Dlaczego nie zostanę konduktorem pkp ic

In Przekrój

Naprawdę nie wiem skąd u mnie wieczna presja do zmiany otoczenia i chęć przemieszczania się (tzw. robaki w dupie), ale wierzę, że mam to we krwi po dziadku, który ponoć po części był Cyganem. Warszawa to trzecia stolica i szczerze nie wiem które już miasto, w którym mieszkam. Moje CV opiewa na ponad 15 prac (mam 25 lat i nie studiowałam), a i tak nie zamieszczam tam wszystkiego. Częsta zmiana miejsca zamieszkania ciągnie ze sobą zmianę pracy, a poza tym nie mam zwyczaju robić czegoś, za czym nie przepadam, toteż nie udało mi się jeszcze znaleźć pracy marzeń, w której zagrzeję fotel chociaż dłużej niż na rok. To jednak temat na inną opowieść.


Skąd wziął się u mnie pomysł na zostanie konduktorem? Ma to długą historię, którą postaram się maksymalnie skrócić. W wieku 15 lat (wycieczka gimnazjalna, gimby już nie poznajo) pierwszy raz znalazłam się w Gdyni, gdzie również pierwszy raz NA ŻYWO zobaczyłam PRAWDZIWYCH marynarzy. Zanim połączycie w swoich głowach cygańską krew młodej mnie, z odkryciem pracy marynarza, która dosłownie otwiera morza i horyzonty podróży, pozwólcie, że ściągnę was na ziemię. Ja zwyczajnie chciałam mieć marynarski mundur. To było priorytetem- tak sobie stać i ładnie wyglądać (przypominam, że miałam 15 lat). Pływanie, fakt, że jest to przecież wojsko, morze- nie myślałam o tym zupełnie i z takim właśnie lekkomyślnym podejściem wystartowałam w rekrutacji do Akademii Marynarki Wojennej. Oczywistością jest, że mi się nie powiodło, nie było szansy, aby było inaczej. Przez chwilę później nastawiałam się na cywilną Akademię Morską, wyniki matury z matematyki (32% #fuckluck) szybko jednak zmieniły moje plany i ostatecznie tu również się nie udało. Nie pamiętam już skąd wziął się pomysł na zostanie konduktorem, ale z perspektywy czasu widzę, że miało to większy sens- zdecydowanie łatwiej jest dostać taką pracę, niż dostać się do AMW.

CV wysyłałam w sumie trzy razy w ciągu kilku ostatnich lat (ogłoszenia i nabór nie są zbyt częstym wydarzeniem), dopiero za ostatnim razem, po aplikacji w sierpniu, dostałam telefon (Ola potwierdzi jak bardzo się nie spodziewałam) z zaproszeniem na rozmowę, po której spadła na mnie lawina z zagrożeniem trzeciego stopnia. Nie miałam nawet sekundy żeby ją zatrzymać. Jak już pewnie niektórzy z was wiedzą właśnie dziś dostałam telefon z gratulacjami i zaproszeniem do… podpisania umowy. Dlaczego jednak, mając w garści samego gołębia, nie chcę tej pracy przyjąć?

JAK WYGLĄDA ROZMOWA O PRACĘ NA STANOWISKO KONDUKTORA W PKP IC?

Nie dowiesz się, dopóki się tam nie pojawisz. Właśnie dlatego postanowiłam spisać to doświadczenie, ponieważ w sieci jest naprawdę niewiele informacji na ten temat.

Na samym końcu stacji PKP Olszynka Grochowska, po przejściu niezliczonej ilości torów, krętych uliczek, dziur w bruku, magazynów i robotników, znajdziesz się w mocno osadzonym w latach 80-tych biurze. Tłumy na korytarzach szybko uświadamiają, że konkurencja jest spora, a sama rozmowa prosta nie będzie. Podzieleni na kilkunastoosobowe grupki zostajecie zaproszeni do sali, w której około 10 osobowa grupa rekruterow (zasoby ludzkie, kierownicy regionalni, zwierzchnik konduktorów, konduktor i inni) zaczyna od pytania: ,,czy każdy ma własny długopis?”. Nie chcę zostać zrozumianą wyniośle, ale rozbawił mnie fakt, że przygotowując rozmowę, która składa się m.in. z pisemnych testów, rekruterzy nie przygotowali długopisów. Nieważne.

