El condor pasa- go where your <3 goes

In Podróże

„To ona już nie mieszka w Holandii?” To pytanie moja mama słyszy zdecydowanie najczęściej od różnych ciotek, sąsiadek i moich koleżanek z podstawówki. Nie ma się co dziwić, odkąd wyjechałam z Wierzbnika ostatnim pekaesem, miałam po drodze trochę przystanków. Postanowiłam je spisać, ale nie myślcie sobie, że ostatni, czyli Warszawa, to moje wybrane miejsce na ziemi, bo.. już zaczęłam szukać innych!

Pominę nudne miejsca jak Wrocław (będę studentką!) czy Poznań (bo mój chłopak tam mieszka!), bo to przecież nic specjalnego wyprowadzić się do Poznania. Wtedy też to dostrzegłam więc mierzyłam wysoko. A co może robić 20 latka, która nie zaliczyła nawet pierwszego roku? Klasyczny scenariusz, zostać au pair.

Rome

Miałam naprawdę dużo szczęścia, bo rodzina, która wybrałam nie należała do tych, które przeprowadzają długie rozmowy wstępne, chcą referencje i tego typu rzeczy, których nie miałam. Jedna rozmowa przez Skype i za chwilę kupowałam swój pierwszy bilet lotniczy. Na dzień dobry dostałam 4 dzieci, (może dlatego poszło tak łatwo), samochód i po dwóch jazdach z mamą, kazano mi wozić dzieciaki do szkoły do Watykanu. Aaaaaaaaaaaa, przecież ja dopiero odebrałam prawko, zdawałam 7 (cicho!) razy, a ona mi każe jeździć po Rzymie?!?!?!?!!1111 Kobieta miała do mnie naprawdę duże zaufanie, ale spokojnie, nie urwałam ani lusterka. Dzieci są nadal całe i zdrowe.

To był super czas poza tym, bo chociaż jak większość opiekunek klepałam biedę, miałam w sobie tyle ciekawości do tego miejsca, to właśnie tam także zaczęłam się uczyć włoskiego. Zanim poznałam Sergio już wiedziałam, że moim mężem kiedyś będzie Włoch i co ciekawe, oboje mieszkaliśmy w Rzymie w tym samym czasie.

Po powrocie z Rzymu chciałam mieć trochę więcej kasy, bo oczywiście wróciłam do Wierzbnika spłukana. Znalazłam agencje pracy i chyba w tydzień później byłam już w Holandii.

Veghel, Breda

Nie wspominam tego okresu jakoś zajebiście dobrze, poza kilkoma osobami, do których mam sentyment. Był to rok pracy. Takiej, jaka każdy sobie wyobraża- fabryki, pakowanie, taśma, dwunastogodzinne zmiany. Zaczęłam w fabryce cukierków i batonów Mars (nie pytajcie ile przytyłam), później była hala, gdzie sortowaliśmy produkty Apple- nowe, do wysłania, i zepsute, do naprawy. W przerwach (bo tam też był sezon) była poczta holenderska, pakowanie rajstop, znowu cukierki. Co było fajne i trzymało mnie tam rok? Kasa co tydzień, wolne weekendy, łatwość podróżowania (Belgia, Francja, Niemcy czy Anglia). Oczywiście wyjeżdżając mówiłam sobie, że już tam nie wrócę.

Taa.. Październik 2014, przyjaciel pyta co robię, jakie plany. -Nie mam, właśnie myślę. -Ok, mam dla Ciebie mieszkanie, a znajoma da ci pracę. -O, super, gdzie? -Holandia. O nie…

Zandvoort aan Zee

Ale tym razem obiecałam sobie, że nie pójdę do żadnych fabryk i hal i będę sobie pracować tam, gdzie chcę. Bartek jak obiecał, tak zrobił- dostałam pokój w hotelu pracowniczym, na drugi dzień pracę jako pokojówka. Marzenie imigranta, żeby od razu mieć robotę. Generalnie nie było źle- praca do maksymalnie 15, płacili nawet dobrze, czasem jakieś napiwki. Po pracy siedzieliśmy na Bartka balkonie z dzbanem herbaty i holenderskim różowym ciastem. Spokojnie, ścieląc dziennie kilkadziesiąt łózek możecie do bólu obżerać się słodyczami i pizzą.

Haarlem

W urodziny rzuciłam pracę w hotelu, mieszkałam już wtedy z Sergio, a niedługo potem dostałam pracę w Booking.com Czasem miałam dosyć wiszenia na telefonie 8h (ale były też dni, gdzie cały dzień odpisywałam na maile), lecz z perspektywy czasu dziś widzę, że to była tak naprawdę zajebista praca. Jeśli będziecie mieć kiedyś okazję pracować dla B.com, nie wahajcie się ani chwili. Żadna firma nie dba tak o pracowników, także pod względem komfortu psychicznego- tam nikt nie czuł się gorzej, bo jest z xyz kraju, nie zna holenderskiego, jest gejem czy transseksualistą. Plus przyjaźnie na całe życie.

