Emeryckie życie cd.

In Przekrój

Nie oszukujmy się.  Zwyczajne emeryckie życie nie odpowiadałoby ani mnie, ani wam. Dlatego w zeszłym tygodniu wybrałam się na wycieczkę. Jeszcze nie do sanatorium, a już dalej niż na koniec linii metra. Jazda bez trzymanki.

First thighs firsts: złożyłam zajawkę z Budapesztu, którą możecie obejrzeć tutaj (klik). Trzymajcie kciuki, żebym złożyła jeszcze resztę. Albo i nie.


Ledwie zaczęłam, a już nie trzymam się planów i postanowień. Planowanie jest dla ludzi, którzy nie mają czasu, a skoro mnie to (teoretycznie) nie dotyczy i nikt (poza wepchniętym w kąt głowy sumieniem) mnie nie rozlicza, mogę właściwie robić wszystko. I nic. Bo właśnie 0 muzeów i galerii z listy odwiedziłam. Chyba, że Galeria Wypieków się liczy?

W związku z zapowiadaną wycieczką, o czym za chwilę, tym razem znowu mogę polecić tylko jedno tanie warszawskie śniadanie, za to takie 10/10. Damska część Adventure Seekers pracuje już nad kolejnymi zestawieniami (mam nadzieję, że nie wsadzam was właśnie na minę tym spojlerem, #balmas_musisz), a ja miałam okazję i przyjemność przyłączyć się do tego testu! Cafe Mozaika, którą od trzech lat mam praktycznie pod nosem nigdy nie byłaby moim wyborem jakimkolwiek, a okazuje się, że tam jest nawet wegańskie* śniadanie! Za 5 zł!

*ale wegańskie wezmę następnym razem

Odgrzewanie znajomości idzie mi więc ostatnio bardzo dobrze, a skutki ponownego spotkania z Anetą (hmm po dwóch latach?) są na przykład takie:

Aneta zrobiła mi zdjęcia w ekspresowym tempie, co udowadnia tylko, że dobry fotograf nie potrzebuje połowy dnia na zdjęcia, wymuskanych lokalizacji czy zdolnych modelek. Jak to? No cóż – Aneta miała mnie, zwykły, szary dzień i dosłownie pół godziny zanim zrobiło się całkiem ciemno. Także na zdjęcia portretowe, ślubne, rodzinne i każde inne piękne umawiajcie się do Anety, polecam całym sercem, dowody powyżej!

Portrety – Aneta Kicman Fotografia Kobiet
Ślubne – Yourstory.pl 

W temacie zdjęć, chociaż po fotach Anety to jak strzał w kolano, mały update moich prac, po czym nastąpi ogłoszenie parafialne. A więc: Weronika, studentka z Warszawy w bardzo ważnej wśród młodzieży bluzie i równie modnym szaliku oraz kobieta – czarodziejka Teresa, o urodzie Dalidy.

Teraz następuje moment, w którym ja wyciągam asa z rękawa, a wy bijecie brawo (bijcie, ok?). Jako emeryt z aspiracjami po dwóch (może trzech?) latach trąbienia na prawo i lewo, w końcu zakasałam te nieszczęsne rękawy i już jest – moje własne, prawdziwe i jestem-z-niego-dumna PORTFOLIO!

www.marinafurdyna.photo

Klikajcie, oglądajcie, wysyłajcie znajomym, przyjaciółkom i.. chodźcie do mnie na zdjęcia!

lubelski roadtrip

Byłam na drugiej półkuli, widziałam zorzę, pływałam w oceanie, ale przez całe 26 lat i 10 miesięcy życia nie byłam w Lublinie. Do zeszłego piątku.* A jak już pojechałam, to zrobiłam to w rocznicę Unii Lubelskiej, zjadłam cebularza (albo i trzy), masę jabłek w różnej postaci, ogromny obiad w Pomylonych Garach, zobaczyłam na własne oczy kebab box, a co więcej – zaliczyłam kilka okolicznych atrakcji! Wystarczyło tylko zwolnić się z etatu!

Picture or it didn’t happen:

Zamek z Łańcucie jest piękny, ale cały w remoncie. Za to jego słynne róże wyglądają dobrze nawet w szary dzień, a na bramie wisi tabliczka „zakaz wstępu. teren budowy” Upsi.

W Szczebrzeszynie… chrząszcz gra na rynku, a jego bracia wyglądają jak płody kosmitów, ale takiej atrakcji nie można przecież przegapić. Mają nawet magnesy na lodówkę z chrząszczami <3

Zamojski rynek w piątek o 10:00 rano świecił niewiarygodnie pięknym słońcem i pustkami. W takich chwilach chciałabym być pisarką – siadam z kawą i pieskiem w słońcu (jeśli mam wybór, to wybieram temperaturę wyższą niż -3 stopnie), odpalam cienkiego papierosa, a w głowie pomysły same układają się w książkę. Psa już mam, a w Lubelskim nawet przez chwilę kota…

I to nie jakiegoś tam zwykłego kota, tylko samo wcielenie Jana Kochanowskiego! 10 zł wydane na wstęp do muzeum poety było jednak najlepiej wydaną dychą tego dnia, i oto dlaczego:

  • muzeum świeciło pustkami -także wśród rekwizytów samego poety (oryginalny dom spalony, po lipie już dawno nie ma śladu, a wyposażenie to głównie przedmioty po prostu z epoki. Urszulki też nie było, he he),
  • dworek jest po prostu piękny, gdyby ktoś miał taki na sprzedaż – dawajcie znać!
  • tam też mają magnesy z wizerunkiem Jana Kochanowskiego! Moja mama cieszy się z niego bardziej, niż z kubańskich. I po co to latać po świecie…?

To żeśmy się spotkali na wieczerzy u Jana i śmiechom nie było końca.

  • może trochę poza tematem, ale jak uwielbiam Twój styl ubierania się, tak zawsze zastanawiam się czy o takiej porze nie jest Ci zimno w kolana? 😀 Bo ja bym też chciała takie portki założyć, ale zawsze się boję, że mnie rozłoży 😀 A zdjęcia zrobione przez koleżankę są sztosowe <3

    • <3 <3 u mnie jak zwykle mieszanka lumpów i sklepów vintage z całego świata plus basici z sieciówek 😀
      Zimno nie, odkąd w sumie pamiętam chodzę z kostkami na wierzchu i jakieś 47854 razy w ciągu zimy słyszę, że na starość pożałuję, a tu proszę, nic się nie dzieje 😀

  • No właśnie chciałam pisać, ze ja bym od razu dostala zjebkę od mamy za gołe kolana (a przynajmniej Spojrzenie Pełne Milczącej Dezaprobaty) 😉

    • rety, ja w piątek dzwonię do mamy zdać relację z wizyty u rodziny w UK, a jej pierwszym pytaniem było: wyrzuciłaś te podarte gacie?
      #weź_się_mamo

  • Etat jest przereklamowany! Tylko dlaczego ja się właśnie o jeden staram? 🙁

    Wieczerza u Jana bardzo zacna, żałuję że mnie tam na tej hulance zabrakło! Poza tym właśnie sobie przeczytałam swój wpis z gór stołowych i zatęskniłam za wypaleniem z Tobą fajeczki.

    • oj tam, etat na innym kontynencie to zupełnie inna sprawa (nie wiem w sumie, czy na pewno), ale skoro (z Twoich stories) wszystko jest tam lepsze – kawiarnie, żarcie, plaże, parada równości, to chyba nie będzie tak źle!

      fajeczka by weszła, oj tak <3

Scroll Up
Inline
Inline