Let me take you to Sicily #1: Marsala

In Podróże, Włochy

Jeszcze do niedawna o Marsali wiedziałam tylko tyle, że produkują tam wino oraz że jeden z ciemno-czerwonych (buraczkowych) kolorów nazywa się właśnie marsala. Dziś oburzam się kiedy sprzedawcy na straganach maja mnie za turystkę (jeszcze nauczę się tego waszego akcentu!) albo próbują naciągnąć na kasę, jakbym była pierwszy raz w mieście. Już tu przecież byłam i będę jakieś miliard kolejnych razy, wiec to tak jakbym szła sobie na wycieczkę po Brzegu. W moim wpisie nie znajdziecie wiec zbyt wiele przydanych informacji stricte turystycznych, a to dlatego ze i nasze wakacje tu nie są typowo turystyczne (śpimy i stołujemy się u teściów). Wszędzie biega też pełno dzieciaków, a obiady i kolacje naprawdę wyglądają jak te w filmach- tony jedzenia i dwa razy tyle ludzi. Jeśli wiec interesuje was miasto i rzeczywistość z punktu widzenia ‘mam stąd chłopaka‘, zapraszam.

Te wakacje były inne niż wszystkie inne wypady do Włoch. I nie zawsze było łatwo i nawet raz się popłakałam. Ale o tym innym razem. Wszystko się zmieniło bo (tak, hipstersko) jesteśmy wege i nie jemy nic odzwierzęcego. Wyobrażacie sobie wiec mój ból, a jestem jak dziecko- widzę=chce, kiedy nie mogę mieć rzeczy, na które mam ochotę? Kiedy chcesz loda, a w jedynej lodziarni w miasteczku nawet do sorbetów dodają białko mleka? Albo na wystawie piekarni pomiędzy trzydziestoma pizzami z serem widzisz jedną bez, a pani mówi, ze tam jednak jest roztopiony parmezan? Che palle… Wracasz wiec do straganu i kupujesz sobie banana. Ale są też i miejsca, gdzie zjesz i wegańskie cornetti, lody (nie sorbety, bo dla mnie to nie lody) 100 % roślinne albo arancini! Wszystko będzie w postach!! Dodatkowo, były to rodzinne wakacje, pełne wujków, dzieciaków i hałasu. Macie szczęście, ze na zdjęciach tego nie słychać.

Skoro miasto słynie z wina, to wypadałoby się i tego wina napić. Na nasze szczęście ojciec Sergio ma znajomości i zabrał nas na VIP-owska wycieczkę do winnicy Florio. Każdy może tam wejść i nawet spróbować win, ale w grupach zorganizowanych i z przewodnikiem. Nuda. Nas oprowadzał dyrektor, wszędzie, łącznie z fabryka i przechowalnia wszystkich wyprodukowanych butelek od 1833 (butelka z każdej nowej linii ląduje właśnie tam, dla potomnych)! Winnica jak winnica: stara, wielka, pachnie winem, kurzem i piwnicą, ale jak dostajesz 50 % zniżki w sklepiku, to masz już większy sentyment. Bardzo panu dyrektorowi dziękujemy, mamy nadzieje, ze nie przekroczymy limitu lotniskowego.

P1020921

P1020922

P1020913

No wiec oczywistym jest, ze jak tu przyjeżdżasz to a) przesiadujesz nad morzem, b) jesz (szczęściarzu). Plaż ci dokoła dostatek, lepsze- płatne, gorsze (?) darmowe. Lepsze są mam wrażenie dla tych wszystkich chłoptasiów w majtkach Versace, bo dostajesz piękny leżak (jeden obok drugiego), masz 5 metrów do baru i muzykę z głośników. Gorsze, bo rozbijasz się gdzie chcesz, masz spokój i uwaga taka sama wodę. Sami wybierzcie. Generalnie w samym mieście- mieście plaż nie ma. Jest jedna malutka, płatna jakoś abonamentowo (brat zapłacił z góry wiec używaliśmy hehe), Lido Boeo. Kameralna, z prysznicami, barem, niestety czasem tez muzyka. Korzystaliśmy jak nie chciało nam się jechać nigdzie dalej. Po drodze do Trapani można odbić na plażę do San Teodoro. I tu jest już naprawdę ładnie (ale omińcie te imprezowe) – woda jak laguna, kilometry płytkości, rybki, ruiny. Można tez pieszo dojść na mała wyspę, bo poziom wody jest tak niski. Ale nam nigdy się nie chciało, dajcie znać czy warto.

