Atrakcje zachodniej Sycylii

In Podróże, Włochy

Zadałam sobie pytanie – co wolałabym na waszym miejscu – trzy, acz któtkie posty z różnych miejsc na Sycylii, czy jeden, za to wypasiony? I wyszło mi, że jak już usiądę do tego raz, to drugi, a już na pewno trzeci, strasznie się u mnie przeciągnie w czasie, a kto chciałby oglądać zdjęcia z wakacji w październiku? Lenistwo rules! Tym samym w dzisiejszym wydaniu pakiecik atrakcji zachodniej Sycylii: Palermo (prawie śladami Makłowicza), Segesta (szybka teleportacja do starożytnej Grecji) i Mazara del Vallo (tak arabska, że zapomniałam, że nadal jestem w Europie).

Palermo, czyli w końcu się doprosiłam

4 lata wymówek: bo niebezpiecznie, bo kradną, napadają z nożami, a już na pewno mogę zapomnieć o tym, że będę sobie chodzić ulicami z aparatem na szyi. Powiedziałam, że jadę sama, jutro, i jeśli chce, może zostać w domu, wyślę mu zdjęcia. Kilka godzin później mieliśmy już zorganizowany dojazd, nocleg, wstępny plan, miejsca, gdzie można zjeść wegańskie brioche con gelato – jak nigdy!

Moje piersze wrażenia po tygodniu w Corleone i Marsali – cywilizacja! Sklepy, sieciówki, bilboardy, tłumy. Coś, czego powinnam obawiać się najbardziej, czyli miejskie bazary (kieszonkowcy!!!) tak naprawdę straszyło z innego powodu – smrodu (ryb, śmieci i gorąca), jednak była to moja ulubiona część zwiedzania, jak zwykle z resztą. Miejsca, w których po taniości można zaopatrzyć się w najlepszy obiad (jeśli myślicie, że potraficie wyobrazić sobie smak tych pomidorów, to pomnóżcie to jeszcze razy 1000 – takie były!), popodglądać mieszkańców i pożałować, że nie można mieć tego na co dzień, to zdecydowane must see, nie tylko w Palermo z resztą. Obeszliśmy 3 bazary, jedyby godny polecenia pod względem i towaru i wielkości to Mercato del Capo. Pozostałe, łącznie ze słynną Vucciria, to już tylko strata czasu – są tam głównie chińskie ubrania i pamiątki.

Na wstępie nie bez powodu przywołałam postać wielkiego podróżnika, Roberta Makłowicza. To właśnie jego relacja (a nie jakieś tam drogie i bez obrazków Lonely Planet) służyła mi za inspirację. Wiecie jakie to uczucie stanąć tam gdzie Makłowicz??? Całkiem spoko! Poza tym mogłam upiec dwie pieczenie (hehe), bo zaliczyć także widok na miasto z góry i bez drona. Wejście na dach to sport – 100 stopni w ciasnej wieży, a także dobrze wydane 5 euro. Liczba wejść w jednej turze (wejścia odbywają się co pół godziny) jest co prawda ograniczona, ale jeszcze bardziej ograniczona jest powierzchnia spacerowa dachu, więc na każdym zdjęciu będzie nieproszony człowiek. Ruch tylko wahadłowy, więc korek na górze to też oczywistość.

Jak już się rozkręcicie i tak się składa, że dysponujecie samochodem, możecie zobaczyć miasto z jeszcze wyższej niż katedra okolicy, bo z najwyższego szczytu górójącego nad miastem, Monte Pellegrino. Do pewnej wysokości wjedziecie samochodem (dokładnie pod kościół św. Rozalii), później zostają 3 sekwencje do przejścia pieszo, da się to zrobić w godzinę (licząc także zejście). Na górze zastaniecie cmentarzysko złomu, satelity i anteny radio i telewizyjne, buczenie maszyn. Widok? 7/10, bo po drodze widać wszystko dokładnie tak samo, z tym, że im wyżej, tym słabiej.

