2 lata bez jedzenia zwierząt*- uwaga, żyję!

In Cały ten Weganizm

*Specjalnie nie piszę „bez jedzenia mięsa”, bo nazwijmy rzeczy po imieniu- zjadamy zwierzęta. Ciała, niewiele różne od naszych własnych, które do niedawna oddychały, odczuwały; nie twory fabryk i przetwórni, chociaż wielu mogłoby się tak wydawać. Tradycyjnie- nie mam zamiaru nikogo namawiać. Pragnę jedynie przedstawić swoje wnioski, które wyciągnęłam po dwóch latach bez przerwy od zmiany diety.


Zanim zacznę musicie wiedzieć, że głęboko wierzę, iż wszystko, co nas spotyka, przychodzi w czasie, kiedy (nawet nieświadomie) jesteśmy gotowi. Osobiście sama jako nastolatka podejmowałam próby odstawienia mięsa, z wielu powodów nie udało mi się wytrwać zbyt długo. W późniejszych latach nie zastanawiałam się nad takimi sprawami jak dieta czy zdrowie. Doskonale wiedziałam w jaki sposób mięso czy jajka lądują w supermarkecie, ale po prostu ten temat mnie nie dotyczył, nie istniał. Do odstawienia mięsa na próbę zachęciła mnie (jak zwykle) moja Anka. Jednak było to bardziej na zasadzie „a nóż schudnę” (egoistka 100%), niż z empatycznych czy zdrowotnych pobudek. No cóż, wiedza, jak mówią, przychodzi z wiekiem. Szło mi całkiem nieźle, mniej więcej w tym czasie kupiłam królika (ŻYWEGO) i nie czułam się w porządku z myślą, że zjadam jedno, a głaszczę drugie. Moja dieta nadal jednak była tragiczna- kremowe makarony, pizza kilka razy w miesiącu, kotlety sojowe i burgery wegetariańskie z supermarketu. Koszmarki, jednak bez bólu żegnałam się kolejno z resztą. Od tamtego czasu było już z górki i tak wylądowałam bez jedzenia czegokolwiek odzwierzęcego.

Where the mind goes, the body will follow

Dlaczego przestałam namawiać wszystkich dookoła w przeciwieństwie do „typowych” wegan? Bo zrozumiałam, że nie ma to sensu. Postawiłam się w butach, które sama nie tak dawno nosiłam. Jeśli sami z siebie nie jesteśmy gotowi na UŚWIADOMIENIE, nic nie da pranie mózgu, pokazywanie drastycznych filmików z rzeźni, czy wdawanie się w dyskusje na temat ewolucji, Eskimosów i mitu o ludziach- mięsożercach. Kropla drąży skałę, owszem, sama znam osoby, na które działają sugestie, jednak napastowanie z każdej strony da odwrotny do oczekiwanego efekt. Co jakiś czas można usłyszeć o akcjach typu „Zostań wege na 30 dni”, które moim zdaniem są potrzebne, ale czy zauważyliście jakie osoby biorą w nich udział? To najczęściej ludzie, którzy próbowali już odstawić mięso, ale brakowało im wytrwałości, pomysłów na dania, albo ulegli presji otoczenia. Powiem wam w tajemnicy, że moim największym marzeniem jest, aby choć trochę poruszyć mojego brata, najbardziej upartego osła na świecie. Czy myślicie, że na tego człowieka działa jakiekolwiek nawoływanie do empatii do zwierząt albo fakt, że  konsumpcja mięsa zwiększa prawdopodobieństwo ataku serca? Nic a nic, obiad bez mięsa to nie obiad. Ale wierzę, że kiedyś przyjdzie pora i na niego, a Ty się Mateusz opamiętasz.

Jak życ? Co jeść?

Wiem, że dla wielu największym wyzwaniem wydaje się kwestia przygotowywania posiłków- w końcu kiedyś trzeba odstawić te kotlety sojowe. Czy uchował się jeszcze człowiek, który nie słyszał o Jadłonomii? I nie, wcale nie ma tam dań z milionem drogich i trudnodostępnych składników. Dla bardziej opornych- Vegenerat Biegowy (facet tłumaczy tak prosto, że prościej się już nie da), erVegan. A gdyby ktoś z was chciał wesprzeć się zdaniem lekarza, zachęcam do lektury „Jak nie umrzeć przedwcześnie Dr. Gregera. Doktor ani przez pół zdania nie namawia do zmiany diety, podaje jedynie fakty, a jakie wyciągniecie wnioski, to już wasza sprawa.

