Autostopem przez Szwajcarie S01E02: Jezioro Genewskie, Montreux + Bazylea

In Podróże, Szwajcaria

Jak wstając przed świtem zmarnować pół dnia na złych wylotówkach z miasta? Czy to prawda, że prochy Freddiego Mercurego zostały wrzucone do Jeziora Genewskiego? I co wpływa na to, że Szwajcarzy to najdłużej żyjący (po Japonii) naród? Te oraz inne ciekawostki, które pewnie znajdziecie gdzieś indziej, ale czymś was muszę zainteresować, już dziś na blogu!

Czyżby wstęp zabrzmiał troszeczkę filmowo? Tak jakby ktoś przygotowywał filmik z wyjazdu i wczuwał się w rolę reżysera, operatora kamery, montażysty i wszystkich innych funkcji poza pierwszoplanowym aktorem? Już niedługo wszystko się wyjaśni… No dobra, już przestaję.


Myślę, że posiadam wiele umiejętności, które są w życiu przydatne, na przykład potrafię nazwać ptaki po gatunkach, wiem jak uprawiać ogródek, jakie grzyby zbierać w lesie czy jak zmienić oponę w (nawet) tylnym kole rowera. Nauka tych wszystkich arcyważnych rzeczy sprawiła, że zabrakło już miejsca i czasu na inne, takie jak odczytywanie mapy (#blogerkapodroznicza). I nieważne, czy jest to mapa Google z włączoną nawigacją- zawsze muszę pójść z stronę przeciwną do pożądanej, a ten niebieski dymek teoretycznie wskazujący kierunek zawsze musi się zawisic kiedy potrzebuję. Tym sposobem minęło sporo czasu oraz kilometrów z plecakami zanim przyznałam się, że chyba się pomyliłam…
Z Berna w kierunku Montreux wydostać się nie jest łatwo- droga, która moglabybyc idealna do autostopowania, ma także tory tramwajowe, przez co żaden samochód nie może się zatrzymać na poboczu. I potrzebowaliśmy godziny aby rzeczywiście w to uwierzyć i zrozumieć skąd te dziwne miny kierowców. Z pomocą przyszła aplikacja Hitchhiking Maps, która trochę wygląda jak strony www z lat 90, ale ma sprawdzone patenty okraszone komentarzami. Dystans, który mieliśmy tego dnia do pokonania (Berno-Montreux) wynosił niecałe 100 km. Czasowo zajęło nam to 3h szukania odpowiedniego miejsca do autostopowania plus kolejne 3 z trzema przesiadkami- mimo tak niewielkiej odległości nie trafiliśmy na kierowcę, który jechałby dalej niż 30 km. Los jednak wynagrodził nas na koniec- ostatni kierowca, przemiły Macedończyk, postanowił zjechać z autostrady tylko po to, żeby powozić nas po wąskich drogach pomiędzy winnicami z widokiem na góry i jezioro. I niech mi ktoś powie, że jazda autostopem jest niewygodna…

MONTREUX- IT’S A KIND OF MAGIC

Nie jest to miejsce, które wybrałabym na wakacje, gdyby nie związek z Freddiem. Miasto jest raczej luksusowe- drogie hotele i restauracje, piękne kamienice, płatny kibel w McDonalds… Ale jak to mówią- ,,każdy ma swój Ganges” (P. Coelho) Żeby było jasne- nie porównuję F.M. do żadnego z bogów i mam nadzieję, że nikogo nie obrażę mówiąc, że dla mnie jest to dosyć ważne miejsce. To naprawdę piękne widok: ludzie gromadzący się wokół pomnika; ktoś zostawił kwiaty, ktoś inny gra na instrumencie, którego nie potrafię nazwać. Nie do końca w to wierzę, ale istnieje legenda, że prochy artysty wsypano właśnie do jeziora.

 
Zdradzę wam tajemnicę: jest jedno miejsce w mieście, w którym naprawdę można poczuć ducha Freddiego i nie trzeba bawić się w czarną magię. Na początek odrobina historii: jak większość zespołów, Queen również szukało miejsca do nagrywania, które byłoby spokojne (bez tłumu fanów i paparazzi pod oknami). Typowe nastawianie Szwajcarów do nieznajomych i aspekt podatkowy sprawiły, że muzycy wybrali właśnie Montreux i tam otworzyli swoje studio nagrań. I to właśnie w tym studio, które dziś znajduje się w kasynie (co swoją drogą jest zajebiste, bo wystrój lat 80tych tylko podkreśla charakter miejsca) można przez chwilę poczuć ‚kind of magic’!


Byłam w stanie zapłacić za wstęp i 100 franków za osobę. Jakie było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że wejście jest darmowe! W salach, które po części zostały nienaruszone od czasów nagrań zespołu, można dziś znaleźć rękopisy Freddiego, kostiumy z koncertów, plakaty, bilety, podpisane płyty… Co mam powiedzieć- płakałam! Łzy leciały ostro, kiedy wchodząc do ciemnego studia nagrań z głośników leci ‚I’m the invisible man’. Kurcze, dokładnie tak było- Freddiego nie widać, ale czuć! Zdecydowanie mejsce numer 1 do odwiedzenia w mieście. Już po fakcie, bo kilka dni temu, w ręce wpadł mi artykuł o kilka razy do roku organizowanych wycieczkach do domu, który wynajmował Freddie. Chyba mam już więc plany na następny pobyt w Szwajcarii…

VEVEY

Nie udało mi się znaleźć couchsurfingowego hosta w Montreux, wylądowaliśmy więc w Vevey. Jeśli macie w domu płatki śniadaniowe np. Nesquick, to zobaczcie na odwrocie skąd pochodzą. Właśnie z Vevey, miasta Nestle. Dla mnie jest to atrakcja wartości 0, ale jest też inna- tutaj urodził się Charlie Chaplin. Opadaliśmy już jednak powoli z sił (wczesne wstawanie, kilometry z plecakami) więc nie wysililiśmy się na więcej niż doczłapanie do jeziora.

