Freddie Mercury’s birthday in Montreux

In Podróże, Szwajcaria

Osobiście raczej irytuje mnie spotykanie się z innymi fanami i publiczne wychwalanie kogoś, a przy tym przebijanie się nawzajem w wyścigu o tytuł NAJWIĘKSZEGO FANA. Nie lubię też mówić głośno dlaczego i za co kogoś lubię, szanuję itp. Czuję, że jest to moja prywatna sprawa, moja osobista wiara i nie chcę dzielić się nią z nikim. Nie mam odpowiedzi na pytanie: „dlaczego wytatuowałaś sobie Freddiego Mercurego na nadgarstku?”. Istnieje milion powodów, ale po prostu nigdy nikomu o nich nie powiem. Dlatego też unikam na ogół miejsc i wydarzeń poświęconych komuś – wolę świętować lub wspominać w samotności. Po co więc pojechałam na 4 dniowy festiwal pełen przebranych ludzi i zespołów naśladujących kogoś, kogo nie da się skopiować? 

it’s a kind of magic

Żeby dowiedzieć się, że więcej się na to nie piszę. Ale nie myślcie sobie, że było źle i generalnie jeśli czyta to ktoś, kto rozważa ten pomysł, zdecydowanie polecam. Sam fakt celebrowania urodzin człowieka, którego większość z zebranych nawet nie widziała na oczy (nie mówię już o znajomości!), który z resztą nie żyje od prawie 30 lat, to jest prawdziwa magia i żaden z popularnych letnich festiwali nie dorasta ideą festiwalowi w Montreux, do pięt. Panuje tam cudowna atmosfera, każdy jest dla siebie miły, uśmiechnięty, nikt nie przepycha się w kolejce po piwo (a było to piwo, które każdy z zebranych chciał wypić), ludzie ustępują sobie miejsca do zdjęcia pod pomnikiem… Mogę wymienić jeszcze sporo innych przykładów. Osobiście poznałam kilku fajnych ludzi, dzięki czemu wieczorem nie musiałam w samotności patrzeć w niebo (chociaż to było przepiękne tego dnia) i poskakałam nawet pod sceną zanim uznałam, że jednak ten zespół (a grało sporo cover bandów) mnie drażni*.

*(Według mnie nikt nie powinien śpiewać piosenek FM, bo wszyscy brzmią po prostu źle i tanio. Ani nowy wokalista Queenu (łeeee), ani Marc Martel (jest blisko, ale siedzieć w Tesli w salonie Tesli, to nie jeździć Teslą).

Ponadto dzień był raczej szary, padał paskudny jesienny deszcz, a od jeziora ciągnęło nieprzyjemnym chłodem (co nie powstrzymało mnie przed kąpielą w kolejnych dniach, ale o tym w następnym wpisie – przypomina zasmarkana redakcja). O 19.00 lokalny chórek odśpiewał „Love of my life” (uszy mi zwiędły, ale doceniam chęci i czas włożony w przygotowania), podano tort (z napisem Freddy!!!) i wino. A potem rozsunęły się chmury, wyszło piękne słońce i wiatr zamknął księgę… Czekajcie, to nie ta legenda. W każdym 5 września 2019 był wspaniały i cieszę się, że spędziłam go właśnie w tym miejscu. 

Freddie Mercury’s birthday in Montreux 2019

  • Warto było jechać co najmniej dla tych zdjęć. Plus dla tortu, wiadomo.
    Ja bym wpadła postawić tym ludziom piwo, a potem okraść ich z ciuchów 😛

    • Zdecydowanie warto! Na dodatek (uwaga) BYŁAM JEDYNĄ I PIERWSZĄ POLSKĄ BLOGERKĄ NA TYM FESTIWALU*, hehe, ekskluzywnie! 😀

      *(to taka beka z blogerek, gdyby ktoś nie skumał)

Scroll Up
Inline
Inline