Darmowe leki dla seniorów

Z czym wam się kojarzy starość? Odstawmy na bok przyjemne kwestie, takie jak emerytura (ekhm), działka, czy pieczenie ciasteczek dla wnuków. Co nam zostaje? Kolejka w przychodni, większość kasy wydawana na olbrzymie ilości leków, które -o dziwo- nie działają. Naprawdę tego chcemy? Oh wait, już nawet zaczęliśmy- mamy suplementy na wszystko- „na wątrobę, ale dają efekt uboczny, bo znikają boczki!”. Wątroba w końcu też nam zniknie od ilości chemii, którą w siebie pakujemy. Akurat my, Polacy, powinniśmy doskonale pamiętać kiedy nasze mamy czy babcie leczyły nas domowymi sposobami. Żeby było jasne- nie uważam, że leki są złe, ale na litość boską, przestańmy je łykać jak tic taci! Bierzmy wzorce z Zachodu, ale przefiltrujmy je przez zdrowy rozsądek- bo czy naprawdę jedząc śmieciowe jedzenie ociekające tłuszczem można za pomocą tabletki pozbyć się cholesterolu, różnego rodzaju dolegliwości brzucha i nadwagi? Serio, ludzie?

ty to pewnie dużo łykasz

Istnieje też przeświadczenie o tym, że weganie biorą masę tabletek. W końcu odstawiając tak wartościowe źródło dobroci jakim jest mięso, na pewno odbija się to na ich zdrowiu i mają braki wszystkiego. Całość pięknie podsumował Eryk w swoim wpisie o suplementacji (klik tutaj), dlatego zainteresowanych odsyłam do lektury. Osobiście nie suplementuję niczego poza witaminą B12, którą biorę kiedy mi się przypomni (albo kiedy chłopak na mnie krzyczy). Rezultaty? Dwa dni temu zrobiłam badanie krwi, podaję kilka wartości, a niedowiarkom wyślę nawet skan wyników: wapń całkowity 9,40 mg/dl (norma 8,20- 10,40); potas 4,10 mmol/l (norma 3,5- 5,3); wit B12 389,70 pg/ml (norma 191- 663), cholesterol całkowity 138 mg/dl (wartość pożądana <200).


Shakira śpiewała, że hips don’t lie, a ja myślę, że tak naprawdę to krew nie kłamie. Bo czy może być lepsze potwierdzenie niż właśnie bardzo dobra morfologia? Ludzie, popatrzcie w głąb siebie i wyobraźcie sobie siebie w przyszłości (nie apeluję o niezjadanie zwierząt bo są kochane, ponieważ to nikogo nie rusza). Jakimi chcecie być? Wiem, że większa część moich czytelników to młodzi ludzie, dlatego piszę jak do swoich- weźcie się za siebie, bo nikt inny nie może o to zadbać. Zdrowe odżywianie to taki oklepany temat, ale czy na pewno? W szkole tego nie uczyli (kiedy czytam, że ktoś zdaje maturę z wiedzy o tańcu chce mi się śmiać, wybaczcie), a to co myślimy, że wiemy z domu nie zawsze jest prawdziwe. Dopytujcie, czytajcie, szukajcie, a przede wszystkim miejcie otwarty umysł. Zdaję sobie sprawę, że jestem w grupie szczęśliwców, którzy nie mają większych problemów ze zdrowiem, ale to nie zwalnia mnie z odpowiedzialności do dbania o siebie. Postawmy się z boku- potrafimy doskonale obsługiwać różne urządzenia, ale czy wiemy skąd czerpać źródła minerałów niezbędnych do takich czynności jak choćby oddychanie? Wydawałoby się oczywiste, ale takie nie jest. „Czas i zdrowie to dwa cenne skarby, których nie rozpoznajemy i nie doceniamy dopóki się nie wyczerpią” *- zostawiam was z tym patetycznym cytatem i liczę gdzieś tam w głębi, że to pisanie ma sens.