Na dzień dobry więc dyktando (trzy zdania- jeśli kiedykolwiek zwracaliście u konduktora bilet to jest to właśnie treść, którą pisze się na odwrocie). Następnie dwa czterominutowe testy- matematyczny (3 zadania, obliczenie reszty, zniżki) i geograficzny (wpisanie na mapie większych polskich miast, takich jak Bydgoszcz, Warszawa, Rzeszów). Ku mojemu zdziwieniu znalazłam się w grupie, która testy zaliczyła (#fuckluck).

Druga część to (nie kłamię) grupowe budowanie jak najwyższej wieży z papieru i spinaczy biurowych. Grupa rekruterow obserwuje i wyciąga wnioski, po czym wyprasza wszystkich z sali celem narady. Brzmi tajemniczo, co? Dwa kolejne i ostatnie kroki to 1) losowanie scenariusza trudnej sytuacji (w głowie zabrzmiał mi jingiel ”trudne sprawy”), w której wcielasz się w postać konduktora; 2) wywiad w 4 oczy– czy masz doświadczenie z trudnym klientem, jakie, jak reagujesz na stres, czy ktoś cię kiedyś do czegoś zmuszał i jak zareagowałeś, ponadto zdanie do przeczytania i przetłumaczenia po angielsku oraz standardowo- dlaczego chcesz tu pracować*.

Całość trwa nieco ponad dwie godziny i może wydawać się stresująca. Jest jednak drobny szczegół, który całkowicie zredukował mój stres.


*Już wtedy wiedziałam, że nie chcę, moje zdolności aktorskie jak widać jednak są ogromne.

WARUNKI ZATRUDNIENIA

Rekruterzy grają fair i przed rozpoczęciem testów poświęcają naprawdę sporo czasu na zcharakteryzowanie pracy konduktora jak i warunków, na podstawie których zatrudniają ludzi. To tłumaczy dlaczego jest tam tak wiele osób z różnych działów. Każdy więc z zainteresowanych po odsłuchaniu tych informacji może wyjść jeśli się z nimi nie zgadza. Skoro jednak już wyprasowałam tę koszulę i przejechałam pół miasta, postanowiłam pociągnąć sprawę do końca. Czułam się trochę jak secret agent, nie powiem.

Wiecie, ile na początku zarabia konduktor? 3000 zł brutto. Mało? Dużo? Jest to stawka za pracę na pełen etat, w weekendy i święta, pracę mocno zmianową. Są ponoć oczywiście dodatki, coroczne podwyżki, premie za bilety itp jednak mnie ta informacja nie powaliła. Pamiętajmy również, że to konduktor jest najczęściej ”winny” opóźnieniom pociągów, braku miejsc, zamiany wagonów, braku biletów i brudu w toaletach (które notabene musi podczas podróży ogarniać).

To osoba, która jest odpowiedzialna za podróżnych i pociągi, w których zdarzają się złodzieje, kibole, pożary czy samobójcy na torach.
Podpisując umowę z PKP, kandydat zostaje wysłany na 4-tygodniowy trening i staż, który musi zakończyć się pozytywnie zdanym egzaminem. Ten czas PKP wycenia na 13 zł/h brutto. 8 godzin nauki dziennie, a więc pełen etat. Co się dzieje, kiedy nie zdasz egzaminu? Zwracasz koszta treningu, czyli 8,5 tyś zł. Nie mam zastrzeżeń, robi tak wiele firm, nie tylko spółki państwowe.

