Atrakcje zachodniej Sycylii

In Podróże, Włochy

Palermo, czyli w końcu się doprosiłam

4 lata wymówek: bo niebezpiecznie, bo kradną, napadają z nożami, a już na pewno mogę zapomnieć o tym, że będę sobie chodzić ulicami z aparatem na szyi. Powiedziałam, że jadę sama, jutro, i jeśli chce, może zostać w domu, wyślę mu zdjęcia. Kilka godzin później mieliśmy już zorganizowany dojazd, nocleg, wstępny plan, miejsca, gdzie można zjeść wegańskie brioche con gelato!

Moje pierwsze wrażenia po tygodniu w Corleone i Marsali – cywilizacja! Sklepy, sieciówki, billboardy, tłumy. Coś, czego powinnam obawiać się najbardziej, czyli miejskie bazary (kieszonkowcy!!!) tak naprawdę straszyło z innego powodu – smrodu ryb i śmieci. Była to jednak moja ulubiona część zwiedzania, jak zwykle z resztą. Obeszliśmy 3 bazary, jedyny godny polecenia pod względem i towaru i wielkości to Mercato del Capo. Pozostałe, łącznie ze słynną Vuccirią, to już tylko strata czasu – są tam głównie chińskie ubrania i pamiątki.

Na wstępie nie bez powodu przywołałam postać wielkiego podróżnika, Roberta Makłowicza. To właśnie jego relacja (a nie drogie i bez obrazków przewodniki Lonely Planet) służyła mi za inspirację. Wiecie jakie to uczucie stanąć tam gdzie Makłowicz??? Całkiem spoko! Poza tym mogłam upiec dwie pieczenie, bo zaliczyć także widok na miasto z góry i bez drona. Wejście na dach to sport – 100 stopni w ciasnej wieży, a także dobrze wydane 5 euro. Liczba wejść w jednej turze (wejścia odbywają się co pół godziny) jest co prawda ograniczona, ale jeszcze bardziej ograniczona jest powierzchnia spacerowa dachu, więc na każdym zdjęciu będzie nieproszony człowiek. Ruch tylko wahadłowy, więc korek na górze to też oczywistość. Mimo tego – warto.

Jak już się rozkręcicie i tak się składa, że dysponujecie samochodem, możecie zobaczyć miasto z jeszcze wyższej niż katedra okolicy, bo z najwyższego szczytu górującego nad miastem, Monte Pellegrino. Do pewnej wysokości wjedziecie samochodem (dokładnie pod kościół św. Rozalii), później zostają 3 sekwencje do przejścia pieszo, da się to zrobić w godzinę (licząc także zejście). Na górze zastaniecie cmentarzysko złomu, satelity i anteny radio i telewizyjne, buczenie maszyn.

A po zejściu na ziemię przepocone ciała można wykąpać na plażach w Mondello. Jak i w pozostałych sycylijskich miejscach, 80% plaż jest prywatnych. Dla tych, którzy płacić nie chcą, zostaje wąski skrawek piasku przecinany sprzedawcami wszystkiego.

SEGESTA- MÓJ NUMBER 1 NA SYCYLII

Nadal nie rozumiem jak Sergio mógł ukrywać to przede mną tyle czasu, tym bardziej, że Segesta oddalona jest od jego domu zaledwie pół godziny drogi (czyli trzeba było kupić Lonely Planet). Jeśli ktoś kiedyś mówił mi, że w pewnym miejscu można było odczuć dziwną energię, albo nawet i drgania (i nie opowiadał o wulkanie), a ja się śmiałam, to od tej chwili nie jest mi już tak do śmiechu. Nie zrozumcie mnie źle – tam nie straszy, ani nikt nie ginie jak na Trójkącie Bermudzkim, tam jest po prostu niewiarygodnie magicznie. I magia ani na chwilę nie maleje, nawet obok okolicznych toi toi.

Wiecie jaka była moja pierwsza myśl, kiedy stanęłam twarzą w twarz z tą przepiękną świątynią? (ja – przeciwniczka małżeństwa)? Że gdybym miała brać ślub, to tylko tam! Ta świątynia stoi od prawdopodobnie od 420 r.p.n.e. – nie zniszczyły jej trzęsienia ziemi, kolejne cywilizacje rządzące Sycylią, ani bombardowania. Ona tam sobie cały czas stoi, nigdy nie dokończona, ale też nigdy nie poprawiana – dostała jedynie wsporniki. Ergo mojego romantycznego myślenia jest takie, że właśnie takie powinno być małżeństwo – jak ta świątynia.

