Turysta z wozu, koniom lżej. Dolina Vinales

In Kuba, Podróże

Wylewam te swoje żale o Kubie już od miesiąca. Powtarzam się. Irytuję. Nie chcę już o tym pisać. Po co ja tam w ogóle jechałam? A po co mam o tym pisać? Dlaczego ja, nie mógłby ktoś inny? Nie wiem, czy jestem w stanie wykrztusić z siebie dobre słowo, jakiekolwiek słowo, w tym przypadku. Chciałabym napisać o Wiedniu, przedświątecznym, nieaktualnym już szale i o tym, że zjadłam niewegańskie ciastko z rumem i Tort Sachera, który tak bardzo mnie zawiódł, i koniach grających na akordeonach bałkańskie piosenki na przemian z ojcem chrzestnym… Mam też pomysł na wpis pod tytułem: „Jak znaleźć męża w Wiedniu w 24h?”-nie z autopsji, ale wiem, że można. Tymczasem jak nic zadano dziś wyprawkę z Doliny Vinales, w której był już każdy, kto będąc na Kubie nie spędził 14 dni w Varadero. Co więc mogę przekazać światu ja, nieistotna Marina Furdyna z Polski?

Już nawet nie z perspektywy czasu, a zwyczajnie wjeżdżając do miasta wiedziałam, że nie spodoba mi się nic. A raczej: spodoba mi się nic. Będziemy w pomniejszonej i odrobinę spokojniejszej Hawanie, wyssą z nas resztkę marnych złotówek wymienionych na euro, a ja rozstrzelam albo siebie, albo wszystkich, nabojami z procy za ilość wychudzonych zwierząt, schorowanych psów i świstaków na smyczy. Żałowałam ludzi w Pinar del Rio? Z pewnością nie jest mi szkoda tych w Vinales.

W czasie deszczu dzieci się nudzą? Kiedy nie ma internetu dzieci się nudzą (wnoszę o update piosenki, albo umieszczenie jej na liście zakazanych. Jak długo jeszcze będziemy wprowadzani w błąd?!). Miałam naprawdę sporo czasu na wnikliwą, opartą jedynie o swoje domysły analizę, na temat statystycznego turysty w Vinales i udało mi się wyodrębnić trzy kategorie:

  • niespełniony Indiana Jones- średnia wieku 55, a buty trekingowe to jego znak rozpoznawczy. Samotnik, interesują go górskie wycieczki. Nosi niemodny kapelusz oraz wodę w bidonie (butelki są dla ludzi niepraktycznych!), chodzi bardzo szybko, a w kieszeni ma kompas. Doskonale wie, ile potrzebuje czasu na dotarcie do wioski przed zmrokiem;
  • niemieckie turystki- dwie przyjaciółki w conversach i modnych okularach, z przewodnikiem Lonely Planet. Jedna ładniejsza i szczuplejsza, druga, wiadomo. Łamanym hiszpańskim łamią kubańskie serca;
  • znajome pary- ludzie raczej młodzi, często Polacy, odbębniający główne atrakcje turystyczne i korzystający z „uroków” wyspy na 100%- przejażdżki kabrioletami, nurkowanie z rozgwiazdą, selfie z orłem i tego typu zainteresowania. Ostatnie wakacje spędzili na riwierze tureckiej.

