odrastające na nogach włoski. To była prawdziwie rajska plaża.

Po południu miasteczko było już pełne ludzi. Statki rejsowe podpływały co 15 minut wypluwając grupy turystów jedną za drugą, a zmącona od motorówek woda nie wyglądała już tak zachęcająco. Uroki wakacji w całej swojej krasie, ale był to nasz jedyny prawdziwy wakacyjny dzień i chwała mu za to.

Scroll Up
Inline
Inline