Po pływaniu pewnie zgłodniejecie, wiec jeśli macie szczęście to polecam załapać się na street food Sycylii- pane panelle. Dlaczego szczęście? Otóż 3 razy próbowaliśmy spróbować ponoć najlepszych w mieście (okienko zaraz za Porta Garibaldi) i 2 razy było zamknięte (przed 12), a raz stojąc już przy okienku, wszystko było już jednak wyprzedane (przed 12). Są na szczęście inne lokalizacje, znajdziecie na pewno. Panelle to taka szynka dla biedaków i omlet dla wegan. Pycha jeszcze kiedy jest gorąca. Co to takiego? Placek z maki z cieciorki smażony i wepchnięty w świeża bułę. Mniam. Na deser wiadomo lody- tylko i wyłącznie w Piazza Gelato. Nie traćcie kasy i energii na inne lodziarnie, bo naprawdę nie warto. Nigdy nie jadłam tak dobrych lodów, nawet Sergio nie jadł! Owocowe smakują jak owoce z samego raju, a wegańskie (bo są!!!!!!!!!)- ciemna czekolada, orzech laskowy i pistacja, robione są bez żadnych mlek! Orzechy, woda i olej. Basta. Naprawdę sprzedałabym za nie co najmniej nerkę. W barze obok, Juparana, maja wegańskie pełnoziarniste cornetti (ale zbyt słodkie moim zdaniem). Jeśli chodzi o kolacje, to najlepsza z najlepszych Ristorante Pizzeria Fratelli Pappalardo. Będąc w tym regionie wyspy musicie spróbować makaronu busiata (grube i poskręcane spaghetti) i pesto trapanese. Dla nas zrobili bez sera i było prze-py-szne!

P1030068

Tak, nie stać nas na żelazko.

P1010764

P1030061

Marsala produkuje także masowe ilości soli morskiej (albo morze produkuje, a ludzie to wykorzystują?)

No i to tyle z atrakcji miasta. Marsala sama w sobie nie oferuje zbyt wielu niespodzianek. Jest duże muzeum ze statkiem Fenicjan i przedmiotami sprzed Chrystusa, ale już to widzieliśmy na Mozii. Btw: Mozia- nie polecam. Not at all. Generalnie wyspa pięknie reklamowana, nowe statki co pół godziny tam i z powrotem, ale co za nuda! 5 euro za przejazd (w porządku) ale 9 euro za wstęp żeby zobaczyć dosłownie kilka kamieni jeden na drugim to już złodziejstwo. Jest muzeum; pewnie archeologiczne freeki miałyby tam fun, mnie zainteresowała tylko męska wersja Wenus z Milo. I dwa psy, które przywieźli turyści i już tam zostały.

P1020937

P1020949

Z góry uprzedzam także, ze bez samochodu na Sycylii, to jak bez kremu z filtrem. To tak jak PKS Brzeg, który jednak nie kursuje do wiosek w soboty ani w tygodniu po 16. Nie wiem gdzie najlepiej wynająć, bo my mieliśmy auto do dyspozycji. W Marsali są co prawda autobusy do Trapani czy Palermo, jest też pociąg do Trapani (polecam, raz zrobiliśmy sobie wycieczkę i było całkiem przyjemnie), ale nie kursują zbyt często.


Ten znak zawsze mnie bardzo bawi.

P1030050

Romantyczny zachód słońca zepsuł nam (uff!) pan rybak.

A w następnym wpisie powiem gdzie to i jak tam się dostać! (Samochodem brata hehe)

  • Piękne zdjęcia, piękne widoki aż zazdroszczę

  • Nie darowałabym te,u rybakowi 😉 taki zachód słońca w takim miejscu i Wam popsuł, eh. Chciałabym tam być, napić się winka, hmmm marzenie ściętej głowy, jak na razie. A te lody? ślinka na sam widok leci. Gorąco pozdrawiam.

    • Na szczescie rybak mial wiele ciakawych historii do opowiedzenia 🙂

  • Justyna Książek

    Niesamowite zdjęcia! ♥
    http://justynaksiazek.blogspot.com

  • Zdjęcia masz ciekawe 🙂

  • rewelacyjny blog , aż miło się czyta 🙂
    pozdrowienia

  • Super zdjęcia. fajna opowieść. Na Sycylii nie byłam, więc mnie bardzo zaciekawiła.
    Na wolny wieczór sobie zostawiłam zadanie… przeczytać ze zrozumieniem, wersję angielską 🙂

  • Ależ pięknie… mam tam znajomych, więc chyba w końcu się do nich wybiorę w odwiedziny. 😀

  • Doskonałe zdjęcia, choć trochę duże 🙂

    • dziekuje, tak, juz sie nauczylam, zeby ladowac je mniejsze (od nastepnego posta) 🙂

  • Cudnie 🙂 Z tym żelazkiem mnie rozwaliłaś haha 😀 no i spróbowałabym tych wszystkich win… W ogóle muszę się tam wybrać!