Warsaw

Tutaj wylądowaliśmy w styczniu tego roku. Traktujemy to jako miejsce przejściowe, bo żadne z nas nie czuje się tutaj jak w domu. No, może nasz pies tak. Fajnie jest tak pobyć wszędzie co chwilę, bo nie musisz się martwić o takie rzeczy jak kupienie domu czy zapoznawanie się z sąsiadami. Jedyne co ssie w takim trybie życia, to fakt, że ty wyjeżdżasz, a znajomi zostają. Ale chyba w dzisiejszych czasach nikogo to już nie dziwi. No a poza tym, możesz założyć bloga i wszystkich na bieżąco informować za jednym razem (kto by tam pisał 30 różnych wiadomości ). Moja dusza jest zdecydowanie cygańska i gdyby nie Sergio i to, że czasami ma rację, pewnie żylibyśmy w taborze, ale wierzę, że mamy więcej żyć i kiedyś mój duch się wreszcie wyszaleje, albo zostanę orłem w następnym wcieleniu 🙂

A wy, co myślicie o takim stylu życia? Mieliście sami okazję pobalansować się po świecie, a może nadal szukacie swojego miejsca? Dajcie znać, bo zawsze mnie takie historie ciekawią!

  • Ale opowieść 🙂 Życie jak z książki. Piękne zdjęcia. Zostanę u Ciebie dłużej, może odżyje mój angielski 😉

  • Takie historie lubię 🙂 Uważam, że takie życie na walizkach za granicą, studia, praca to prawdziwa szkoła życia! Ja po licencjacie wyfrunęłam i właściwie dopiero teraz wróciłam do domu tak na stałe. Pracowałam w Paryżu jako au-pair, w Szkocji w hotelu, studiowałam w Danii… Teraz pora na Poznań 🙂
    Widzę, że miałaś podobnie ze swoją włoską rodziną goszczącą jak ja z moją francuską. Wymieniliśmy kilka e-maili, zdjęcia, jedna rozmowa na Skype i po dwóch tygodniach leciałam do Paryża. Całe szczęście nie musiałam jeździć samochodem! No i miałam do opieki tylko jedno dziecko (ale z zespołem Down’a), a nie cztery! Z czwórką bym chyba odleciała w kosmos! 🙂

    • wow, a myslalas, zeby tez to spisac? bo brzmi mega ciekawie! takie opowiesci sa najlepsze! pozdrawiam goraco 🙂

  • Ale ciekawie, świetnie przedstawiona historia! 🙂

  • O, zazdroszczę – głównie tego Rzymu 🙂 Chociaż w Holandii też bym mogła pomieszkać. Myślę, że to fajnie tak sobie popróbować różnych miejsc. Jednak mieszkając gdzieś można dużo więcej „wchłonąć” z danej kultury niż podczas kilkudniowych, wakacyjnych pobytów.

  • Co za opowieść :-). Świetnie się czyta i piękne zdjęcia.

  • Fajnie jest pomieszkać w innym kraju, wtedy można go lepiej poznać, niż będąc od tak przelotem. Ja mieszkałam jakiś czas w Czarnogórze i to było super doświadczenie.

  • Ukochany Rzym, piękne zdjęcia i relacja z podróży! Trzeba będzie się kopnąć na wiosnę 🙂

  • Fantastyczne miejsca i cudowne fotografie! Pięknie pokazałaś klimat każdego z tych miejsc.
    A Wrocław nie jest nudny, mieszkam tu 😀

    • No jasne, ze nie jest nudny! Jest jednym z moich ulubionych miast w Polsce, a mieszkanie ”na trojkacie” wspominam najlepiej na swiecie! 🙂

  • Rewelacja! Odważna z Ciebie Dziewczyna 🙂 Ja zdałam za 5 razem 😉 Jeżdżę już ładnych parę lat. Wożę swoje Dzieci do szkoły.. zero mandatów, zero stłuczek 🙂

  • Piękne życie i piękne zdjęcia 🙂
    A co sprawia, że w Warszawie nie możecie poczuć się jak w domu? Rozważam ewentualną przeprowadzkę do tego miasta (z Poznania), ale mam wątpliwości. Może po prostu przy Rzymie wypada blado…? 😀 Swoją drogą uwielbiam Rzym, choć byłam tam raz i na bardzo krótko, ale atmosfera miasta jedyna w swoim rodzaju.
    I jak Wasz pies na te częste podróże, nie ma problemu z przenosinami?