Vinales, gdyby ktoś jeszcze nie wiedział choć to jak nie wiedzieć gdzie leżą Wadowice, to miasteczko w zachodniej Kubie, słynące z upraw tytoniu, doliny, gór, jaskiń i (ósmego cudu świata, hehe) ściany prehistorii. Mogłabym z łatwością napisać antyporadnik turystczny po Vinales, bo nie jeździliśmy konno, nie interesowały nas wycieczki organizowane przez właścicielkę casy, nie odwiedziliśmy plantacji cygar i nie zapłaciliśmy za wejście na teren muralu prehistorii, mimo tego, że nawet mogliśmy go dotknąć. Na wyłączność. Wiecie, jaki jest trik? (Obeszli opłatę za wstęp, jak oni to zrobili? albo nie uwierzysz, kiedy przeczytasz, jak udało im się uniknąć opłaty za wstęp!  albo Kiedy odkryjesz ten sposób na oszczędzanie, sam będziesz chciał wprowadzić go do swojego życia! Ok, już przestaję.) Kwintesencja sprytu + jet lag= wystarczy przyjść na miejsce przed godziną otwarcia, a nuż brama będzie otwarta na oścież! Tak jak w przypadku Skalnego Miasta w Czechach, tak na Kubie udało nam się nie zapłacić za wstęp (zaoszczędzone całe 3 euro). Czy powinnam zatem dopisać się do czwartej grupy typowego turysty aka Polaka-cebulaka? Być może, nie mówię, że cebula z butów mi nie wystaje. Mam jednak, wysoki sądzie, coś na swoją obronę: a)nikt nas zwyczajnie za wstęp nie skasował; b)ściana prehistorii to po prostu żart i bohomazy. Nie ma nic wspólnego z prehistorią poza namalowanym nań różowym dinozaurem i żółtym ślimakiem z plejstocenu, bądź innej epoki, której nie pamiętam, a wstęp jest przepraszam kasowany za farbę? Bez przesady. Moja mama jest starsza od muralu prehistorii. Badum-tsss.

Gdyby powstał rzeczony już antyporadnik, pierwszy i najobszerniejszy rozdział zajęłaby treść dotycząca zwiedzania doliny. Dolina to nie pasmo górskie ze stromymi podejściami, gdzie rzeczywiście można się zmęczyć. Gdzie trzeba mieć odpowiednie buty (chociaż wielu na Kasprowym udowadnia, że to wymysł konsumpcjonistów i nieprawda), stuptuty, czołówkę, raki, czy butle z gazem lub inne śpiwory i książeczki PTTK. Dolina Vinales, tak się składa, że jest niewielka i można ją obejść wszerz i wzdłuż, z przystankiem na sok z ananasa, penetracje jaskiń, przystanki na niepozowane zdjęcia kóz i głaskanie świstaka, w pięć godzin. Pięć godzin normalnym tempem, czyli około 13-15 km. Trasy są jako tako oznaczone, a poza tym nie ma odcinka, na którym nie spotka się człowieka, którego można ewentualnie zapytać o kierunek. Jak myślicie więc- a) da się obejść bez konia, czy b) jednak nie da rady, człowiek jest za słaby, po co się męczyć, jesteś na wakacjach, zasługujesz na to? Odpowiedzi wysyłajcie na antyporadnik@vinales.cu

-Marino Furdyno, czy jest coś pozytywnego, co mogłabyś opowiedzieć czytelnikom o Vinales? 

Jasne! W końcu z jakiegoś powodu sama chciałam się tam znaleźć. Mój pobyt na Kubie wyglądał mniej więcej tak: miasto, plaża, miasto, plaża, miasto, dolina, park narodowy, góry i wieś. Także w sumie pod tym względem idealnie, wszystkiego po trochę i tylko jeden całkowicie zmarnowany w autobusach dzień, poza tym reszta wyciśnięta jak sok z papai. Powietrze, jeśli nie zaciągało akurat końskim łajnem, było przeczyste. Słońce nie paliło jak w Hawanie, bo promienie gubiły się między liśćmi drzew, a poza tym zawsze można było skryć się w jaskini. W samym miasteczku znaleźliśmy wegetariańską restaurację (z opcjami kurczaka), której jednak nie polecam i tylko utwierdzam się w przekonaniu, że Kubańczycy nie potrafią gotować, a poza tym wyniosłam jedną zajebiście przydatną lekcję (i tylko ciekawa jestem czy Magda Gessler po tylu kubańskich latach również zna ten precedens). Ogórek dobrze smakuje na ciepło! Myślimy, że jesteśmy mistrzami w kiszeniu, sezon ogórkowy nie jest w stanie nas zaskoczyć i wiemy nawet, z której strony taki ogórek będzie gorzki, a nie próbujemy go smażyć, piec ani gotować? 1:0 dla Kuby. Mówię poważnie i polecam. Pizza z ogórkiem i sos pomidorowy z kawałkami ogórka do dziś mi się śnią. Sergio Giannone obiecuje upichcić niedługo coś na swój stylowy instagram, na pewno dowiecie się o tym pierwsi.