Co jest dla mnie natomiast ostatecznym argumentem, dla którego nie przywdzieję jednak munduru konduktora (i tak ma się nijak do marynarskich) to zobowiązanie. Podpisując umowę, zobowiązujesz się pracować na stanowisku minimum 3 lata. Jeśli dobrowolnie odejdziesz w ciągu tego czasu, również zwracasz koszty treningu, pomniejszone o przepracowany czas. Jak jest to liczone, nie wiem. Dla mnie jest to warunek, na który nie mogę się zgodzić, bo jak już pewnie domyśliliście się wcześniej, jestem całkiem niestabilna pod względem miejsc i prac. Jestem pewna, że dla wielu jest to praca marzeń i pewnie spotkam kiedyś w pociągu osoby, które współdzieliły ze mną rekrutację. Uznałam jednak, że mocno kuszące zniżki na bilety nie są warte zobowiązania właśnie (mam psa i chłopaka, dla mnie to już dużo :D)

 
Ciekawa jestem waszych opinii na ten temat. Wiem, że wielu z was będzie zaskoczonych- been there! Mam jeszcze jedną ciakawostke z działu rekrutacji. Dostałam kiedyś telefon z propozycją pracy jako listonosz (praca na powietrzu, w ruchu, same superlatywy). Wiecie ile płacą za pełen etat w Warszawie? Najniższą krajową 🙂 Szanujmy więc konduktorów i listonoszy!

  • Chyba najbardziej przerażające jest to uwiązanie przez 3 lata. Pewnie dlatego tak wielu jest już dojrzałych panów na tym stanowisku. Jak ktoś chce ciepła posadkę to idealne miejsce. 😉 Dla mnie ta pensja to żarty (szczególnie biorąc pod uwagę system pracy, czy odpowiedzialność), ale z drugiej strony, niektórzy marzą o takich pieniądzach. Trzymam kciuki, za lepszą pracę, która będzie w końcu spełnieniem Twoich marzeń.
    Twoją miłość do munduru trochę rozumiem, bo sama chciałam być zawsze… policjantem (w dziale śledczym).

    • Wlasnie tak, zobowiazanie- mnie to przeraza. Zawsze kiedy dzwonia rekruterzy i pytaja gdzie widze siebie za 5 lat, juz nawet nie klamie i nie mowie tego, co chca uslyszec, bo nie przechodzi mi to przez gardlo 🙂
      Bo kobiety w mundurze wygladaja naprawde pieknie!

  • Junior konduktor nadal zarabia wiecej niz specjalista z kilkuletnim stazem u mnie, hehe.
    3 lata takiego zobowiazania… Nawet ja, a przeciez jestem bardziej „stala”, bym sie wahala. Znajdziesz cos fajniejszego, wiadomo!

    • Twoja poprzednia praca to w ogole jakis zart pod wzgledem zarobkow!

  • Miej odwagę marzyć! I nie mów, że do AMW nie mogłaś się nie dostać! Spodziewaj się od siebie najlepszego, czasem trzeba coś więcej ku temu zrobić, ale mogłabyś, bo jesteś zdolniacha. trzeba tylko być upartym chyba… Wcale nie wybitni, ale mający wysokie mniemanie często wychodzą na lepsze niż ogarnięci ludzie! Bbbrrr! Też myślałam, że wyniki z matury z matmy coś znaczą… Dupa i kamieni kupa. Trzęsłam się na myśl o egzaminie na studiach ze statystyki, dostałam 4+ (to się okazało taakie logiczne!!!). A teraz, mimo że myślałam „gdzie, ja do korpo? ja i przejście testów SHL?”, czyli m.in. tych z matmy – teraz każde przechodzę!!! 😀 Także kwestia wiary i może rozwiązania kilku zadań przed rozmową. (No dobra, może nie trenuj tylko układania wieży ze spinaczy 😀 😀 ). I Michał np. też maturę z matmy napisał beznadziejnie, miał nawet mniej niż ja 😀 chyba 37%, a ja 42, a teraz obraca jako kupiec grubym hajsiwem, z jakiego byśmy przez kilka lat nie ułożyły wieży! Kwestia wyćwiczenia się i głowy na karku 😀 😀 Dream & go giiiirl! Hmm, a może Cię na obsługę wielkich statków wycieczkowych wysłać? Mój kolega tak pracował na ocenie ponad pół roku na pewno! ;>

    • Mnie nie boli to, ze gdzies sie nie dostalam, bo to, jak potoczylo sie moje zycie jest najlepszym zastepstwem 🙂 Wtedy tez bylam mlodziutka (i glupiutka), aplikowalam tam ze wzgledu na mundur, a to ma sie nijak do prawdziwej pracy na morzu. Gdybym np dalej o tym marzyla tak mocno mocno, to wiem, ze dalabym rade 🙂 Tak jak Ty i matma, statystyka czy korpo 🙂 Bo tez wierze, ze to jak dzialamy i w co wierzymy przybliza nas do spelnienia marzen. Ale kontakt do kolegi chetnie przygarne! <3