A po zejściu na ziemię przepocone ciała można wykąpać na plażach w Mondello. Jak i w pozostałych sycylijskich miejsach 80% plaż jest prywatnych. Dla tych, którzy płacić nie chcą, zostaje wąski skrawek piasku przecinany sprzedawcami wszystkiego.

Mnie dwa dni wśród cywilizacji zdecydowanie wystarczyły, dlatego postanowiłam się odchamić w najstarszy ludzkości znany sposób (nie łączcie tego z próbami ucieczki od głośnej rodziny – chciałabym! Rodzina pojechała z nami :(((((((( )

SEGESTA- MÓJ NUMBER 1 NA SYCYLII

Nadal nie rozumiem jak Sergio mógł ukrywać to przede mną tyle czasu, tym bardziej, że Segesta oddalona jest od jego domu zaledwie pół godziny drogi (czyli trzeba było kupić Lonely Planet). Jeśli ktoś kiedyś mówił mi, że w pewnym miejscu można było odczuć dziwną energię, albo nawet i drgania (i nie opowiadał o wulkanie), a ja się śmiałam, to od tej chwili nie jest mi już tak do śmiechu. Nie zrozumcie mnie źle – tam nie straszy, ani nikt nie ginie jak na Trójkącie Bermudzkim, tam jest po prostu niewiarygodnie magicznie. I magia ani na chwilę nie maleje, nawet obok okolicznych toi toi.

Wiecie jaka była moja pierwsza myśl, kiedy stanęłam twarzą w twarz z tą przepiękną świątynią? (ja – przeciwniczka małżeństwa) Że gdybym miała brać ślub, to tylko tam! Ta świątynia stoi od prawdopodobnie od 420 r.p.n.e. – nie zniszczyły jej trzęsienia ziemi, kolejne cywilizacje rządzące Sycylią, ani bombardowania. Ona tam sobie cały czas stoi, nigdy nie dokończona, ale też nigdy nie poprawiana – dostała jedynie wsporniki. Ergo mojego romantycznego myślenia jest takie, że właśnie takie powinno być małżeństwo – jak ta świątynia.

Dobra, koniec już tego rozczulającego piania, sama ledwie mogę to czytać. Segesta jest super także z bardziej przyziemnego powodu. Na sąsiednim wzgórzu w równie dobrych warunkach zachował się amfiteatr. Pamiętam mój zachwyt nad kinem letnim na dachu biurowca w centrum Warszawy. Kino letnie może polerować marmur amfiteatru! Przez całe lato trwa tam Calatafimi Segesta Festival, podczas którego wystawiane są klasyczne komedie i tragedie, głównie greckie. Zobaczyć  Antygonę albo Króla Edypa  mogłobybyć moim ostatnim życzeniem przed śmiercią. My załapaliśmy się na Trojanki Seneki i zupełnie nieważne było to, że nie rozumiałam wszystkiego. Mój zachwyt na pewno możecie dostrzec w filmiku, który składało mi się z nieznaną do tej pory lekkością montowania video. Z Corleone nie idzie mi już tak dobrze. Mówiłam, że magia ( i teraz wjeżdża brokat i dźwięk różdżki).

Pozostając w temacie teleportacji – czarny ląd dosłownie za rogiem

Mazara del Vallo to podczas naszych pobytów na wyspie obowiązkowa miejscówka na rodzinną kolację i lody, bo w Marsali nie ma takiego wege wyboru. Nigdy więc nie było wystarczająco sporo czasu, aby pokręcić się na spokojnie* po kasbie, czy odnaleźć pomnik papieża Polaka (jest to bardzo brzydki pomnik, wobec czego zajęłam się fotografowaniem innej rzeźby, o czym za chwilę).

