Emeryckie życie cd.

In Przekrój

Nie oszukujmy się.  Zwyczajne emeryckie życie nie odpowiadałoby ani mnie, ani wam. Dlatego w zeszłym tygodniu wybrałam się na wycieczkę. Jeszcze nie do sanatorium, a już dalej niż na koniec linii metra. Jazda bez trzymanki.

Ledwie zaczęłam, a już nie trzymam się planów i postanowień. Planowanie jest dla ludzi, którzy nie mają czasu, a skoro mnie to (teoretycznie) nie dotyczy i nikt (poza wepchniętym w kąt głowy sumieniem) mnie nie rozlicza, mogę właściwie robić wszystko. I nic. Bo właśnie 0 muzeów i galerii z listy odwiedziłam. Chyba, że Galeria Wypieków się liczy?

W związku z zapowiadaną wycieczką, o czym za chwilę, tym razem znowu mogę polecić tylko jedno tanie warszawskie śniadanie, za to takie 10/10. Damska część Adventure Seekers pracuje już nad kolejnymi zestawieniami (mam nadzieję, że nie wsadzam was właśnie na minę tym spojlerem, #balmas_musisz), a ja miałam okazję i przyjemność przyłączyć się do tego testu! Cafe Mozaika, którą od trzech lat mam praktycznie pod nosem nigdy nie byłaby moim wyborem jakimkolwiek, a okazuje się, że tam jest nawet wegańskie* śniadanie! Za 5 zł!

*ale wegańskie wezmę następnym razem

lubelski roadtrip

Byłam na drugiej półkuli, widziałam zorzę, pływałam w oceanie, ale przez całe 26 lat i 10 miesięcy życia nie byłam w Lublinie. Do zeszłego piątku.* A jak już pojechałam, to zrobiłam to w rocznicę Unii Lubelskiej, zjadłam cebularza (albo i trzy), masę jabłek w różnej postaci, ogromny obiad w Pomylonych Garach, zobaczyłam na własne oczy kebab box, a co więcej – zaliczyłam kilka okolicznych atrakcji! Wystarczyło tylko zwolnić się z etatu!

Picture or it didn’t happen:

Zamek z Łańcucie jest piękny, ale cały w remoncie. Za to jego słynne róże wyglądają dobrze nawet w szary dzień, a na bramie wisi tabliczka “zakaz wstępu. teren budowy” Upsi.

W Szczebrzeszynie… chrząszcz gra na rynku, a jego bracia wyglądają jak płody kosmitów, ale takiej atrakcji nie można przecież przegapić. Mają nawet magnesy na lodówkę z chrząszczami <3

Zamojski rynek w piątek o 10:00 rano świecił niewiarygodnie pięknym słońcem i pustkami. W takich chwilach chciałabym być pisarką – siadam z kawą i pieskiem w słońcu (jeśli mam wybór, to wybieram temperaturę wyższą niż -3 stopnie), odpalam cienkiego papierosa, a w głowie pomysły same układają się w książkę. Psa już mam, a w Lubelskim nawet przez chwilę kota…

I to nie jakiegoś tam zwykłego kota, tylko samo wcielenie Jana Kochanowskiego! 10 zł wydane na wstęp do muzeum poety było jednak najlepiej wydaną dychą tego dnia, i oto dlaczego:

  • muzeum świeciło pustkami -także wśród rekwizytów samego poety (oryginalny dom spalony, po lipie już dawno nie ma śladu, a wyposażenie to głównie przedmioty po prostu z epoki. Urszulki też nie było, he he),
  • dworek jest po prostu piękny, gdyby ktoś miał taki na sprzedaż – dawajcie znać!
  • tam też mają magnesy z wizerunkiem Jana Kochanowskiego! Moja mama cieszy się z niego bardziej, niż z kubańskich. I po co to latać po świecie…?

To żeśmy się spotkali na wieczerzy u Jana i śmiechom nie było końca.

  • może trochę poza tematem, ale jak uwielbiam Twój styl ubierania się, tak zawsze zastanawiam się czy o takiej porze nie jest Ci zimno w kolana? 😀 Bo ja bym też chciała takie portki założyć, ale zawsze się boję, że mnie rozłoży 😀 A zdjęcia zrobione przez koleżankę są sztosowe <3

    • <3 <3 u mnie jak zwykle mieszanka lumpów i sklepów vintage z całego świata plus basici z sieciówek 😀
      Zimno nie, odkąd w sumie pamiętam chodzę z kostkami na wierzchu i jakieś 47854 razy w ciągu zimy słyszę, że na starość pożałuję, a tu proszę, nic się nie dzieje 😀

  • No właśnie chciałam pisać, ze ja bym od razu dostala zjebkę od mamy za gołe kolana (a przynajmniej Spojrzenie Pełne Milczącej Dezaprobaty) 😉

    • rety, ja w piątek dzwonię do mamy zdać relację z wizyty u rodziny w UK, a jej pierwszym pytaniem było: wyrzuciłaś te podarte gacie?
      #weź_się_mamo

  • Etat jest przereklamowany! Tylko dlaczego ja się właśnie o jeden staram? 🙁

    Wieczerza u Jana bardzo zacna, żałuję że mnie tam na tej hulance zabrakło! Poza tym właśnie sobie przeczytałam swój wpis z gór stołowych i zatęskniłam za wypaleniem z Tobą fajeczki.

    • oj tam, etat na innym kontynencie to zupełnie inna sprawa (nie wiem w sumie, czy na pewno), ale skoro (z Twoich stories) wszystko jest tam lepsze – kawiarnie, żarcie, plaże, parada równości, to chyba nie będzie tak źle!

      fajeczka by weszła, oj tak <3

  • Ojeju, ja tu nadrabiam zaległości na Twoim blogu i znajduję… cooo! Nasze fotki i linki do mnie?! Jeju, dziękuję za tyle miłych słów! Co do odgrzewania dawnych znajomości, to ja nawet nie zorientowałam się, że tamto było spotkanie po 2 latach… I za to w pewnym sensie lubię social media. Ok, fizycznie się nie widziałyśmy, ale ja miałam wrażenie, że wcale ten kontakt nie jest zapomniany, ani nawet zakurzony. 😛 Stylówka z płaszczem i golfem – jeju, jaka fajna… uwielbiam takie popielate kolory, a na zdjęciach to już w ogóle… <3

Scroll Up
Inline
Inline