Segesta jest super także z bardziej przyziemnego powodu. Na sąsiednim wzgórzu w równie dobrych warunkach zachował się amfiteatr. Pamiętam mój zachwyt nad kinem letnim na dachu biurowca w centrum Warszawy. Przez całe lato trwa tam Calatafimi Segesta Festival, podczas którego wystawiane są klasyczne komedie i tragedie, głównie greckie. My załapaliśmy się na Trojanki Seneki i zupełnie nieważne było to, że nie rozumiałam wszystkiego.

Pozostając w temacie teleportacji – czarny ląd dosłownie za rogiem

Mazara del Vallo to podczas naszych pobytów na wyspie obowiązkowa miejscówka na rodzinną kolację i lody.

Mazara nadal zamieszkiwana jest w sporej części przez Arabów, wobec czego panowie w białych płachtach są tam niczym nadzwyczajnym, tak jak i centrum w postaci kasby. Kręte i wąskie uliczki, zabudowane z każde strony są (przynajmniej dla mnie) całkiem stresujące, szczególnie, że nigdy nie wiesz, kto lub co będzie w następnej. Być może to tylko rowerzysta, a być może dziewczyna z owczarkiem niemieckim siedząca za kratami. Jak dla mnie prze-idealna sceneria na kolejnego Jamesa Bonda, albo chociaż coś ze Stathmanem.

W Museo del Satiro Danzante (Muzeum Tańczącego Satyra) jest arcyciekawie i jestem pewna, że gdyby nie film pokazujący odnalezienie rzeźby, jej restauracja oraz historia, wyszłabym po 5 minutach.

Satyr z Mazary jest o tyle wyjątkowy, że znaleziony pod wodą w latach 90-tych, zachował się w całkiem dobrym stanie (poza brakiem rąk i jednej nogi, ale jak widać nie przeszkadza mu to w wiecznej balandze). Nie potrafię przytoczyć historii Satyra, ale jest ona opowiedziana w filmie, części którego dostępne są na yt, na przykład tutaj. Posąg stoi w centralnej części starego kościoła, nad nim jest już tylko wysoki strop i jego własna, niekończąca się ekstaza.

  • Konrad Latecki

    Cieszę się, że ktoś wreszcie docenia jednego z moich ulubionych polskich podróżników – Makłowicza 😉 Mam nadzieję, że wkrótce też uda mi się ruszyć jego śladami na Sycylii, zdjęcia zachęcają

    • Dokładnie – przecież on tyle samo czasu, co na gotowanie, poświęca na i historię i walory miejsca, więc jest to autentycznie podróżnik 😀

      • Patrycja G

        Hej! Ja uwielbiam Makłowicza! Gdy planuję kolejny wyjazd pierwsze co sprawdzam czy Makłowicz tam był – włączam odcinek i skrzętnie spisuję wszystkie miejscówki! Historii, kultury jest tam od groma, a jesli chodzi o jedzenie – nigdy się nie zawiodłam na polecanych knajpkach – czy był to Izrael, Macedonia, Rumunia czy Bośnia! #teammaklowicz

        • Jesteś moją idolką – organizatorką wyjazdów i od dziś będę robić dokładnie tak samo 😀 Może jakaś kooperacja – podróże śladami Makłowicza?

  • Patrycja Sklodowska

    Fenomenalne zdjęcia. Mogłabym jechać już jutro. Włochy doceniam przede wszystkim kulinarnie. Sycylia wydaje się trafionym pomysłem.

    • hej, to tak samo jak ja i jest tu jeszcze jedna chętna poniżej, więc zaraz organizujemy wycieczkę! 😀

  • Genialna fotorelacja! Też sobie śmigałem kiedyś po Sycylii i myślałem sobie – gdybym tylko miał lepsze zdolności fotograficzne 😉

    • Dzięki! 😉 a ja jeżdże i myślę “gdybym tylko miała lepszy aparat…”

  • Przepiękne zdjęcia! Miałam okazję na Sycylii odwiedzić Palermo i Cefalu – to drugie szczególnie polecam, ponieważ jest bardzo malownicze 🙂

  • Marta Knasiecka

    Twoje zdjęcia są niesamowite!!! Kwintesencja klimaty Sycylii!

Scroll Up
Inline
Inline