-A czy jest coś jeszcze, co polecasz?

Polecam znaleźć (znajomą) parę, złożyć się na taksówkę i pojechać nad morze. Po dniu omijania kup wszystkich koni na szlaku należy się woda kokosowa z rumem i pływanie po warszawsku. Z resztą, ogromne muszle niczym z mojego ulubionego odcinka Spongeboba pt. „Klub Spongeboba” same się nie nazbierają. Cayo Jutias, poza tym, że woda jest tak przejrzysta, że widać brud za paznokciami, nie jest zbyt oblegana. Wystarczy odejść kilkaset metrów od głównego wejścia i nie ma już nikogo poza tobą i malutkimi pełzającymi krabami.

A już za rok (pozdro dla kumatych) jeszcze więcej Matki Natury, wspinaczki i wodospadów!

  • L.

    zmień wiesz co.
    nie bede sluchac o sergio dopoki to jedzenie ze zdjec nie trafi prosto do mego pysia.
    czy kuba to jak do tej pory najbardziej rozczarowujaca wycieczka Twojego zycia?

    • nie. my blog is my castle. ale jeszcze sie zastanowie, czy nie zmienie na ”czechy edition” he he.
      adres znasz.
      nie rozczarowujaca, raczej najtrudniejsza.

  • jakie rajskości z tymi plażami i palmami!
    ej, ale ta dolina nie mogła być AŻ TAK ZŁA, w końcu foty naprawdę spoko, a mi się wydaje też że każde miejsce może być dużo fajniejsze w odpowiednim świetle, o odpowiedniej porze dnia :-)) jak zobaczyłam foto u Marcina (z wędrownych motyli) właśni z Doliny V, o bodajże zachodzie słońca, to naprawdę kozak :-)) i sama to widzę będąc w jednym miejscu dłużej niż miesiąc… w sensie widzę że na każde miejsce musi być JEGO pora, pora tego miejsca, dopiero wtedy można w pełni enjoyować
    ej, co z tym ogórkiem na ciepło?! 😀 kupiłam akurat kilo, podpowiedz!

    • Dolina jest piekna, nie mozna zaprzeczyc. Co mi sie nie podobalo to miasteczko, w ktorym nie ma nic kubanskiego, a wszystko jest dla i pod turystow. Bo odkad od kilku lat Kubanczycy moga robic wlasne biznesy, nagle kazdy zaczal zajmowac sie turystyka- wynajmowaniem pokoi, oferowaniem taksowek, wycieczek, obiadow. I wszedzie jest po prostu to samo, a lokalnego folkloru trzeba dobrze szukac. Stad takie, a nie inne komentarze u mnie :p

      no z ogorkiem to wiesz, jak robisz np jakis sos z warzyw, czy z pomidorow i warzyw, to dokroj ogorka i potraktuj go tak jak np cukinie 🙂 Smakowo powala, a kurcze nie znam Polaka, ktory by na to wpadl 😀

  • Zdjęcia i widoki zachwycają. Pięknie tam. Rajsko, egzotycznie. Wiem, że cała otoczka potrafi zepsuć nawet najpiękniejsze miejsce, ale tam naprawdę było aż tak źle?
    Czy możesz mi zdradzić jakim obiektywem robisz zdjęcia?

    • Punkt widzenia, pewnie wielu uzna, ze przesadzam, ale dla mnie wystarczyl tam dzien i juz chcialam zawijac.

      Mam dwa, ktorych uzywam non stop, oba Panasonica: 14-42mm f3.5- 5-6 oraz 45-200mm f4.0-5.6 i polecam bezlustra Panasa w ogole 🙂

  • to co za rok? ameryka płd? nie wiem, wodospady są wszędzie :p

Scroll Up