Szwajcaria uchodzi za jeden z czołowych krajów, w którym żyje się dobrze, ludzie są szczęśliwi, a średnia wieku wynosi 83,5 lat. To drugi po Japonii najdłużej żyjący naród (w pierwszej części pisałam już, że Szwajcaria jest trochę Japonią Europy- a nie mówiłam!) na świecie. Jaki sekret tkwi w długowieczności? Portal swissinfo.ch podaje, że jedzenie sera wydłuża życie- z czym się oczywiście nie zgodzę, hehe. Szwajcarzy są bardzo aktywni- rowerowe wycieczki górskie to codzienność, tak jak i kąpiele w chłodnym jeziorze. Poza tym to jeden z najszczuplejszych narodów Europy (właściwie w 2015 Szwajcaria została uznana za najszczuplejszy). Na pewno wpływ na długi żywot ma także nie tyle bogactwo, co dobre zarobki i dostęp do wielu dóbr. Myślę więc, że płacenie wysokich podatków ma tam jakiś sens.

LOZANNA

Słyszałam wiele dobrego o tym mieście, jednak po tak atrakcyjnym Bernie, dla mnie jest to 7/10. Mam tutaj za to ciekawostkę, która na pewno zainteresuje blogerki modowe: Coco Chanel została pochowana właśnie w Lozannie. Dla nas był to obowiązkowy punkt na mapie jednak z innych względów- brat Sergio zamienił Como na Lozanne. Prawidłowo, ileż można jeździć do Como. Miasto nie jest złe- jak na niezbyt duży rozmiar (czwarte co do wielkości szwajcarskie) ma metro (2 linie, czyli tyle ile ma Warszawa), jezioro, winnice i na dodatek jest olimpijską stolicą.


Właśnie w Lozannie powstał mój debiutancki filmik, moje dzieło, moje dziecko- jestem z tego strasznie dumna i mam nadzieję, że już daliście suba 😉

BAZYLEA

Już Rolling Stonesi śpiewali o tym, że w życiu lepiej jest nie mieć oczekiwań i poniekąd jest to zgodne z moją filozofią. Przygotowując się do wyjazdu Bazylea pojawiała się w większości przewodników jakie czytałam, głównie jako piękne i ciekawe miasto. No nie wiem. Pewnie świeżo po przylocie można miło się zaskoczyć, jednak powiem jeszcze raz, że po wizycie w Bernie każde inne miasto nie ma szans na prowadzenie w ‚top 10 Szwajcarii’. Woda już nie tak błękitna (oczywiście zdaję sobie sprawę, że Ren przepływający jest większą rzeką niż Aare), ludzie jakby bardziej obcy, zabiegani… I tramwaje- wszędzie jest ich pełno. Jeden za drugim, mijanie, przebieganie i panika, czy zza rogu nie wyskoczy kolejny. Przy tak ciasnych uliczkach jest to naprawdę przytłaczające.

Tutaj również spotkaliśmy tłumy ludzi wracających z pracy do domu rzeką, woda była jednak zdecydowanie zimniejsza, a nurt silniejszy. Oznacza to, że oczywiście nie wskoczyłam. Wystarczająco najadłam się strachu poprzednim razem.

Oto wynik 6-dniowych wakacji: myślę, że całkiem niezły. Zdradzę także, że w sumie spędziliśmy niecały tysiąc złotych (dwie osoby, z lotami włącznie). Wiem, że taki sposób podróżowania nie jest dla każdego. Czas, który marnuje się na czekaniu na podwozke jest ważniejszy niż wydanie 40 franków na pociąg, jednak w czasach, kiedy nie ma już co odkrywać jest to dla mnie jakiś tam rodzaj przygody. Nie robię tego na codzien, stąd wydaje mi się to atrakcyjne.

  • w jednym utwierdziłam się tylko bardziej: bardzo mi szkoda, że jeszcze mnie w Szwajcarii nie było
    no i widzę że wszyscy debiutują w filmach! fiu fiu! :-))

    • ej no i wcale to nie takie wyjątkowe spędzić pół dnia na złych wylotówkach, ja ogarniam mapę i też mi się zdarza, ale – pamiętajmy – blond to styl życia! a nie kolor włosów

  • Te widoki są cudowne. Strasznie tęsknię za Szwajcarią, a patrząc na Twoje zdjęcia najchętniej wybrałabym się tam już, zaraz. Myślę, że Szwajcarzy żyją tak długo z mnóstwa powodów – zdrowo żyją, uprawiają sporty, mniej się stresują, mają czyste powietrze, piękne widoki, czekoladę i sery.

Scroll Up
Inline
Inline