Anywhere the wind blows

In Podróże

Uniesiona zachwytem wszystkich cudownych komentarzy pod ostatnim postem postanowiłam podzielić się z wami kolejną historią z przeszłości. Niestety, będąc dzieckiem, mama nie założyła mi bloga, w związku z czym to co działo się przed, muszę teraz nadrobić. A tak poważnie, to zwyczajnie w międzyczasie przed następnymi wyjazdami chcę wam trochę o sobie poopowiadać i dodać sobie punktów jako podróżnik, znawca świata, globtroter. No wiecie.

Historie, które opowiem łączy jedno: autostop. Wbrew pozorom nie zawsze (raz) z powodu braku kasy na „normalny” wyjazd. Wybrałam trzy, bo były długie i zajebiste. No chyba,że kogoś interesuje jak zrobić trasę Wrocław- Brzeg, to dajcie znać w komentarzu.

TRZY WIELKIE HISTORIE AUTOSTOPOWE

Italia pt.1

W tym miejscu musicie poznać Ankę, bo to z nią wiążą się 2 z 3 podróży. Do Rzymu doleciałyśmy jak ludzie: samolotem. Plan był taki, że od Rzymu będziemy się przemieszczać już autostopem. To była końcówka lipca, więc chciałyśmy zdążyć przed Woodstockiem. Jak obie kochamy Rzym, tak tym razem go nienawidziłyśmy. Miałyśmy ogromne plecaki, było niewiarygodnie gorąco, a jedną noc przyszło nam spędzić na ławce. Tej ławce. Od tamtego czasu, zawsze kiedy jestem w Rzymie, idę w to miejsce i dziękuję ławce za nocleg. Była to nasza ostatnia (dziwne) noc w Rzymie, z samego rana próbowałyśmy się stamtąd wydostać do Florencji.

W tamtym czasie posiadałam pewien dar, który niestety już mnie opuścił. Przepowiadałam nam jaki samochód się zatrzyma i kto będzie nim jechał. Nie wierzycie? Spytajcie Anki! Powiedziałam, że za męki ostatniej nocy, zatrzyma się zajebisty kabriolet. I co, zatrzymał się! 1:0! Ale jeszcze wtedy nie wiedziałyśmy, że jazda kabrio do przyjemnych nie należy przy wietrze i prędkości większej niż 100km/h. Do dziś mamy siniaki po biczowaniu własnymi włosami smaganymi wiatrem

We Florencji wylądowałyśmy w hostelu za 7 EUR lub 9 EUR za noc. Nie wiem, gdzie był, pewnie dziś bym go nie odnalazła, ale był cudowny i jak z filmu – stare, drewniane okna, zdobiony sufit, cały pachnący swoim wiekiem i Florencją właśnie (i delikatnie grzybkiem). Później wylądowałyśmy na couchsurfing’owej imprezie na dachu z widokiem i wiadrem mohito. 2:0.

Po drodze zaliczyłyśmy też Bolonię, a na koniec Weronę i jeszcze jakieś miasteczko, ale nie pamiętam nazwy. Anka, pamiętasz? Autostopem bez problemu dojechałyśmy do Polski i o dziwo tu było gorzej dostać się do domu, niż z takiej Austrii. Zdążyłyśmy na Woodstock i o ironio, pojechałyśmy tam samochodem 😀

Italia pt.2

Z jakiegoś powodu Anka nie mogła jechać ze mną, więc w grupie na Facebooku poznałam Magdę, z którą umówiłyśmy się w Tychach. Magda była mądra, bo wiedziała, że kierowcy ciężarówek właśnie stamtąd wyruszają na południe, więc wykorzystałyśmy tę wiedzę i po kilkunastu godzinach byłyśmy w okolicach Perugii (centralne Włochy). Celem było właśnie to miejsce, bo Magda była WWOOFem i tam miała umówione miejsce pobytu. Nie miałam na siebie pomysłu, więc też zostałam wolontariuszem u gościa na północy, w małej wiosce, gdzie miałam głównie pomagać przy łupaniu orzechów dla Nutelli (poważnie). Rzeczywistość była jednak lekko podkolorowana, a profil pana na stronie powinien zostać poddany porządnej weryfikacji, wobec czego następnego ranka zwyczajnie uciekłam bez pożegnania i znalazłam się w Turynie.

Turyn wspominam zajebiście! Poznałam świetnych ludzi, którzy w opuszczonej fabryce w Mediolanie urządzają na dziko imprezy- ja załapałam się na Couchsurfing Carnival i tutaj powinnam zostać okrzyknięta miss slow fashion, bo z mojej minimalnej garderoby udało mi się nawet stworzyć przebranie! Później nauczyłam dwie Koreanki sztuki autostopu i pojeździłyśmy jeszcze razem po północy, w Mediolanie też poznałam Michała, który dziś jeździ rowerem dookoła świata.

Greece

Z Włoch wróciłam w marcu, a w kwietniu z Anką już jechałyśmy do Grecji (obchodziłam urodziny na Akropolu!). Na ten szczytny cel sprzedałyśmy większość swoich ubrań (dziękujemy Brzeżanki- nasze sponsorki), ale oczywiście żadna z nas nie żałowała tego ani przez sekundę. Umówiony kierowca dowiózł nad do Budapesztu, gdzie znów przyszło nam spać na ławce (odszczekuję wszystkie obelgi skierowane do rzymskiej ławki- przynajmniej było ciepło!). Rano jakoś dojechałyśmy do Rumunii, przeżyłyśmy pierwszą poważną traumę i miałyśmy nawet zawracać, dobry człowiek dowiózł nas jednak do Bułgarii (Warna <3 forever!). Zatrzymałyśmy się w hostelu pełnym ludzi i imprez, a pewien Amerykanin do dziś myśli, że nasz wiśniowy tytoń to najlepsza trawa, jaką palił w życiu.