    • Cenie sobie szczerosc u ludzi haha, wiec nie moglam sciemniac 🙂

  • Aaale ekstra fotki! Są duże i ogladając na sporym monitorze (na takim jaki mam w tej chwili) ma się uczucie jakby się tam było 😀 Kocham Włochy, a Sycylia to moja niedoszła tegoroczno-wakacyjna destynacja…

    • w koncu ktos docenil rozmiar zdjec haha dzieki dzieki! :))
      co sie odlecze to wiesz, pojedziesz mam nadzieje innym razem 🙂

  • Ależ Ci zazdroszczę – tych widoków, tych zapachów i smaków, ale chyba najbardziej możliwości zaznania prawdziwego, włoskiego życia. Czekam na więcej. 🙂

  • Piękne widoki! 🙂 Widzę, że inni docenili rozmiar zdjęć, ja ekran mam spory, ale niestety internet już nie najszybszy, dlatego trochę trudno mi się je przeglądało.

    • dziekuje za opinie. to prawda, kilka osob rowniez mialo z tym problem, wiec kolejne posty mialy juz mniejsze zdjecia. trzeba sie uczyc na bledach 🙂 pozdrawiam

      • Podziwiam cię za pisanie bloga w dwóch wersjach językowych. To musi być sporo pracy

        • Dzięki 🙂 Jest trochę z tym zachodu, ale warto 🙂

  • Wspaniała fotorelacja, od razu obudziły się we mnie wszystko wspomnienia związane z Sycylią, Trapani, może znów uda mi się tak wrócić, byłoby wspaniale. 🙂 I ta klimatyczna winnica. 🙂

  • Przeciez lody tam musza byc nieziemskie!

  • Tym wpisem przypomnialas mi kilka cudownych dni, ktore kilka lat temu spedzilismy w Marsali… Najlepiej wspominam jedna upalna noc, spedzona w malej winotece niedaleko glownego placu. Pilismy wino do rana, rozmawialismy z wlascicielem, ktory kiedys mial polska dziewczyne i ktory chojnie dolewal lokalnego wina do naszych kieliszkow…

    Piekne zdjecia, wiesz? Dziekuje za te podroz w czasie 🙂

    • Czyli jednak ktoś był i słyszał o Marsali! Na ogół ludzie nie kojarzą tego miejsca, trochę dobrze, bo nie lubię tłumów, przez co nawet w wakacje jest tam w miarę ok. Ciekawi mnie, o której winotece mówisz, ale ich jest tam kilka. Ja miałam sytuację, gdzie mój facet kupował koszulę i właściciel zapytał, skąd jestem, ja, że z Polski, a on odpowiada: „miałem kiedyś dziewczynę z Mołdawii”… 😀 Yy, no to fajnie.. 😀

  • Przepiękne miejsce i cudowne zdjęcia! 🙂

  • Ostatnio jak tu byłam, skończyło się wielogodzinnym oglądaniem zdjęć z naszych wypadów na Sycylie, jak bardzo za nią tęsknię. 🙂

  • Piękne zdjęcia <3

  • przeglądając zdjęcia i czytając to wszystko co napisałaś (i odnosząc się do tytułu) mam ochotę napisać: tak pozwolę Ci się tam zabrać! 🙂 cudne miejsce (i smaczne :D), a co do tych „kilometrów płytkości” to jest to istny raj dla nieumiejących pływać (czyt. mnie hehe) 😀 pozdrawiam serdecznie! I zostanę u Ciebie na blogu na dłużej 🙂

    • No to rozgość się, proszę Cię bardzo 🙂 Nie dziwię się, swoją drogą, że dokopałaś się do postów z wakacji, bo sama chętnie bym się tam teraz przeniosła.

      • Oj tak, wakacje by się przydały 🙂 co prawda nie lubię strasznych upałów (swoją drogą uwielbiam zimę i mrozy, więc zaraz przeniosę się do Twoich opisów z Islandii :D), ale myślę, że dla Włoch „porzuciłabym” swoją niechęć do upałów i byłam w stanie je znieść 😀 może kiedyś będzie mi dane Włochy odwiedzić.

Scroll Up
Inline
Inline