Mazara nadal zamieszkiwana jest w sporej części przez Arabów, wobec czego panowie w białych płachtach są tam niczym nadzwyczajnym, tak jak i centrum w postaci kasby. Kręte i wąskie uliczki, zabudowane z każde strony są (przynajmniej dla mnie) całkiem stresujące, szczególnie, że nigdy nie wiesz, kto lub co będzie w następnej. Być może to tylko rowarzysta, a być może dziewczyna z owczarkiem niemieckim siedząca za kratami (chyba rozumiecie dlaczego nie mam zdjęcia, musicie uwierzyć na słowo). Jak dla mnie przeidealna sceneria na kolejnego Jamesa Bonda, albo chociaż coś ze Stathmanem.

Nie jestem fanatyczką muzeów i nie jest to mój pierwszy wybór na pytanie co dziś robimy?, ale są oczywiście wyjątki. W Museo del Satiro Danzante (Muzeum Tańczącego Satyra – kupuję to już po samej nazwie) jest arcyciekawie i jestem pewna, że gdyby nie film pokazujący odnalezienie rzeźby, jej restauracja oraz historia, wyszłabym po 5 minutach (ot,  kolejna starożytna statuetka).

Satyr z Mazary jest o tyle wyjątkowy, że znaleziony pod wodą w latach ’90tych, zachował się w całkiem dobrym stanie (poza brakiem rąk i jednej nogi, ale jak widać nie przeszkadza mu to w wiecznej balandze). Nie potrafię przytoczyć historii Satyra, ale jest ona opowiedziana w filmie, części którego dostępne są na yt, na przykład tutaj. Posąg stoi w centralnej części starego kościoła, nad nim jest już tylko wysoki strop i jego własna, niekończąca się ekstaza.


*Pisząc ‚na spokojnie’ mam na myśli ja + maksymalnie Sergio. Mieliśmy już próby spacerów w większym gronie, dziękuję.

Nie można oczywiście spędzić całego urlopu na Sycylii bez plaży i morza, dlatego w następnym odcinku popłyniemy parostatkiem w piękny rejs na maleńką wyspę! Bez rodziny! Ju-hu!

  • Konrad Latecki

    Cieszę się, że ktoś wreszcie docenia jednego z moich ulubionych polskich podróżników – Makłowicza 😉 Mam nadzieję, że wkrótce też uda mi się ruszyć jego śladami na Sycylii, zdjęcia zachęcają

    • Dokładnie – przecież on tyle samo czasu, co na gotowanie, poświęca na i historię i walory miejsca, więc jest to autentycznie podróżnik 😀

      • Patrycja G

        Hej! Ja uwielbiam Makłowicza! Gdy planuję kolejny wyjazd pierwsze co sprawdzam czy Makłowicz tam był – włączam odcinek i skrzętnie spisuję wszystkie miejscówki! Historii, kultury jest tam od groma, a jesli chodzi o jedzenie – nigdy się nie zawiodłam na polecanych knajpkach – czy był to Izrael, Macedonia, Rumunia czy Bośnia! #teammaklowicz

        • Jesteś moją idolką – organizatorką wyjazdów i od dziś będę robić dokładnie tak samo 😀 Może jakaś kooperacja – podróże śladami Makłowicza?

  • Patrycja Sklodowska

    Fenomenalne zdjęcia. Mogłabym jechać już jutro. Włochy doceniam przede wszystkim kulinarnie. Sycylia wydaje się trafionym pomysłem.

    • hej, to tak samo jak ja i jest tu jeszcze jedna chętna poniżej, więc zaraz organizujemy wycieczkę! 😀

  • Genialna fotorelacja! Też sobie śmigałem kiedyś po Sycylii i myślałem sobie – gdybym tylko miał lepsze zdolności fotograficzne 😉

    • Dzięki! 😉 a ja jeżdże i myślę „gdybym tylko miała lepszy aparat…”

  • Przepiękne zdjęcia! Miałam okazję na Sycylii odwiedzić Palermo i Cefalu – to drugie szczególnie polecam, ponieważ jest bardzo malownicze 🙂

  • Marta Knasiecka

    Twoje zdjęcia są niesamowite!!! Kwintesencja klimaty Sycylii!

Scroll Up
Inline
Inline