    • Warszawa jest super i jesli masz mozliwosc, polecam posmakowac zycia tutaj. my mielismy taki plan, ze zostaniemy na chwile, stad ta mysl o kolejnej przeprowadzce. a psa adoptowalismy tutaj, wiec jeszcze nie wie jak to jest 🙂
      pozdrawiam serdecznie

  • Bardzo ciekawe doświadczenia. 🙂 Jak wiele wspaniałych wspomnień. 🙂
    W trakcie studiów mniej, ale przez kilka lat po ich zakończeniu też sporo wędrowałam po świecie. 🙂

  • Fajnie, gratuluję tej odwagi i poczucia niezależności. Mieszkałaś w pięknych miejscach, zwłaszcza Rzym łamie mi serce 🙂 Co ja o tym myślę? Hm… podziwiam, uważam, że to świetny sposób na spędzenie życia, ale sama bym tak nie potrafiła. Za bardzo bym tęskniła. Ciekawe, gdzie teraz Was poniesie 🙂

    • Mnie jest duzo latwiej pewnie dlatego, ze nie przywiazuje sie do miejsc. Wiem, ze zawsze moge do nich wrocic, stad nie mam zalu wyprowadzajac sie, nawet jesli mam juz gdzies przyjaciol, a pan w warzywniaku rozpoznaje mnie z daleka. Sama jestem ciekawa, co bedzie dalej, bo mamy tyyyle pomyslow! pozdrawiam serdecznie

  • Piękna historia i jeszcze piękniejsze zdjęcia! Ekstra!

  • Wspaniała historia 🙂 i świetne doświadczenia! Gdzie się następnie wybieracie?

    • jest opcja Gdynia, jesli w Polsce, Rzym/Florencja lub Turyn we Wloszech, a chodza tez plotki, ze Kanada, ciezko przewidziec 🙂
      pozdrawiam!

  • Cudowna historia, pełna inspiracji, a także motywacji do własnego działania. Nie wiem, czy ja bym postąpiła tak, jak Ty, bo zawsze widzę czarne scenariusze. Zdjęcia są cudowne! Włochy <3 Chciałabym tam zamieszkać… ale w zadnym dużym mieście, a raczej gdzieś na uboczu…

  • Kasia Lorenc

    Świetny post i piękne zdjęcia. Lubię czytać takie historie.

  • Czerpiesz z życia pełnymi garściami. Fantastyczna sprawa 🙂 Gratuluję odwagi!

  • No faktycznie nomad z Ciebie ;)) i bardzo dobrze, takie podróże to fantastyczna szkoła życia. ja nie miałam odwagi tak się rzucać po świecie, miałam to sobie nawet za złe swego czasu, ale teraz wiem, że to moja cecha osobnicza i już. Zdjęcia przepiękne! (dołączam do ochów i achów 😉

    • tak, to prawda, ze trzeba miec to w sobie. nie wiedzialam, dopoki nie okazalo sie, ze moj facet raczej z tych mniej spontanicznych i karze sie informowac z duzym wyprzedzeniem, zanim kupie nam gdzies bilety i szukam domu :p przeciez to chwila, spakowac sie i juz! 😀
      dziekuje za mile slowa i pozdrawiam 🙂

  • Szalona Ty! Ja urodziłam się w Krakowie, dorastałam w Katowicach, studiowałam we Wrocławiu, a po drodze byłam na Erasmusie we Francji i pracowałam w Norwegii. Teraz mam przysłowiową pracę marzeń i więcej jeżdżę niż siedzę w Polsce, więc ciężko powiedzieć gdzie mój dom. Chyba tam gdzie najbliżsi, czyli częściowo w Katowicach i częściowo we Wrocławiu. Ciekawe masz życie, fajnie, że dzielisz się nim z taką swobodą. W Booking.com pracowałaś zdalnie czy mają oddział w Haarlem czy jak?

    • brzmi super- nie wiem jaką masz pracę, ale chcę taką samą! 🙂
      Booking ma dwa oddziały w Amsterdamie i tam pracowałam. Nie prowadzą pracy zdalnej, a szkoda.
      Dzisiaj opublikuję jeszcze lepsze historie, bierz popcorn i wpadaj 😉

  • Świat się tak skurczył, że teraz nie ma to większego znaczenia gdzie się żyje, oby żyło się nam jak najlepiej. Sama uważam, że takie łapanie różnych miejsc jest super – nic tak nie uczy życia, jak właśnie życie w innym kraju, w innej kulturze. Człowiek nie tylko jest bardziej otwarty, nabiera dystansu do wielu spraw, ale przede wszystkim jest mądrzejszy życiowo.
    A gdzie Cię korci, żeby wyjechać? Gdzie chciałabyś mieszkać?

Scroll Up
Inline
Inline