Później byłyśmy w Burgas, skąd pamiętam parę dobrych ludzi, którzy dali nam najlepszy słony sernik jaki jadłam w życiu. W pociągu do Sofii poznałyśmy Nikolaja, który o polskiej historii wiedział więcej, niż my. Chwilowo (dopóki nie skończyła nam się kasa) na dłuższe trasy wybierałyśmy transport publiczny, bo trauma pochodziła właśnie od tureckiego kierowcy. Nie pytajcie.

Kilka godzin później i kilkaset kilometrów dalej były już Saloniki, a potem Ateny, czyli nasz cel został osiągnięty. Podróż zajęła nam pięć dni.  Greckie kawy w Starbucksie kosztują, więc nie zostało nam już absolutnie nic na powrót, stąd wróciłyśmy do Brzegu autostopem. W sumie grubo ponad 5000 km.

Nie żałuję ani jednej chwili z tego czasu, nigdy nie plułam sobie w brodę i nawet jeśli były dni, że ryczałam z niemocy, w końcu zbierałam się w kupę i dawałam z siebie wszystko. Oczywiście z perspektywy czasu widzę, że nie każda decyzja była odpowiedzialna czy rozsądna, ale wierzę, że mam szczęście i wtedy też to wiedziałam. A na koniec powiem tylko, że mam jeszcze 300 razy tyle do opowiedzenia, ale zwyczajnie nie wypada pisać tego na blogu 😉


Ps. jakość zdjęć pozostawia wiele do życzenia, ale pstrykałam wtedy głównie telefonem, także rozumiecie.

  • Bardzo lubię czytać Twoje wpisy. Są pełne radości 😀 No i angielski można poćwiczyć 😉

    • dzieki wielkie! uf, a zawsze marudze, kiedy musze pisac jeszcze druga wersje 🙂 juz nie bede 🙂

  • no cóż, ta ławka nie wyglada na zbyt wygodną 😉

    podziwiam za odwagę i pasję.
    świetne zdjęcia 🙂

  • Jak się cieszę, że tutaj trafiłam!

  • Podziwiam, że taki kawał drogi można przejechać autostopem. U mnie były niewielkie epizody i to na krótkich odcinkach. 😀

  • Kasia Lorenc

    Z pewnością zostanę tu na długo ☺

  • Kurczę, chyba nie odważyłam się na podróż autostopem! Ale moja kuzynka jeździ w takie dzikie podróże regularnie i fajnie się tego słucha 😉

  • Masz co wspominać! Rewelacją, czyta się fajnie a co dopiero to przeżyć!

  • Świetny wpis 🙂

  • Piękna podróż. Lubimy takie dłuuugie zwiedzanie 🙂

  • świetna relacja i wow, co za podróż 🙂 Dla mnie bomba!

  • Genialny post ^^ Kocham autostopowanie 🙂 Co prawda skończyłam już z nim i od kilku dobrych lat zwiedzam trochę inaczej, ale jeszcze w 2010 zrobiłam Polskę dookoła stopem 🙂 Chyba nie ma lepszego sposobu by tak poznawać ludzi i przezywać przygody.
    Ławka w Rzymie (pewnie wtedy ją przeklinałaś, a dzisiaj to Twoja mała mekka przy kolejnych wizytach w Rzymie?), ciasto urodzinowe gdzieś hen hen daleko smakuje dużo lepiej niż najpyszniejszy tort z cukierni za rogiem. Awwwww <3 Zrobiłaś mi dzień tym postem! 🙂 Pozdrawiam ciepło! Monika z draVska.com

  • Chyba bym się nie odważyła 🙂

  • Ewa

    Podziwiam osoby podróżujące autostopem, ja nigdy nie miałam tyle odwagi 😊

  • Super podróż. Nigdy mnie nie ciągnęło do auto-stopa i w sumie przejechałam tak może z 30 km 😉 w życiu.

  • Blog w dwóch językach? Ciekawy pomysł. Masz odwiedzających z zagranicy?

  • super . Fajnie mieć taka przyjaciółe , z którą można jechac wszędzie

  • Gratuluję po pierwsze wyjazdów:) Po drugie koleżanek i poznanych ludzi, bo to chyba największa wartość dodana podróży:) Świetnie się czytało te historię, chcę więcej:)

  • Łapanie stopa, spanie na parkowych ławkach i po dworcach, to jedna z lepszych przygód jakie mogą nas spotkać w życiu. Czasem sama podróż i wszystko to, co dzieje się w międzyczasie, pozostawia o wiele więcej wspomnień od celu podróży. 😉

  • Nigdy nie podrozowalam autostopem. Mąż tak. Generalnie podziwiam, bo sporo przygód przynosi

  • cudowne zdjęcia, cudowne kraje i wyjazdy i to jeszcze autostopem 😀 pięknie 😀

  • Ale mi przypomniałaś moje czasy studenckie! Najlepsze podróże to te stopem 🙂

  • Jeszcze 5 lat temu odważyłabym się na taką przygodę, dziś już nie bo z wiekiem priorytety się zmieniają. Gratuluję Ci jednak odwagi i życzę powodzenia w dalszych podróżach, jeśli takie będą. 🙂

  • Fru

    Czytam i czytam i kurka znów żałuję, że swojego podróżowania nie zaczęłam za młodu tylko jako stary piernik 😉

Scroll Up
Inline
Inline