Belgijskie czekoladki

In Belgia, Podróże

Mieszkając w Holandii bardzo lubiłam robić sobie wycieczki do Belgii, która wydawała mi się inna. Jadąc do Belgii mieszkając w Polsce, przez całe 5 dni byłam pewna, że jestem w Holandii. Różnice? Brak coffeeshopów i odrobinę tańsze pociągi.

ANTWERPIA JEST TYLKO O RZUT BERETEM, EKHM, RĘKĄ!

Antwerpia słynie z pięknego dworca centralnego, ale zdecydowanie nie jest on jedyną atrakcją. Dwa dni to zdecydowanie za mało na dobre zaciągnięcie się miastem, ale wystarczająco sporo, aby obejść je wszerz i wzdłuż pieszo. Kilometry piesze zawsze popłacają- jak nie ładnymi nogami, to zmieniającym się otoczeniem. I tak, nie wiedząc kiedy, znalazłam się z Izraelu (pamiętacie wierszyk o siedmiomilowych butach?). W małym Izraelu dokładnie, ponieważ Antwerpię zamieszkuje ok. 15 tyś Żydów. I są to Żydzi z krwi i kości- w strojach tak tradycyjnych, że aż niemożliwych.

Nazwa Antwerpia pochodzi od słów hand werpen, co w tłumaczeniu daje ”rzucać ręką”. “Legenda mówi, że dawno, dawno temu, nad rzeką Skaldą (Schelde) żył olbrzym zwący się Druon Antigoon. Olbrzym kazał sobie płacić cło od każdego kto się przez rzekę przeprawiał. Kto cła nie zapłacił temu Antigoon rękę ucinał i wyrzucał ją do rzeki. Dopiero rzymski żołnierz Silvius Brabo śmielił się przeciwstawić olbrzymowi i w walce go pokonał; odciął rękę olbrzyma i wrzucił ją do Skaldy. Tą legendę przedstawia fontanna przed ratuszem na rynku starego miasta.”

Zdecydowanie ciekawsze (robiłam to całą niedzielę) jest buszowanie po sklepach ze starociami i pchlich targach, których jest tutaj naprawdę sporo. Antwerpia uchodzi za belgijskie miasto artystów i antyków. Galerie i atelier przeplatają się ze sklepami i kawiarniami, wejście bardzo często jest darmowe, a dawka inspiracji (i darmowe wino) jeszcze nikomu nie zaszkodziły, jest to więc kolejny plus chodzenia pieszo. Tak jak i holenderskie, belgijskie miasta również mają swoje ”dziwactwa”- restaurację, której wystrojem są dewocjonalia i autentyczne kościelne rzeźby, czy klatki schodowe z gablotkami z lalek Barbie. No właśnie- dziwactwa. Kim jestem, żeby móc to oceniać. Gdyby móc zebrać wszystkie fajne cechy państw i stworzyć z nich miasto idealne- z Belgii zabrałabym luz i tolerancję oraz jeśli wystarczyłoby miejsca, chociaż jedną czekoladziarnię. A wszystkim dziwakom przybijam piątkę!

BRZYDKIE MORZE > ŻADNE MORZE. PUNKT DLA OSTENDY

Wiadomo, że idealnie byłoby, aby europejska siedziba mojej firmy mieściła się w Lizbonie czy innej Barcelonie, ale właściwie każde nadmorskie miasto zawsze mnie cieszy, nawet jeśli jest tak brzydkie jak holenderskie Zandvoort aan Zee (mieszkałam tam ponad rok). Ostenda jest całkiem nijaka, więc poza wycieczką do supermarketu (po sałatę, chleb i hummus- przyp.red.) i dojazdem na szkolenie, darowałam sobie spacery ulicami, a każdą wolną chwilę spędzałam na plaży (to było pierwsze 15 stopni w tym roku!!). No i jak nie powiedzieć, że nie masz szczęścia, kiedy tęskniąc za psem, biegnie do ciebie golden retriver??

BRUGIa

Dla jednych Wenecja, dla innych… kac. Zatopiłam swój honor w barze z ponad 170 gatunkami ginu, wobec czego relacji z Brugii nie będzie.

  • kurde. mam do zagospodarowania 1 dzień w belgii i mocno rozważam wyjazd do Brugii lub Antwerpii. Kilka dni temu czytałam raczej gorzką recenzję Antwerpii i szala przechyliła się na stronę brugii. A teraz?? Ale miszmasz mam w głowie po Twoich kilku ostatnich zdaniach! 😀
    ale co się dziwić? ile blogerów, tyle opinii.

    • No i idealnie to podsumowałaś, więc najlepiej pojedź i przekonaj się sama 🙂
      Brugia jest mała i mooocno turystyczna, więc jeśli lubisz miejsca, które są ładne mimo tego, że zatłoczone, to pewnie Ci się spodoba. Ale ja zostaję w #teamantwerpia (podeślij mi ten gorzki tekst 😀 )

Scroll Up
Inline
Inline