  • Marina, ja tam głęboko wierzę, że z Twoją przebojowością to tylko kwestia czasu żebyś znalazła tę pracę marzeń! Idź za głosem serca 🙂

  • czy wszyscy blogerzy zmieniają ostatnio pracę/szukają pracy? najpierw nieśmigielska, potem Ty, i ja też, ja też, ja też!

    • Jest jeszcze Kasia Tutko do kompletu hehe, zalozmy jakis klub bezrobotnego blogera! 😉
      A Ty nie bylas freelancerem czasami?

    • ja też dołączam do tego wesołego klubu 😀

  • Ach, słynne zadanie na pracę grupową z budowaniem wieży! My budowaliśmy z kartonów i z opcją znikających nożyczek, co skończyło się tak, że osobiście, swoimi ząbkami, rwałam taśmę klejącą 😉 Ba, później sama prowadziłam takie „assesment center”, Jest też wariant budowy wieży z makaronu, tak żeby na czubku utrzymała się różowa pianka marshmallow.
    W ogóle to bardzo fajne doświadczenie chodzić na rozmowy rekrutacyjne, mimo iż wiesz, że nie przyjmiesz tej pracy. Polecam każdemu w ramach treningu 🙂

    Podziwiam, a z drugiej strony rozumiem dobrze – sama nigdy nie pisałabym się na podobne zobowiązanie. Przeżywam, że przez rok muszę zostać w Rzeszowie, choć juz najchętniej rzuciłabym się w wir jakieś przygody.
    Ale nic się nie martw. Przyjdą jeszcze lepsze oferty:)

    • Nigdy nie zrozumiem tych zadan i wielu pytan, ktore padaja na rozmowach o prace, wiec chetnie sie dowiem o co chodzi z budowaniem wiezy.
      Rok zleci szybko! Gdyby to zobowiazanie bylo na rok wlasnie, to pewnie nie mialabym problemu, ale trzy lata to zdecydowanie za duzo.

      • To zadania, które ma na celu sprawdzić, jak funkcjonujesz w grupie. Zwykle obserwuje się, kogo wyróżniają cechy przywódcze, jaką rolę pełnisz w grupie, czy wychodzisz z inicjatywą, ewentualne konflikty i jak je rozwiązujesz… Takie wielkie nic 😀

        • Tak bardzo chcieli sprawic wrazenie profesjonalnych 😀

  • Gosia, mega dzięki za ten tekst. Mój brat chciał zostać konduktorem i pomagałam pisać cv, ale teraz widzę, że to nie jest tak łatwo się dostać. Teraz sobie pomyślałam, że troszkę jesteśmy podobne, bo ja też kiedyś zastanawiałam się nad noszeniem listów, ale jakoś ostatecznie nie próbowałam. Nie znam Twojej kariery dobrze, ale chętnie przeczytałabym Twoje wspomnienia z wykonywania różnych zawodów typu właśnie listonosz. Mało jest takich informacji w internecie. 🙂 No i trzymam kciuki za Twoją karierę! 🙂

    • O czesc, nie wiedzialam, ze mnie czytasz! 😉 Zajebiscie wiedziec, ze komus sie to rzeczywiscie przyda, przynajmniej brat bedzie dobrze przygotowany, jesli zadzwonia 🙂
      Ostatecznie nie przyjelam tej pracy listonosza rowniez, wiec nie wiem jak to jest dla nich pracowac. Kasa jest przerazajaca…

      • Nie spodziewałaś się hiszpańskiej inkwizycji! 😉 Poglądam często zdjęcia. 🙂 Podtrzymuję pomysł, że opisanie Twoich perypetii zawodowych świetnie by się czytało. 🙂

        • Nie spodziewalam 😉 hmmm kiedys byl taki trend chyba na opisywanie ma first 7 jobs, tylko ja mam z 17 😀

Scroll Up