*Denis Waitley

  • Piona! <3

  • Wielopokoleniowo 3

    Patetyczny cytat daje dużo do myślenia 🙂

  • Gratulacje za badania krwi! 😉 Fajnie, że podałaś linki do vegenerata i ervegan – tam rzeczywiście widać, że weganizm jest prosty. I to jest najważniejsze – trzeba walczyć z mitami, że weganie piją tylko wodę i są chorowici 😛 Ja na przykład na diecie roślinnej biegam w biegach górskich ultra (dystanse rzędy 100 km i więcej) – też żyję i jestem w najlepszej formie mojego życia!

    • Hehe, dzięki! Ale to chyba Tobie powinno się gratulować (biegi górskie- szacun!) no i nic tylko pokazywać [dziadom], że się da! 🙂

  • haha mam to samo:) od kiedy przeszłam na weganizm, to mam wokół siebie samych dietetyków;) niesamowite;)

  • Ervegan ma super przepisy! Ale na bardzo znanej Kwestii Smaku też mam paru swoich ulubieńców (np. burgery jaglane z dynią, foreverlove). Co prawda nie jestem weganką, ale podziwiam wegan i im bardzo kibicuję! Może kiedyś też będę, a może nie, na razie mam dietę w większości roślinną, z niewielką ilością nabiału i jajek, i – zupełnie od święta – ryb. I w końcu czuję, że mam prawo do swoich poglądów i że to nie jest żadna fanaberia, jak mi kiedyś starsi czlonkowie rodziny (i inni ludzie) próbowali wmówić. A ja już dawno temu podskórnie nie czułam się dobrze z jedzeniem mięsa. A tak w ogóle – ten kubek jest super 🙂

    • Bardzo często ludzie warunkują swoje wybory tradycjami- co dla mnie nie jest żadną wymówką. Tradycje nie muszą być dobre i musimy w końcu przestać się ich tak kurczowo trzymać. Ze starszymi ludźmi rzeczywiście jest ciężko, ale to działa na tej samej zasadzie, co przysłowie, że starych drzew się nie przesadza. Ale wszystko się bardzo szybko zmienia i ludzie chętniej adaptują, także jest nadzieja 🙂
      Kubek nie pamiętam skąd pochodzi, ale zawsze widzę (ten i podobne) na Wege Bazarach w Warszawie.

  • Jak dla mnie mięso mogłoby nie istnieć – lubię je jeść, ale tak naprawdę nie czuję naglącej potrzeby, więc ograniczam. W najnowszym bo dzisiejszym poście o……poście wspomniałam o zaletach bycia nie-mięsożernym. To jest naprawdę różnica!

  • Przechodziłam fazę nie-jedzenia mięsa. Niestety jak mówisz, nie byłam jeszcze na to gotowa – mięso zastępowałam ciastkami i parówkami sojowymi z supermarketu. Nie całkiem z głową. Pojawiły się problemy zdrowotne, ale kto by się temu dziwił?
    Jestem jednak przekonana, że mój czas jeszcze wróci i tym razem do całej sprawy podejdę mądrze. W końcu co może być ważniejszego od naszego zdrowia?

    • Nic na siłę, wiadomo, każdy ma swoje potrzeby i tempo. Ale przynajmniej jesteś otwarta i słuchasz siebie.
      No tak, te wszystkie fatalne zamienniki niestety często lądują na talerzach kiedy ktoś bez przygotowania chce polecieć na księżyc, lecz myślę, że Internet jest dziś mega pomocny, trzeba tylko chcieć 🙂

  • Ja osobiście uważam, że najważniejszy we wszystkim jest umiar. Uwielbiam warzywa, ale nie potrafię żyć bez mięsa (wybacz, ale nie przemawiają do mnie żadne mówienie o ich bólu itp.). Jeśli będziemy zdrowo jedli, nie przesadzali z ilością produktów przetworzonych, sztucznych, słodkich, czy właśnie nie jedli ogromnych ilości mięs – wszystko to wpłynie pozytywnie na nasze zdrowie. Najważniejszy jest umiar!

  • Ja też głęboko wierzę w to, że na wszystko przychodzi odpowiedni czas. Odstawiałam mięso jako nastolatka i po pół roku wróciłam – miałam fatalną morfologię, choć to akurat wynikało raczej z ogólnie kiepskiego odżywiania. Mięso jem ale nie mam tak, jak niektórzy, że bez mięsa to nie obiad. I ostatnio coraz częściej łapię się na tym, że mi po prostu nie smakuje.

Scroll Up
Inline
Inline